Aug 23, 2017 Last Updated 8:49 AM, Aug 18, 2017

Wyrazy solidarności z polskimi…

Redakcja Rzeczpospolitej Wolnomularskiej pragnie przekazać wyrazy głębokiego wsp...

Masońskie symbole w herbie mia…

W górach Ural, w  rejonie swierdłowskim niedaleko jak na rosyjskie w...

"Królewicz Olch" - r…

Z dedykacją dla jednego, wspaniałego B:., z podziękowaniem za braterskie spotkan...

Wolnomularz wobec nierówności

Spotkałem się dziś z opinią, że wolnomularstwo nie może być dla nikogo autorytetem między innymi, dlatego że jej członkowie wywyższają się ponad innych, tworząc strukturę hierarchiczną, zamkniętą i niedostępną dla wszystkich. Choć broniłem wolnomularstwa przed krytyką, moim zdaniem istnieje „masoński problem” z równością. Czuję go dotkliwie zapewne dlatego że równość społeczna jest jedną z wartości, które wyznaczają ideową strukturę Rytu Francuskiego (ale pamiętam, że o równości i sprawiedliwości społecznej dobitnie mówi choćby Konstytucja Wielkiej Loży Narodowej Polski w artykule 8). W trakcie dyskusji pomyślałem, że może warto udostępnić w Internecie mój tekst, który ukazał się na łamach Wolnomularza Polskiego. Mogę to uczynić dzięki życzliwości Siostry Mirki, wspaniałej Redaktorki Naczelnej WP.

Brat Marcin M. Bogusławski

Wolnomularz wobec nierówności

Zacznę od osobistego wyznania, że jestem szczególnie przywiązany do aksjologicznego kośćca Obrządku Francuskiego. Wiąże się z tym moje głębokie przekonanie, że wolnomularze posiadają ważne zobowiązania społeczne, w końcu dla nas cały świat jest lożą, i że dopiero w perspektywie społeczeństwa można mierzyć efektywność naszej pracy. Oznacza to także, że nasze fundamentalne wartości, skrótowo wyrażane w triadzie Wolność! Równość! Braterstwo!, mają charakter uniwersalny, wykraczają poza progi konkretnych lóż [1].

Jeżeli świat jest lożą, a wolnomularstwo karmi się wartościami uniwersalnymi, masoneria nie powinna reprodukować i utrwalać nierówności. W przeciwnym razie nasze ideały, wyrażane w przywołanej triadzie, nie będą w ten sam sposób odnosić się do wszystkich ludzi. Innymi słowy — będą wartościami korporacyjnymi. Sensowne wydaje się zatem pytanie, czy wolnomularstwo przeciwdziała nierównościom czy nie? Poniżej przedstawię kilka powiązanych ze sobą spraw, które w moim odczuciu stawiają (lub mogą stawiać) pod znakiem zapytania faktycznie uniwersalny charakter wyznawanych przez nas wartości i ideałów.

Po pierwsze, w języku wolnomularskim funkcjonują zwroty sprzyjające utrwalaniu nierówności. Myślę tu zwłaszcza o silnej opozycji „my” — „oni”, która znajduje swoją ekspresję w podziale ludzi na masonów i tzw. profanów czy światowych. Za podziałem tym stoi głębokie przekonanie, że inicjacja dogłębnie zmienia człowieka, a także, że wtajemniczenia zawsze dostępują ludzie szlachetni, dobrych obyczajów. W ten sposób odróżnić można ich od pozostałych ludzi, którzy żyją w sposób mniej wartościowy. Pamiętać musimy także o religijnym rodowodzie słowa „profan”. Etymologicznie oznacza ono kogoś stojącego „przed świątynią”, a więc niewtajemniczonego, dyletanta, osobę, dla której prawda jest zakryta. Odróżnienie „masonów” i „profanów” można widzieć jako wyraz „klerykalizmu”, który zdaniem Stefana Swieżawskiego jest „skutkiem bardzo głęboko sięgającego dualizmu, który łączył się z gnozą”. Prowadzi to do przekonania o nadrzędności (czy większej wartości) jednych ludzi nad pozostałymi. Widać to już w Księdze Konstytucji Andersona. Czytamy w niej: „But you are not char to do beyond your Ability, only to prefer a poor Brother, that is good Man and true, befor any other poor People in the same Circumstances” (w przekładzie Brata Profesora Tadeusza Cegielskiego: „Nie jesteś jednak zmuszony do działania ponad stan, lecz jedynie do przedłożenia ubogiego Brata nad innych w tym samym położeniu, a więc [do wspomożenia] człowieka dobrego I uczciwego”]. A co, gdy zdarzy się, że to ów inny Człowiek jest dobry i uczciwy, a Brat nie odznacza się specjalną szlachetnością? (Historia dostarcza przecież przykładów wolnomularzy, którym moralnie można wiele zarzucić; trudno więc utrzymać pogląd, że przejście przez poszczególne stopnie wtajemniczenia zawsze przekłada się na moralny i duchowy rozwój adepta). I czy takie, a nie inne postawienie sprawy przez Andersona nie prowadzi do często zarzucanego masonom korporacyjnego popierania się, a w końcu do nieuniwersalnego traktowania wyznawanych wartości?

Po drugie, poważnym problemem jest wymóg „finansowej niezależności” stawiany kandydatom do lóż. Jest on dla mnie zrozumiały. Wolnomularska praca nad sobą i pomoc innym wymagają wolności, której składnikiem jest finansowa niezależność. Trudno jednak nie zauważyć, że status finansowy nie musi iść w parze z dojrzałością intelektualną i moralną. Socjolodzy i ekonomiści dokonali rozpoznania takich zjawisk jak prekaryzacja (Guy Standing), oderwanie dochodów „wyższej kadry kierowniczej i zarządzającej” od „miejsca w hierarchii umiejętności i kwalifikacji” (Alain Touraine), czy wdrażanie mechanizmów „tworzenia wartości rynkowej” niezależnie od tworzenia miejsc pracy (Joseph E. Stiglitz). Wszystko to sprzyja narastaniu nierówności. W tej sytuacji słuszne w założeniach kryterium „finansowej niezależności” może odstraszać ludzi wartościowych a niezamożnych, zatrudnionych na umowach śmieciowych, o niepewnej sytuacji zawodowej, utrwalając różnice między tymi, którzy „mają”, a tymi, którzy „nie mają”.

Odpowiedzią na tę trudność może być masońska filantropia, ale— to po trzecie — i z nią są problemy, które nazwę „problemem praktycznym” i „problemem teoretycznym”.

„Problem praktyczny” wiąże się z tym, czy polskie wolnomularstwo faktycznie działają na polu filantropii? A jeśli tak, to czy działa w stopniu wystarczającym? Jest to ważne także w kontekście przekonania, że społecznym zadaniem wolnomularza jest „świecenie przykładem”. Pamiętajmy choćby o tym, że bieda ogranicza zasoby poznawcze ludzi. Zwraca na to uwagę m. in. Joseph E. Stiglitz, który pisze o tym, że bieda i związany z nią przewlekły stres mają wpływ na podejmowanie mniej racjonalnych decyzji. Wysiłek zaś, który wkłada się w strategię przeżycia „od pierwszego do pierwszego”, osoby o stabilnej sytuacji mogą wkładać w analizę rzeczywistości społecznej, planowanie zmian i rozwój. Jeśli tak, to przekonanie, że w świecie narastających nierówności mason oddziałuje społecznie „świecąc przykładem” wykazuje się wyjątkowo naiwne.

„Problem teoretyczny” zdiagnozował, dla przykładu, Brat Oscar Wilde w eseju Dusza człowieka w epoce socyalizmu. W jego optyce filantropia jest rodzajem lekarstwa, które podtrzymuje przy życiu, ale nie leczy choroby, choćby dlatego że podtrzymuje struktury, które odpowiadają za nierówności i nędzę. „Właściwym dążeniem — pisze Wilde — jest dążenie do odbudowania społeczeństwa na takich podstawach, że nędza będzie niemożliwą. A cnoty altruistyczne w rzeczywistości nie dopuściły do urzeczywistnienia tego dążenia”. O tym, że Wilde’owska perspektywa patrzenia na filantropię nie jest bezzasadna świadczyć może krytyka akcji typu „Szlachetna paczka”. Tak pisała Katarzyna Górniak: „Szkodliwość przekonania, że jednorazowa pomoc ma stanowić rewolucję w życiu osoby biednej, prowadzi bowiem do przerzucenia na osoby biedne odpowiedzialności za ich powodzenie lub jego brak. Razem z paczką osoba biedna otrzymuje wtedy, oczywiście w sensie symbolicznym, nakaz właściwego prowadzenia się. Pomoc staje się zatem instrumentem dyscyplinowania — paczka daje prawo do formułowania wymagań i oczekiwań. Problem polega na tym, że osoba biedna nie będzie w stanie się z tych zobowiązań wywiązać, bo zawartość paczki nie znosi tego, co ją naprawdę ogranicza i hamuje, nie dotyka przyczyn, a jedynie dotkliwych skutków sytuacji biedy. Owo niewywiązywanie się prowadzi jednak do przeświadczenia, że nie warto pomagać biednym, gdyż nie wykorzystują oni pomocy tak, jak należy, co w tym wypadku oznacza: tak, jak oczekiwaliby tego od nich pomagający” [2].

Sprawy, o których wspominam, mocno mnie nurtują. Są także źródłem pytań o sens wolnomularstwa i sposób bycia masonem, które stawiam sobie samemu. Na nowo postawiłem je w kontekście jednej z moich ostatnich lektur. Myślę o książce Wiktora Marca Rebelia i reakcja. Rewolucja 1905 roku i plebejskie doświadczenie polityczne. Autor pokazuje w niej, jak w polskim społeczeństwie kształtowały się zręby nowoczesnego doświadczenia demokratycznego. Niebagatelną rolę odegrała wtedy PPS. Jednym ze współzałożycieli tej formacji był Brat Edward Abramowski, którego myśl jest mi bardzo bliska. Marzec pokazuje, jak PPS dążyła jednocześnie do społecznego i politycznego upodmiotowienia kobiet, zniesienia wyzysku i nierówności społecznej, niwelacji antagonizmów na tle narodowościowym i obudzenia uczuć patriotycznych. Wszystko to wynikało z przeświadczenia, że każdy człowiek powinien być podmiotem sprawczym.

Budzenie i przywracanie ludziom sprawstwa, zmaganie się z nietolerancją, zaangażowanie w walkę z biedą i nędzą, studzenie nacjonalizmu, miłość do Ojczyzny — to działania w świecie-loży, które w moim odczuciu pozwalają wierzyć w uniwersalność ideałów wolności, równości i braterstwa. A żadne z nich nie musi być działaniem politycznym w sensie działania w ramach jakiejkolwiek partii i na jej rzecz. W tym sensie może być działaniem wolnomularskim. Wszystkie  muszą wyrastać z pracy nad kamieniem swojego życia, której dokonujemy w oparciu o metodę wolnomularską.

[1] Brat Dawid Steinkeller przypomniał ostatnio, że dewiza Wolność! Równość! Braterstwo!pojawia się po raz pierwszy w czerwcu 1793 roku jako nazwa wyróżniająca jednej z francuskich Lóż. Została ona również wymieniona w Księdze Architektury Wielce Szanownej Wielkiej Loży Francji, lecz zaledwie jednokrotnie”. WWF wprowadził ją do Konstytucji w 1849 r. zmieniając brzmienie pierwszego artykułu. Dodano tam następujące zdanie: „Dewizą [Wolnomularstwa] było od  z a w s z e: Wolność, Równość, Braterstwo”. Steinkeller pisze dalej, że dewiza ta przywędrowała do Szkotyzmu „dopiero w 1873 r.”. Uznaje ją DH, WŻLF oraz GLCS. Pewne napięcia, które dostrzegam w wolnomularstwie, biorą się być może właśnie z tego, że triada Wolność! Równość! Braterstwo! nie towarzyszyła masonom „od zawsze”, ale była stopniowo inkorporowana do wolnomularstwa, sama pochodzi zaś z tradycji republikańskiej.

[2] Nie chodzi mi, rzecz jasna, o zaniechanie pomocy. Sądzę jednak, że warto pamiętać, że filantropia — mimo że potrzebna — jest (może być) dwuznaczna moralnie. Konieczność namysłu nad globalnymi problemami współczesności poświadcza to,  że w ramach Obrządku Francuskiego Wielka Kapituła Generalna WWF powołała Komisję Futurologii — swoiste „laboratorium idei”, mające służyć wykuwaniu wizji lepszego świata społecznego. Wśród problemów do podjęcia przez Komisję, Karol Wojciechowski wskazywał  lepszą „redystrybucję państw opiekuńczych” czy bardziej sprawiedliwy podział dóbr (odsyłam tu do książki Karola Wojeciechowskiego Ryt Francuski: od alchemii do racjonalizmu, ss. 76-7). 

Skomentuj

Upewnij się, że uzupełnisz wszystkie pola oznaczone gwiazdką (*). Możesz używać podstawowych znaczników html.



Wykonaj zadanie w okienku poniżej, żeby dodać komentarz

My na Facebooku

Subskrybuj nasz newsletter

Chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się w polskiej i nie tylko masonerii? Zapisz się na newsletter.

Najczęściej czytane

Loża żałobna za Księcia Józefa Poni…

27 Lis 2015 historia masonerii

Wielki Wschód Polski 1910-18

13 Lis 2015 historia masonerii