Oct 22, 2018 Last Updated 9:06 PM, Oct 16, 2018

Adam Witold Wysocki nie żyje

Płaczmy, płaczmy, płaczmy lecz nie traćmy nadziei. Wolnomularstwo Polskie, a sz...

O masonerii we Wrocławiu

Zapraszamy na spotkanie z wolnomularzem, członkiem jednej z polskich lóż...

Kartka z kalendarza – Mały ksi…

75 lat temu, 6 kwietnia 1943 r., nakładem nowojorskiego wydawnictwa Reynal &...

Profan o operze

            Jestem operowym profanem, to wyznanie zawiera prawdę i nie ma w tym dumy – to byłaby z mojej strony ignorancja, nie ma też w tym wstydu – bo nie sposób znać się na wszystkim. Z zawodu jestem m.in. leśnikiem, znam się na lesie. Jednak czy mam prawo wypowiadać się o operze; o czymś, o czym mam tzw. „blade pojęcie”? Skoro powstał ten tekst, skoro czytasz go Czytelniczko, Czytelniku -  to okazuje się, że mam takie prawo, nawet jeśli sam je sobie nadałem, a może przede wszystkim dlatego. Bo według mnie każda osoba ma prawo do własnego odbioru świata, własnych przeżyć, wzruszeń, rozczarowań, ma prawo żyć, ma prawo czuć. To wolność, to równość, to wreszcie braterstwo/siostrzeństwo, jeśli choćby takiej wolności bronimy dla innych. Czy moje słowa warte będą lektury? Postaram się, by tak było. Użyłem słowa profan celowo, lecz cóż ono znaczy?

Profan to wg Słownika Języka Polskiego PWN online:

1.«człowiek niemający wystarczającej wiedzy w jakiejś dziedzinie»

2.«człowiek, który się dopuścił profanacji»

3.«w starożytnym Rzymie: człowiek niedopuszczony do tajemnic religijnych»

Właśnie tak się czuję, profanem, kiedy odwiedzam gmach opery i tak czułem się na  koncercie z okazji 40 rocznicy śmierci Marii Callas, jakiego miałem okazję wysłuchać 22 września 2017 roku, w Promie Kultury na warszawskiej Saskiej Kępie. 

Profan często nie ma czasu na coś innego poza codziennością, tak było i ze mną, jednak poczyniłem zobowiązanie, że napiszę ten tekst. I piszę go pomiędzy gotowaniem obiadu, rozmową z synem i córką, kąpielą, pracami zawodowymi, rozmowami z przyjaciółkami i przyjaciółmi, kotem, snem, toaletą, zmywaniem naczyń, jazdą samochodem, lekturą korespondencji, lasem - gdzie mieszkam i wieloma sprawami, których nie ma w operze, a które są w większości i codziennością ludzi jej sceny, kiedy z niej schodzą. A to łączy, łączy scenę z publicznością, po obu stronach są ludzie. Właśnie kimś takim po koncercie stała się dla mnie i „ikona opery” - Maria Callas. Człowiekiem – autentyczną osobą z siłą i słabością, z sukcesami i porażkami, z wyjątkowym głosem i jego przemijaniem, z życiem naznaczonym cierpieniem i namiętnością, spełnieniem i tęsknotą. Marcin Bogusławski i Karina Skrzeszewska pięknie to naświetlili w swoich rozmowach, które przeplatały się ze śpiewem, utworami. Jednak przyznaję, że na koncercie ich tytuły  nic lub niewiele mi mówiły:

Addio del passato z Traviaty

Scena Abigail z Nabucco

Casta diva z Normy

Vissi d'arte z Toski

Pace, pace mio Dio z Mocy przeznaczenia

Poveri fiori z Adriany Lecouvreur

O mio babbino caro z Gianni Scchichi.

Chwytałem się – muzyki, tego co niósł ze sobą śpiew Kariny  Skrzeszewskiej - emocji, odczuć, które malowały w mojej wyobraźni obrazy: postaci, scenerii, zapachów, smaków, dotyku, temperatury, bólu, cierpienia, czy ulgi. Dzisiaj wiem, rozumiem więcej, od kilku dni czekam nocy. Kiedy śpią już domownicy, kiedy mogę słuchać, a czytając odkrywać historie opowiedziane w tych operach, wreszcie ich genezy, losy śpiewaczek, śpiewaków, nawet to, że sztuka wpływa na historię, a historia na sztukę. To tak jak przed laty zachwycony „Mistrzem i Małgorzatą”, odkrywałem historię Rosji, pierwowzory bohaterów. Rozszyfrowywałem metafory, które wplatał w swój tekst Bułhakow. Podobnie było z muzyką Chopina, na którą otworzyło mnie Preludium Des-dur "Deszczowe", którego tytuł odgadłem, nie znając go wcześniej. Bo tak plastycznie Chopin odmalował swoją muzyką deszcz, wiatr i burzę. Niewiarygodne. Piszę i przerywam zagłębiając się w muzyce, w lekturze, pijąc kawę na werandzie w jesienną już noc. Kosmos (muzyki, śpiewu), a był tuż przed moim nosem od dziesięcioleci. Bycie profanem ma jednak swoje plusy i dla mnie i dla „3 aktorów” tego przedstawienia na Saskiej Kępie. Dla mnie, bo pozwala mi napisać o tym, co było dla mnie ważne, a nie o tym co według ustalonych już kanonów i mody - być dla mnie ważne powinno. Poznaję operę jak nowo poznaną kochankę, kochanka – to celowe porównanie – bo jest w tym zachwyt, ekscytacja, doznania piękna. Natomiast dla osób występujących na koncercie, lektura tego tekstu może być o tyle ciekawa, że widziałem, słyszałem to wszystko świeżo - „oczami, uszami dziecka”. Którym jako osoba nonkonformistyczna pozostałem w oglądzie świata, mimo wieku lat czterdziestu sześciu i początków siwizny, do dzisiaj. Dziecięcość - jak to dobrze, że los wciąż oszczędza mi zdziecinnienia, ale i zwapnienia!

            Wracając do samego koncertu. Wydarzenie to było o tyle dla mnie wyjątkowe, że muzyka, a akompaniowała Katarzyna Neugebauer, stanowiła całość ze śpiewem - choć to uproszczenie, o czym będzie dalej - Kariny Skrzeszewskiej, ze słowem Marcina Marii Bogusławskiego; i tym co zostawiła po sobie Maria Callas.

            Jeśli to ja przygotowywałbym afisz tego koncertu, to osoby na nim ułożyłbym na liście alfabetycznie, bo według mnie - nie sposób określić, kto w tym konkretnym wydarzeniu był ważny mniej, czy bardziej. Myślę, że był to zespół, że zespół ten stanowił całość.

Natomiast suchą listę - „Wykonawcy: Karina Skrzeszewska – sopran; Katarzyna Neugebauer – fortepian; Marcin Maria Bogusławski – słowo” - zastąpiłbym inną, następującą:

1. Marcin Maria Bogusławski – słowo, wiedza, mądrość, uśmiech;

2. Maria Callas – cisza, pamięć, autentyczność;

3. Katarzyna Neugebauer – fortepian, pasja, poczucie obowiązku, odwaga, rodzic, fascynacja;
4. Karina Skrzeszewska – sopran,  ważne zdanie, przeżycie, pracowitość,  człowiek, aktorka.


1. Marcin Maria Bogusławski – słowo, jednak słowo to za mało. Bo słowa mogą być złe lub dobre, mądre lub głupie. Za słowami Bogusławskiego stała bogata wiedza, jednak i to słowo nie wyczerpuje tego, czego byłem świadkiem. Z wiedzy trzeba umieć jeszcze zrobić użytek, a wtedy już mówi się o tym mądrość i  Bogusławski mówił mądrze. W recenzjach rzadko pisze się o uśmiechu, a uśmiech towarzyszył Marcinowi często, kiedy mówił, kiedy milcząc słuchał. Poruszając bezgłośnie ustami, bo znał  wszystkie wykonywane utwory. Duet z Panią Kariną? Dla mnie - tak.

 
2. Maria Callas – zmarła 40 lat temu – została po niej cisza, ale i pamięć w ludzkich umysłach, nagraniach, książkach, fotografiach. Zapis informacji o człowieku, który był na tym świecie przez chwilę, który doświadczył pasji, żył, cierpiał, kochał, zachwycał się i sam budził zachwyt. Koncert uświadomił mi to, że wolę, autentycznych ludzi z ich siłą i słabościami. Wolę to, niż ikony świętych; piękne ale nieprawdziwe – plastikowe, tandetne jak wszelkie wytwory „fabryk świętych” - na jarmarcznych straganach.

3. Katarzyna Neugebauer – fortepian. Pianistka, akompaniatorka – to moim zdaniem za mało, by opisać Panią Katarzynę. Dla mnie ważniejsze było to, że przyjechała do Warszawy mimo choroby małego dziecka. Dziecka obecnego na tym koncercie, które ojciec nosił na rękach w ostatnich rzędach widowni, przytulał kiedy kasłało. Jakimi trzeba być pasjonatami, jakie trzeba mieć poczucie obowiązku, by jednak przyjechać, by nie rozczarować publiczności koniecznością odwołania koncertu. Wreszcie, odwaga – by narażając się na zarzut bycia rodzicem przedkładającym muzykę, pracę, pasję nad dziecko. Jeśli jednak spokojnie, racjonalnie to rozważyć, to taki zarzut po „otrzepaniu go ze stereotypów”, staje się kupką nic nie wartego prochu. I przywilej profana – napisanie o tym co mnie ujęło szczególnie. Co? Wystukiwanie palcami, pamiętającymi układ klawiatury, melodii kiedy był odtwarzany fragment utworu wykonywanego przez Marię Callas, kiedy ta uczyła śpiewu, kiedy występowała w roli nauczycielki. To było urocze! To zapomnienie się Pani Katarzyny w muzyce i droga dźwięku: głośnik, ucho, umysł, dłoń. Informacja rozchodząca się w powietrzu, za pomocą drgań, przetwarzana na impulsy nerwowe, docierające do mózgu, tam przetwarzane i docierające do mięśni dłoni, układające ich skurcze prostowników i zginaczy palców w rytm – informację. Fascynujące!

       
4. Karina Skrzeszewska – sopran, sopran to jedynie etykieta człowieka, który śpiewa określonym głosem – profesjonalnie śpiewa. A mnie Pani Karina ujęła i czymś innym. Tym, jak można odbierać sztukę, w tym wypadku operę, nawet jeśli nic lub niewiele o niej wiemy. Padło jedno bardzo ciekawe i ważne zdanie, po pytaniu - po czym poznać, że muzyka i śpiew są naprawdę dobre? Po tym, że słuchając mamy „ciary” - i albo je mamy, albo ich nie mamy. Na cóż mi słuchać, na cóż mi czytać opinie ekspertek, ekspertów, czy nie lepiej zaufać własnemu odbiorowi? I istotnie, jakie to piękne i jakie pełne wolności danej samej, samemu sobie. By pięknym okazywało się to, co nas zachwyca, porywa, a nie to co modne, nie to co wypada, nie to co jest zalecane. Myślę, że przeżywanie miłości i przeżywanie muzyki są do siebie podobne. Wiem, że nie mogę nakazać sobie miłości, nie mogę nakazać sobie jej wygaśnięcia, ani zachwytów kimś, czy czymś, ani tego, by ich nie odczuwać. Moje serce – umysł „w nosie” ma to, że wypada kochać i to, że czegoś, kogoś kochać nie wypada. Czy były „ciary” w czasie występu Pani Kariny? Były! I nawet jeśli nie znam terminologii muzycznej, by w superlatywach wypowiedzieć się o tym występie. Myślę, że to choć profańska, to czytelna ocena występu. Kolejnym ważnym zdaniem było to dotyczące oddania się temu, co robimy. Pracowitość, praca, poświęcenie – nie widać ich często kiedy ogląda się efekt końcowy - „on jest i już”. Mnie to nie wystarcza, jak dziecko lubię wiedzieć „jak”, jak dziecko lubię wiedzieć „dlaczego”. I dowiedziałem się trochę, uchylenie rąbka tajemnicy tej profesji było dla mnie bardzo cenne. I tu znów spotkałem człowieka, nie świętą, nie anioła, a człowieka, kobietę, która ciężko pracowała i pracuje na to, kim jest dzisiaj. Która czasem się boi, czasem walczy ze sobą, czasem wątpi, czeka, czasem bardzo w coś wierzy. Jedni wolą świętych w kaplicach, inni wolą ludzi w życiu, ja należę do tych drugich. I to był bezcenny wymiar tego koncertu – przeplatanie muzyki, śpiewu z rozmowami. Szczerymi, takimi „po prostu” – kiedy człowiek mówi do człowieka, kiedy skraca dystans nie tracąc siebie. Artystka, aktorka czy profesjonalny automat-odtwarzacz? To kolejna kwestia, która rozważana była w rozmowie pomiędzy Panem Marcinem a Panią Kariną. Jak interpretować, jak wkładać siebie w śpiew, budując autentyzm przedstawianej postaci? Czy można to zrobić dobrze nie mając samej, samemu takich doświadczeń? Okazuje się, że było to słabością i jednocześnie siłą Marii Callas – to, że doświadczyła wiele w życiu, że niejednokrotnie role, które odgrywała były fragmentem jej własnych przeżyć. Stąd ich autentyzm, wyczuwany dobrze przez publiczność. Głos, warsztat okazują się być niewystarczające, kiedy brakuje autentyczności, barwności postaci samej aktorki, aktora przedstawienia. Być może to właśnie życie robi artystom najlepszy makijaż sceniczny? Według mnie nie ma w tej charakteryzacji sobie równych.

            Kiedy widzę ludzi (na przykład) na scenie, na mównicy sejmowej, w miejscach pracy, najróżniejszych - to zastanawiam się często jacy są prywatnie – za uniformami ubrań, maskami min zawodowych; czym żyją, co robią, co jedzą, kogo kochają, jak tańczą, o czym marzą i co mają w tym tzw. głębszym poważaniu? Bardzo lubię mieć okazję do rozmowy po przedstawieniu z aktorami. Tu po tym koncercie, było to dla mnie o tyle ciekawe, że okazało się, że każda osoba z tej trójki byłaby usprawiedliwiona, gdyby nie dotarła na koncert. Życie okazuje się nieprzewidywalne, płata figle, zmusza ludzi do dokonywania wyborów, zaciskania zębów, by dotrzymać słowa – w tym wypadku, by koncert się odbył – by nie zawieść publiczności. Publiczność okazuje się bardzo ważna – a dla mnie to i jeden z ważnych wymiarów tego kameralnego przedstawienia, w którym brałem udział.

Autor: Grzegorz Andrzejczyk-Bruno, Warszawa, 29.09.2017

Skomentuj

Upewnij się, że uzupełnisz wszystkie pola oznaczone gwiazdką (*). Możesz używać podstawowych znaczników html.



Wykonaj zadanie w okienku poniżej, żeby dodać komentarz

My na Facebooku

Subskrybuj nasz newsletter

Chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się w polskiej i nie tylko masonerii? Zapisz się na newsletter.

Najczęściej czytane

Wielki Wschód Polski 1910-18

13 Lis 2015 historia masonerii

Masońska symbolika dla laika

13 Lis 2015 Symbolika