Aug 23, 2017 Last Updated 8:49 AM, Aug 18, 2017

Wyrazy solidarności z polskimi…

Redakcja Rzeczpospolitej Wolnomularskiej pragnie przekazać wyrazy głębokiego wsp...

Masońskie symbole w herbie mia…

W górach Ural, w  rejonie swierdłowskim niedaleko jak na rosyjskie w...

"Królewicz Olch" - r…

Z dedykacją dla jednego, wspaniałego B:., z podziękowaniem za braterskie spotkan...

Europa: Nadzieje i Demony

(w hołdzie B:. Piotrowi Kuncewiczowi)

Inspiracji do napisania tej deski, drugiej podejmującej tematy europejskie, znowu należy szukać w dwóch miejscach.

Pierwsze ze źródeł się nie zmieniło od czasu poprzednich moich rozważań o Europie. Jest nim cudowna panorama historyczno-kulturowa, zawarta w książce B:. Piotra Kuncewicza „Antyk zmęczonej Europy”. Każdy, kto sięga do tego tekstu musi pochylić się z pokorą przed niezwykle szerokim horyzontem, przed wielością punktów spojrzenia, przed doskonałością warsztatową i erudycją autora. Jest dla mnie zaszczytem, że w Loży mogę pracować wśród ludzi, którzy B:. Piotra znali osobiście.

Druga z moich inspiracji to wspaniała, głęboka deska przedstawiona w Loży Nadzieja przez B:. P:. Przedstawił on swoje przemyślenia na temat współczesności - zwłaszcza społecznego wymiaru systemu rynkowego. To właśnie dla takich przemyśleń (a liczyły one bez mała dwadzieścia stron!) warto przychodzić do Loży. Deska, mimo swojej długości, nie tylko nie zmęczyła Braci, ale stała się znakomitym punktem wyjścia do długiej, fascynującej dyskusji. W jej trakcie padła również następująca konstatacja: "cieszę się, że możemy wspólnie pochylać się nad sprawami ważnymi".

To zdanie uderzyło mnie z olbrzymią siłą. Tak, powinniśmy się zajmować sprawami ważnymi. My, wolnomularze, nie powinniśmy zamykać się wyłącznie w okopach ezoterycznych symboli i bez końca dyskutować na temat - chciałoby się żartobliwie powiedzieć - wyższości Cyrkla nad Węgielnicą. Praca symboliczna jest oczywiście niezwykle ważna (zwłaszcza w tradycji rytów szkockich), ale nie można też zapomnieć o tym, że wolnomularstwo powinno mieć - i  ma - wymiar praktyczny.  Przypomnijmy choćby tradycje lóż I i II Rzeczypospolitej. Dyskutowano tam o sprawach bliskich sercu każdego masona – o wolności, o tolerancji, o społeczeństwie. Rozmowy te charakteryzował jednak nie tylko niezwykle wysoki poziom intelektualny – ale także ich odniesienie do realnych spraw otaczającego świata. Oczywiście, ten aspekt dotyczy przede wszystkim rytu francuskiego, ale przecież – niezależnie od rytu – jesteśmy częścią społeczeństwa i mamy wobec niego istotne obowiązki.

No właśnie – obowiązki. W swoim wystąpieniu B:. P:. poruszył także – jakże ważny – temat odpowiedzialności za swoje decyzje. Decyzje, ale i zaniechania, bo przecież powstrzymanie się od działania także wywiera wpływ na otaczającą rzeczywistość (słynny problem milczenia w sytuacji, gdy dzieje się zło). Warto dodać, podkreślił B:. Paweł, że odpowiedzialność jest zawsze indywidualna. Nie mówmy więc o odpowiedzialności nauczycieli, Polaków, księży czy masonów. Mówmy i myślmy o odpowiedzialności każdego z nas – tak odniesieniu do rzeczy pozytywnych, jak i w odniesieniu do zaniechania. Życie to nie praca kelnera – nie można stwierdzić, że pewne obszary „obsługuje inny kolega”. Ta odpowiedzialność ma wymiar ogólny – rozciągający się na rodzinę, miasto czy ojczyznę, ale  także wymiar codzienny. Również w wolnomularstwie. Każda moja decyzja ma wpływ na moją Lożę, moich Braci i moje Siostry. Ma na nich wpływ każde zaniedbanie. I milczenie, gdy w Loży dzieje się źle. Gdy warsztat zmierza w złą stronę, a tylnymi drzwiami wchodzą do niego profańskie przywary. Z tej odpowiedzialności nie rozliczy mnie jednak żaden Sąd Braterski. Rozliczy mnie tylko lustro, w które będę spoglądał przy porannej toalecie, zadając sobie pytanie, czy postąpiłem właściwie.

Gdy zastanawiałem się nad wspomnianymi powyżej sprawami, doszedłem do wniosku, że następną deskę poświęcę próbie mojego spojrzenia na problemy współczesnej Europy (a więc – oczywiście także i Polski). Ktoś powie: to już ociera się o politykę, a w loży nie dyskutuje się o polityce. Tak, to prawda (choć warto dodać, że przede wszystkim dotyczy to lóż w tradycji anglosaskiej). Ale jednocześnie należy powtórzyć za Arystotelesem: człowiek jest zoon politikon, jest istotą społeczną. Wielki filozof antyku wyraźnie mówił: jesteśmy ludźmi, bo jesteśmy społeczni. Przy czym społeczni - nie musi od razu oznaczać polityczni (w dzisiejszym tego słowa znaczeniu). Dodajmy przy tym na marginesie, że jeszcze w dawnej polszczyźnie przymiotnik polityczny - dziś nacechowany tak negatywnie - znaczył tyle co grzeczny, uprzejmy...

Tu mała dygresja, która nie odciągnie nas jednak od problemów europejskich. Piotr Kuncewicz postawił ważną tezę: cała myśl filozoficzna starożytności koncentrowała się wokół próby nakreślenia i zrozumienia roli Człowieka w stosunku do społeczeństwa. Zmieniło się to dopiero z dyktatem filozofii chrześcijaństwa, które postawiło nowy problem: rola Człowieka wobec Boga. Wolnomularstwo, w którym nie dyskutuje się na tematy religijne ma pełne prawo (a może nawet: obowiazek) powrócić do wielkich pytań stawianych w okresie antycznym.

Wróćmy jednak do meritum. Do dzisiejszej Europy i jej problemów. W mojej poprzedniej desce określiłem swoje rozumienie korzeni europejskich - jako wspólnego dziedzictwa antyku, wielowątkowego i obejmującego tak tradycje greckiej demokracji, jak i republikańskość Rzymu. Ale to nie wszystko. Starożytna Europa to przecież myśl filozofii helleńskiej i hellenistycznej. Filozofii, która była kulturą otwartą, inkluzywną. Która napotykane nowe idee włączała do swojego dorobku, często twórczo je interpretując. To Europa, w której istniało nieskończenie wiele dróg, tradycji, bogów, kultur, idei - często sprzecznych, ale pozostających ze sobą w szacunku. Przyjmowanie jednego stanowiska nie musiało od razu wiązać się z koniecznością zniszczenia przeciwnika. Dróg było wiele.

Sytuacja ta zmieniła się dopiero z wybuchem chrześcijaństwa. Podkreślmy: chrześcijaństwa rozumianego nie jako uniwersalny, chrystusowy przekaz o pięknie miłości, ale właśnie tego politycznego, zhierarchizowanego, kostniejącego w okowach własnych lęków i dogmatów. To właśnie wtedy rzymskie chrześcijaństwo uznało się za jedyną dopuszczalną religię - nie tylko wobec tzw. pogan, ale także (a może przede wszystkim) wobec innych odłamów tej samej wiary.

Tysiące dróg zostało sprowadzone do jednej - koncesjonowanej przez władze zwierzchnie. Ci, którzy chcieli podążać swoimi ścieżkami byli odsądzani od czci, zbawienia i jakichkolwiek praw (łącznie z prawem do życia). Swoją drogą - to niezwykle ciekawe pytanie o istotę instytucji. Także wolnomularskich. Czy instytucjonalizacja pewnych wartości nie prowadzi nieodmiennie do nadużyć, rywalizacji o stanowiska czy zaszczyty? Niejednokrotnie wszak w historii pojawiała się myśl, czy idea obediencji nie złamała ducha swobody i autonomii loży. Bo przecież to loża, a nie obediencja jest istotą wolnomularstwa.

Przypomnijmy, z jak wielką krytyką spotkało się powołanie pierwszej Wielkiej Loży. Bo niby na jakiej podstawie  tworzący ją Bracia uznali się za władnych uznawania, kto masonem jest, a kto – nie? Był to element zupełni obcy w tradycji wolnomularskiej – stąd zresztą nieco pogardliwe określenie lóż podporządkowujących się owym nowomodnym pomysłom – The Moderns. Nie chcę przez to bynajmniej stwierdzić, że obediencje zawiodły, albo są sprzeczne z duchem wolnomularstwa. Chcę natomiast zwrócić uwagę, że nie należy ich traktować jako dogmatu czy świętości. Przypomnijmy, że Loża Kopernik – Loża-Matka najbardziej tradycyjnej polskiej obediencji (WLNP) przez sześć lat była lożą niezależną, nieuznawaną przez żadną organizację masońską (co niektórzy z bardzo niemasońską wyższością określają mianem loży dzikiej). Dziś obediencja założona przez tę „dziką” lożę jest najbardziej szanowaną i najbardziej regularną (o ile przymiotniki te poddają się stopniowaniu) strukturą wolnomularską w Polsce.

Wróćmy jednak do Europy. Wprowadzenie chrześcijaństwa dramatycznie zmieniło charakter naszego regionu. Pojawiła się koncepcja władzy państwowej złączonej z władzą religijną – tym bardziej, że monoteistyczna religia z samej swojej istoty wprowadzała monopol doktrynalny. Próby jego łamania, próby podejmowania krytycznej dyskusji z kanonem kończyły się tragicznie – czego świadectwem są choćby późniejsze wojny religijne. Czyż nie jest paradoksem, że nasz kontynent tak często spływał krwią ludzi, z których każdy deklarował wiarę w tego samego, miłosiernego Jezusa (który wzywał do miłości nieprzyjaciół i nadstawiał drugi policzek prześladowcom)?

I znów przytoczę słowa tak bliskiego mi Jacka Kaczmarskiego z piosenki "Koniec wojny XXX-letniej":

Zdobywaliśmy twierdze i miasta! - Tak jest!

Wyżywaliśmy się na niewiastach! - Tak jest!

Niemowlęta na halabardach poznały, co gniew i pogarda! - Tak jest!

W wypełnionych ciałami okopach... Tak rodziła się Europa! - Tak jest!

A przecież wojny XVII wieku były tylko delikatną zapowiedzią grozy, którą sami sobie Europejczycy zgotowali później. Wojny napoleońskie, wojny pruskie, szaleństwo Verdun czy piece krematoriów - to także nasze dzieło i nasze dziedzictwo. Nasze, europejskie. Jak żyć z taką przeszłością? Czy w ogóle można?

Można. Nam, Europejczykom udało się przecież też budować. Wielki gmach nowoczesnej demokracji, parlamentaryzm, liberalizm filozoficzny, socjalizm, prawa człowieka, umiłowanie wolności i nowożytna tolerancja - to także nasze dzieła. I to właśnie do nich musimy wracać, do nich nawiązywać i im nadawać współczesną formę i treść.

Europa bowiem przetrwała wszystkie dotychczasowe kryzysy. Przetrwała nie jako skostniały monolit, ale właśnie jako zmieniająca się i dostosowująca do realiów unikalna mozaika. Nasza skomplikowana historia jest wypadkową tysięcy dni – tych dobrych i tych złych. My  wszyscy wyrastamy z tej Przeszłości, w której były zarówno swobodne greckie rozmowy na sympozjonie, jak i mordowana na stopniach biblioteki Hypatia. Dziedzictwem pamięci wszystkich Europejczyków jest zarówno Newton, Kopernik i da Vinci, jak i groza wojen religijnych.

A dzisiaj? Jak wygląda nasza Europa? Jakie są niebezpieczeństwa, z którymi musi się mierzyć? Spróbujmy nazwać europejskie demony. Nie odwracajmy głowy i nie bójmy się spojrzeć w lustro. Jeśli wyraźnie nazwiemy zło – będzie nam łatwiej się z nim mierzyć, a trudniej - odwracać głowę.

Demon 1: Populizm.

Ma różne formy i przyczyny. Można wręcz powiedzieć, że ma tendencję do manifestacji w formie amorficznego, wielotwarzowego stwora, szepczącego do uszu ludzi proste recepty. Rozdawajmy pieniądze i kredyty, zarządźmy naukę moralności już od przedszkola, wsadzajmy do więzienia za najmniejsze przewinienia i nie dawajmy szansy nawrócenia. Nasze problemy nie są naszą winą, lecz skutkiem podstępnej działalności innych – żydów, cyklistów, lewaków, masonów i  ideologii gender. Zniszczmy ich, a świat będzie znowu piękny, a my – bogaci, zdrowi, czyści i szczęśliwi.

Populizm jest arcygroźny, bo jest zaraźliwy. Infekuje coraz więcej partii, ośrodków opinii i centrów społecznych. Co gorsza: zachęca do licytacji w górę. I proponuje rozwiązania proste, jednowymiarowe i banalne. Takie, przy których nie trzeba się zastanawiać i myśleć. Co więcej: raz rozpętanego demona nikt nie będzie w stanie już opanować.

Populizmowi sprzyjają zarówno media (dlatego tabloidy żerujące na naszych najniższych instynktach mają wyższy nakład niż gazety stawiające ważne problemy), jak i politycy. Ale to nie jest ich wina. Populizm odnosi takie sukcesy bo jest w nas. Nasze media i nasi politycy są dokładnie tacy, jak społeczeństwo, którego potrzeby wyrażają.

Demon 2: Obojętność

Nie tak dawno bracia Francuzi narzekali, że frekwencja wyborcza w drugiej turze wyborów prezydenckich wyniosła zaledwie 75%, bo mnóstwo osób nie poszło do urn, rozczarowanych poziomem klasy politycznej. Ludzie mieli po prostu dość sytuacji, w której zmuszeni byli głosować na kogokolwiek, kogo nazwisko nie brzmi Le Pen. W Polsce frekwencja jest jeszcze niższa i wynosi około 50%, a sformułowanie „głosować na mniejsze zło” na stałe zagościło w opinii publicznej. Dlaczego tak się dzieje? Bo większość ludzi uznało, że państwo nie jest ich. Jest bytem zewnętrznym, przedmiotem rozgrywki polityków, z którymi nie chcą mieć nic do czynienia. Państwo przestało być dobrem obywatelskim i wspólnotą ludzi wolnych. My, Polacy, patrzymy na nie jak pańszczyźniani chłopi na zamek feudała, zgodnie z zasadą: a co nas obchodzi, kto zasiada na hrabiowskim stolcu, skoro i tak każdy będzie nas łupił? Trudno się więc dziwić, że państwo stało się czymś obcym, czemu nie należy ufać, a w stosunku do którego najbezpieczniej zachować obojętność.

Demon 3: Strach

My, Polacy (i szerzej: Europejczycy), boimy się. Ten strach często bazuje na niewiedzy i uprzedzeniach. Tak dzieje się z największym naszym lękiem codziennym, związanym z terrorystami i z imigrantami (zresztą często utożsamianymi ze sobą). W niedawnych badaniach Polacy ocenili, że z Polsce żyje około 7% muzułmanów. Co więcej, stwierdzili, że do 2020 roku będzie ich 13% (sic!). Tymczasem muzułmanów w kraju jest ich mniej niż 0.3%!

Oczywiście strach w stosunku do imigrantów nie jest jedyny. Boimy się GMO, elektrowni jądrowych, teorii ewolucji, szczepień, osławionego „gendera”... Lecz co najgorsze, boimy się przyznać do własnej niewiedzy.

Przestaliśmy pytać. Przestaliśmy szukać odpowiedzi. Zajęliśmy się codzienną krzątaniną, zapominając o tym, że poznawanie świata jest kluczem do jego rozumienia. Zamiast tego karmimy się papką medialną, bezkrytycznie akceptując przygotowane prawdy.

Demon 4: Nienawiść

Nienawiść jest często dzieckiem strachu. Nie jest to zresztą nic odkrywczego. Strach przed innym, przed obcym, niejednokrotnie w historii doprowadzał do tragedii. A nienawiścią łatwo zarządzać. Wystarczy powiedzieć: to nie twoja wina, że nie masz pracy. Pracę zabrał ci Ukrainiec, Polak, Pakistańczyk czy Turek. Znamy to. Od takich diagnoz zaczynała się nienawiść do Żydów. Niestety, raz wypuszczonego demona nie jesteśmy w stanie opanować. Nawet jeśli zmieni się nastawienie elit, to hordy demonów będą szeptały do nadstawionych uszu: kiedyś było lepiej. Jak nie było tych Arabów, gejów, bezbożników, genderystów... I będzie to trafiać do serc i umysłów (bo lubimy słuchać, że nasze niepowodzenia nie są naszą winą), a ludzie co najwyżej nie będą o tym mówić publicznie. Ale wieczorem, w domu, przed pójściem spać te słowa będą im dźwięczeć w uszach. I wreszcie ktoś powie: skończmy z tą polityczną poprawnością, pozwólmy ludziom być szczerymi. A wtedy wystarczy impuls i ludzie skoczą sobie do gardeł. Czyż nie tak wyglądało to w latach trzydziestych w Niemczech?

Demon 5: Chciwość

"Greed is good" - głosił slogan z filmu Wall Street. My, Europejczycy, wyznajemy zasadę: masz prawo się bogacić, a twoja własność jest święta. Co więcej – skoro się już wzbogaciliśmy, to mamy prawo korzystać do woli z naszych zasobów. Tyle, że syta i bogata Europa powinna pamiętać lekcję Marii Antoniny. Królowej, która co prawda nie wypowiedziała w rzeczywistości  słynnych słów o ciastkach... ale gdy była prowadzona na szafot, to nikt jej o to nie pytał. W polityce nie liczą się fakty, lecz opinie. A z głodnym człowiekiem, doprowadzonym do rozpaczy – sytemu dyskutować  trudno.

Więc jeśli nawet Europa zapomniała o swoich chrześcijańskich korzeniach, o nakazie wspierania ubogich, o moralności miłosierdzia to lepiej niech nie zapomina lekcji gilotyny. Bo w tych dniach, gdy my umieramy z przejedzenia, Afrykańczycy umierają z głodu. Lub w głębinach Morza Śródziemnego, rozpaczliwie próbując dostać się na kontynent, który uważają za swój ląd nadziei. Kto wie, czy na naszej europejskiej uczcie, podczas której tak ochoczo konsumujemy owoce koniunktury, ktoś już nie napisał płomienistych liter Mane, Tekel, Fares.

Demon 6: Pogarda

Nauczyliśmy się gardzić drugim człowiekiem. Bogaci gardzą biedakami, mający pracę - bezrobotnymi. Inteligenci - biznesmenami. Biznesmeni – robotnikami. Gardzimy ludźmi o innym kolorze skóry, wyznających inną wiarę i należącymi do innych kultur. Ba, gardzimy już nawet własnymi rodakami - jeśli tylko mają inne poglądy. Rośnie między nami pogarda, matka nienawiści. A nienawiść zawsze staje się pożywką dalszej nienawiści.

Wolnomularz powinien tych przywar być pozbawiony. Ale uderzmy się we własne piersi – czy poczucie wyższości, protekcjonalizm, czy nawet zwykła zawiść – nie są obecne w naszych lożach? Czy nie dzielimy Braci na swoich i obcych, zamiast mierzyć ich miarą uniwersalną cnót i braterstwa?

Demon 7: Niewiedza

I wreszcie ostatni, najgroźniejszy stwór. Niewiedza. Nie chcemy poznawać. Zatapiamy się w bezpiecznym bagienku własnych poglądów, nie wyściubiając nosa poza jego granice. Nie wychodzimy poza własne ściany. Czytamy tylko te gazety, które potwierdzają nasze opinie. Przestaliśmy czytać książki. Przestaliśmy pytać. Przestaliśmy błądzić. I, niestety, dotyczy to również nas, wolnomularzy. Zamykamy się we własnych środowiskach, we własnych lożach i obediencjach. A gdzie podróże czeladników? Gdzie wymiana poglądów? Gdzie nasza ciekawość świata i odwaga poddawania własnych przekonań solidnej próbie?

Skoro jednak nazwaliśmy już nasze demony, to jak może brzmieć egzorcyzm? Myślę, że jego imię to nowe oświecenie. Oświecenie, które powinniśmy zacząć od samych siebie, ale także nieść je do naszych środowisk a także poza nie. Pracujmy nad sobą, pracujmy dla naszych małych i większych wspólnot. Dawajmy przykład, że można. Praca organiczna jest nużąca, ale jest naszym powołaniem. I takiej pracy należy się cześć i chwała.

Jakiś czas temu słyszałem, jak jeden z wolnomularzy na pytanie "co masoneria ma do zaproponowania współczesnemu światu" odpowiedział gładko: "nic". Ale nie jest to prawda. My, wolnomularze bierzemy na siebie wielki obowiązek: dbania o dobrostan Ludzkości. Rodziny, społeczeństwa, państwa, planety.  To obligo zaczyna się od nas samych, ale ma wpływ na całą otaczającą nas rzeczywistość.

Zamykać oczy na ten obowiązek to zaprzeczać własnemu powołaniu.


Rzekłem.

Skomentuj

Upewnij się, że uzupełnisz wszystkie pola oznaczone gwiazdką (*). Możesz używać podstawowych znaczników html.



Wykonaj zadanie w okienku poniżej, żeby dodać komentarz

My na Facebooku

Subskrybuj nasz newsletter

Chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się w polskiej i nie tylko masonerii? Zapisz się na newsletter.

Najczęściej czytane

Loża żałobna za Księcia Józefa Poni…

27 Lis 2015 historia masonerii

Wielki Wschód Polski 1910-18

13 Lis 2015 historia masonerii