May 29, 2017 Last Updated 4:37 PM, May 26, 2017

Masoni patronami rządowych sam…

Już niedługo flota rządowych maszyn wzbogaci się o 2 samoloty typu Gulfstream G5...

Trójkąt wolnomularski w Kielca…

Rada Zakonu Wielkiego Wschodu Polski przegłosowała powstanie trójkąta wol...

Doroczny Konwent Wielkiego Wsc…

W dniu 20 maja 2017 roku w Warszawie miał miejsce doroczny Konwent Wielkiego Wsc...

Judeochrześcijaństwo a Gnoza

  • Lis 27, 2015
Dział: Deski
Czytany 611 razy

Jestem pełen podziwu dla talentu i intuicji tych, którzy ze szczerą miłością wyobrazili i przedstawili Boga, Tego Prawdziwego Stwórcę Wszechrzeczy, Najwyższego Ducha. Muszę z ręką na sercu stwierdzić, że Jego obraz, przedstawiony przez twórców Gnozy jest mi najbliższy z dotychczas poznanych. Jednocześnie w pełni podzielam opinię i jest mi bliska prawda, głosząca wiedzę o tym Bogu, który stworzył świat materialny i którego Gnoza utożsamia z Jehową.

Chrześcijaństwo przejęło od Żydów wiarę w Boga, który stworzył ten świat, ziemię i życie na niej, włącznie z człowiekiem, ulepionym z prochu ziemi. On Sam uznał, że wszystko to, co stworzył jest dobre, a człowiek, którego wykreował na własne podobieństwo - jest bardzo dobry.

Adam, jak donosi Biblia, zdradził swego Stwórcę, burząc boski porządek, bo jego żona Ewa dała się zwieść wężowi, który został wykorzystany do roli zwodziciela przez zbuntowanego syna bożego - Lucyfera. Odtąd trwa do dzisiaj permanentna wegetacja człowieka, zatroskanego o przetrwanie materialne, jak również o przeciwstawienie się pokusom Szatana, zmierzającego do uwiedzenia go i sprowadzenia na złą drogę nieprawości. Ale w niedługim czasie Boski Syn Jezus Chrystus, który oddał swoje życie dla zbawienia świata unicestwi Szatana i stworzy Królestwo Niebieskie, w którym będzie panował na wieki.

Tak pokrótce przedstawia się chrześcijański dogmat o stworzeniu człowieka, jego zdradzie i upadku oraz zbawieniu.

Założeniem Gnozy było przede wszystkim osiągnięcie zbawienia. Jest to możliwe dzięki zdobyciu wiedzy o Królestwie Światłości i o Bogu, Tym Najwyższym, Niepoznawalnym, którego nikt nie widział (nawet istoty duchowe) i nie sposób Go poznać przy pomocy kryteriów materialnych. Ale wyznawcy Gnozy wiedzę tę zdobywali od nauczycieli, którzy osiągnęli ją z natchnienia, nadprzyrodzonego objawienia, rozumowej spekulacji podbudowanej intuicją i potrzebą poszukiwania prawdy. Wiedza o Bogu pozwalała osiągnąć Pleromę, to znaczy Królestwo Światła, jeżeli za życia wierny postępował zgodnie z zasadami, obowiązującymi wyznawców. Ten, który tę wiedzę nabywał, już za życia stawał się zbawiony, a jego dusza bez przeszkód osiągała zbawienie.

Doktryny i systemy gnostyckie były dziełem ludzi wykształconych, znawców dawnych przekazów, jak również hellenistycznego dorobku kulturowego. Gnostycyzm kształtował się w kontekście różnych zewnętrznych tradycji religijnych, a przede wszystkim na tradycji judaistycznej i chrześcijańskiej. Zwolennicy Gnozy widzieli w niej głębsze zaangażowanie w wiarę, uważając siebie za doskonalszych chrześcijan od tych, którzy uznawali wiarę daną przez Kościół.

Niewiele zachowało się świętych ksiąg gnozy, zostały niemal w całości zniszczone przez ortodoksyjnych chrześcijan. Dopiero od niedawna świat nauki otrzymał zbiór zwojów pergaminowych, spisanych w pierwszym i drugim wieku naszej ery, zawierających ukryte prawdy. Znaleziono je w Południowym Egipcie, w miejscowości Nag Hammadi oraz w Palestynie, w Qumran. Chociaż odkrycia dokonano przed kilkudziesięciu laty, uczeni nie do końca przetłumaczyli je na języki europejskie, a świat czeka na udostępnienie pełnego materiału.

Najwyższego Boga, wyobrażonego przez gnozę, przedstawia apokryf Jana, odkryty w w/w miejscowości Nag Hammadi. Oto jego fragment:

„Bóg Najwyższy jest Monarchią, nad którą nikt nie panuje, prawdziwym Bogiem, Ojcem wszystkiego, Duchem Świętym – Niewidzialnym, który jest ponad wszystkim. Istniejącym w swej nieprzemijalności i bytującym w czystej światłości, w które nie jest zdolne wnikać żadne światło oczu; Duchem, którego nie można pojmować jako coś albo jako coś, co byłoby jakiegokolwiek rodzaju, gdyż jest On czymś więcej, niż coś; Początkiem, nad którym nikt nie panuje, gdyż nikt nie istnieje przed Nim; nie jest też potrzebującym, nie potrzebuje życia, gdyż jest Wieczny; niczego nie potrzebuje, gdyż nie jest kimś, kogo można by dopełnić, ponieważ nie ma żadnego braku, żeby mógł być dopełniony; lecz przez wszystkie czasy jest całkowitą Pełnią; jest Światłością; Nieokreślonym, gdyż nie ma nikogo przed Nim, kto by Go mógł odróżnić; jest Niezmierzonym, gdyż nikt inny Go nie zmierzył, istniejąc niejako przed Nim; jest Niewidzialnym, gdyż nikt Go nie widział; jest Wiecznym, który zawsze istnieje; jest Nieopisywalnym, gdyż nikt Go nie pojął, aby Go mógł opisać; jest Nieznanym, gdyż nikt nie istniał przed Nim, aby Go nazwać. To jest niezmierzona Światłość, święta i czysta Czystość, Nieopisywalna, która dopełnia i nie przemija; ani jakaś Doskonałość, ani jakaś Szczęśliwość, ani jakaś Boskość, lecz Rzecz doskonalsza niż to; nie cielesny, nie bezcielesny, nie wielki, nie mały, nie wiele, nie stworzenie, nie może też go ktoś pomyśleć; on w ogóle nie jest czymś, co istnieje, lecz Rzeczą, która doskonalsza jest niż to, nie jakoby doskonała, lecz niejako jego własna Jaźń. Nie ma udziału w eonie, nie ma dla niego czasu, gdyż ten, kto ma udział w czasie, dla tego też inni przygotowują czas; nie jest ograniczony, ponieważ nie otrzymuje, który nadaje mu granice i nie potrzebuje niczego; nikt nie istnieje przed nim; jest przyczyną samego siebie; w pełni światłości myśli czystą światłość; niezmierzona Wielkość, Wieczny, Dający wieczność, Poznanie, Dający poznanie, zawsze Dobry, Dający dobro, Stwarzający dobro; „dobry” nie dlatego, że posiada, ale „dobry”, że daje; Miłosierdzie, które się lituje, Łaska, czysta Światłość”.

W tym samym czasie, kiedy Jezus nauczał w Galilei i Judei, Szymon Mag wykładał zasady swojej wiary w Samarii oraz w Rzymie. Wykazywał on niesamowitą pomysłowość w tworzeniu nowej religii, opierając się na istniejącej, na judaizmie. Przykładem takim jest gnoza.

Po śmierci Jezusa Apostołowie krzewili Jego nauki. Równolegle z rozwojem chrystianizmu, nauczyciele gnozy na tych samych terenach wschodniej części basenu Morza Śródziemnego zdobywali coraz więcej zwolenników dla swoich idei. Nauki ich opierały się na tym samym źródle wiedzy - na Biblii i często się zdarzało, że ci sami nauczyciele byli chrześcijanami. Z czasem jednak drogi zaczęły się rozchodzić, gnoza odchodziła od judaizmu, tworząc nowe pojęcia i nowy obraz Boga. Dogmaty jednych i drugich krystalizowały się, a ich przywódcy z coraz większą niechęcią odnosili się do nauk przeciwnika, bo w końcu stali się sobie obcy. i obrzucali siebie nawzajem nieprzystojnymi epitetami.

Ze strony chrześcijan najaktywniejszymi herezjologami (gnoza dla chrześcijan była herezją) byli Ireneusz, Tertulian, Hipolit, Klemens, Orygenes i inni. Powstawały księgi, w których przedstawiano krytycznie nauki Szymona Maga, Marcjona, Walentyniana, Bazylidesa i innych nauczycieli gnozy

Niewątpliwie pierwszym gnostykiem był Szymon Mag, żyjący w czasach działalności Jezusa i Jego następców. W tym czasie magowie byli wśród Żydów osobami wykształconymi, cenionymi przez społeczeństwo. Znali sekrety białej i czarnej magii, byli biegli w Piśmie, czynili cuda, leczyli chorych i wypędzali diabłów z opętanych.

W Dziejach Apostolskich Szymon Mag przedstawiony został przez Ewangelistę Św. Łukasza jako czarnoksiężnik, który bawił wszystkich magicznymi sztuczkami, ale nie jako cudotwórca. To określenie pozostawiono Jezusowi, którego część społeczności żydowskiej uznała Go jako Syna Bożego, czyniącego cuda z natchnienia Boga Jehowy.

Po śmierci Jezusa Szymon był uważany w Samarii za najlepszego w swoim zawodzie. Był zręcznym kuglarzem, znał się na czarnoksięstwie i każdego, kto się z nim zetknął, wprawiał w zachwyt i jak mawiano, był obdarzony wielką mocą bożą.

Usłyszał on, że są inni, równie biegli w czynieniu cudów, stosując trik, polegający na nakładaniu rąk i wymawianiu formuły o zesłaniu Ducha Świętego, przekazany im przez Mistrza Jezusa. Zapragnął więc nabyć tę wiedzę, celem poszerzenia swoich magicznych umiejętności. Jak się zakończyły próby poznania owego sekretu donoszą Dzieje Apostolskie:

- ”A był w mieście od jakiegoś czasu pewien mąż, imieniem Szymon, który zajmował się czarnoksięstwem i wprawiał lud Samarii w zachwyt, podając się za kogoś wielkiego. A wszyscy mali i wielcy liczyli się z nim, mówiąc: Ten człowiek to ma moc Bożą, która się nazywa Wielką. Liczyli się zaś z nim dlatego, że od dłuższego czasu wprawiał ich w zachwyt, magicznymi sztukami. Kiedy jednak uwierzyli Filipowi, który zwiastował dobrą nowinę o Królestwie Bożym i o imieniu Jezusa Chrystusa, dawali się ochrzcić, zarówno mężczyźni, jak i niewiasty. Nawet i sam Szymon uwierzył, gdy zaś został ochrzczony, trzymał się Filipa, a widząc znaki i cuda wielkie, jakie się działy, był pełen zachwytu.

A gdy apostołowie w Jerozolimie usłyszeli, że Samaria przyjęła Słowo Boże, wysłali do nich Piotra i Jana. Którzy przybywszy tam, modlili się za nimi, aby otrzymali Ducha Świętego. Na nikogo bowiem z nich nie był jeszcze zstąpił, bo byli tylko ochrzczeni w imię Pana Jezusa. Wtedy wkładali na nich ręce, a oni otrzymywali Ducha Świętego. A gdy Szymon spostrzegł, że Duch bywa udzielany przez wkładanie rąk apostołów, przyniósł im pieniądze. I powiedział: 'Dajcie i mnie tę moc, aby ten, na kogo ręce włożę, otrzymał Ducha Świętego'. A Piotr rzekł do niego: 'Niech zginą wraz z tobą pieniądze twoje, żeś mniemał, iż za pieniądze można nabyć dar Boży. Co się tyczy tej sprawy, to nie masz w niej cząstki ani udziału, gdyż serce twoje nie jest szczere wobec Boga. Przeto odwróć się od tej nieprawości swojej i proś Pana, czy nie mógłby ci być odpuszczony zamysł serca twego: widzę bowiem, żeś pogrążony w gorzkiej żółci i w więzach nieprawości'. Szymon zaś odpowiedział i rzekł: 'Módlcie się wy za mną do Pana, aby nic z tego na mnie nie przyszło, co powiedzieliście' ".

Po takim potraktowaniu przez kolegów po fachu, ten ambitny osobnik postanowił na własną rękę działać, konkurując z tymi, którzy odmówili mu współpracy. Zapragnął być od nich lepszy, a przynajmniej nie gorszy od ich Mistrza, pomimo pewnych niedociągnięć zawodowych.

Zwalczanie zła grzechem nieczystości jest uczynkiem godnym świętych. Jeżeli Jezus mógł zadawać się z nierządnicą dla potwierdzenia zasady zwalczania zła dobrocią, on mógłby być równie uświęcony, a może jeszcze bardziej. Kupił więc sobie prostytutkę imieniem Helena i pielgrzymował z nią, czyniąc cuda i ogłaszając siebie największym bogiem, który zszedł na ziemię, aby zbawić ludzkość.

Chociaż wypowiedzi Ojców Kościoła nie są pochlebne o twórcach gnozy, dostarczają pewnych informacji i dają obraz nauk, podkreślając ich sprzeczności z naukami chrześcijaństwa. Ojciec Kościoła, Ireneusz przytacza słowa Łukasza o Szymonie Magu:

- „Łukasz i towarzysz apostołów tak opowiada o niejakim Szymonie z Samarii, czarnoksiężniku: „Był człowiek pewien imieniem Szymon, który przedtem czynił w owym mieście sztuki czarnoksięskie, a uwodząc lud samarytański ogłosił się być czymś wielkim. I słuchali go wszyscy, od najmniejszego do największego mówiąc: Zaprawdę ten jest Siłą, która zwie się Wielka. I szli za nim, albowiem przez czas długi mamił ich czarami swymi”... Podobno nawet sam cesarz Klaudiusz, w którego czasach żył, otaczał go wielką czcią i wystawił mu posąg. Wielu uważało go wręcz za boga. Bo też istotnie głosił o sobie, że wprawdzie pośród Żydów zjawia się jako Bóg Ojciec, w Samarii zstąpił z nieba jako Syn Boży, do innych zaś ludów przybył jako Duch Święty, ale w rzeczywistości jest tylko jedną i tą samą Najwyższą Potęgą, Ojcem wszechrzeczy, ponad którym nie ma już nic wyższego i którego można nazywać każdym dowolnym imieniem.

Otóż od tego to Szymona Samarytanina wzięły początek wszystkie herezje; jego zaś nauka sekciarska była następująca: Szymon kupił sobie niegdyś w Tyrze, w Fenicji, prostytutkę imieniem Helena. Wędrując z nią wszędzie głosił, że jest to wcielona pierwsza idea jego umysłu (ennoia), a zarazem matka wszechrzeczy. Dzięki niej rzekomo postanowił on niegdyś, na początku, stworzyć anioły i archanioły, za jej też pośrednictwem postanowienie owo wykonał. Ona bowiem wyłoniwszy się z niego na zewnątrz zstąpiła w niższe regiony i tam zrodziła owe anioły i moce niebiańskie; te zaś z kolei utworzyły nasz świat widzialny. Ponieważ jednak nie znały Najwyższego Ojca, a nie chciały uchodzić za potomstwo byle kogo, siłą zatrzymały swą rodzicielkę pośród siebie i uwięziły ją w świecie materialnym, nie pozwalając jej wrócić tam, skąd pochodziła. Co więcej tak ją znienawidziły, że znieważały ją wszelkimi sposobami, zmuszając do przechodzenia z jednego niewieściego ciała, w drugie, niby z naczynia w naczynie. Między innymi przebywała przez pewien czas w ciele owej Heleny, o którą wybuchła wojna trojańska”... Tak wędrowała przez całe wieki wśród coraz gorętszych zniewag, aż wreszcie jako ewangeliczna „zgubiona owieczka” wylądowała w ciele prostytutki z domu publicznego.

Wtedy on sam (Najwyższy Ojciec) zstąpił na świat. Zstąpił przede wszystkim po to, by ją wyzwolić z więzów ciała i wziąć do siebie, oprócz tego, by wszystkim ludziom dać się poznać i w ten sposób umożliwić im zbawienie. Aniołowie źle rządzili światem, ponieważ każdy z nich usiłował zagarnąć władzę naczelną; musiał więc osobiście wkroczyć i wprowadzić wszystko na właściwe tory. Na świecie przybierał rozmaite postacie: mocy, siły, anioła, w końcu zjawił się między ludźmi w postaci człowieka. Oczywiście tylko z wyglądu, gdyż nie był rzeczywistym człowiekiem; stąd też i męka jego, na jaką go skazano w Judei, była tylko pozorna, faktycznie nic nie cierpiał.

Prorocy Starego Zakonu przemawiali z natchnienia aniołów, twórców świata. Nie trzeba więc zwracać uwagi na ich słowa; wystarczy wierzyć w niego, Szymona i w Helenę, a poza tym można postępować jak się komu podoba. Zbawienie nie zależy bynajmniej od sprawiedliwych uczynków, lecz jest darem jego łaski. Żaden uczynek nie jest dobry sam przez się, lecz o jego dobroci stanowią wyłącznie okoliczności. Oczywiście inaczej nauczali aniołowie, twórcy świata; nauczali tak jednak dlatego, że w ten sposób mogli ludzi przy pomocy rozmaitych przykazań trzymać w swej niewoli. Gdy nadejdzie koniec świata, wszyscy ludzie, którzy tylko wierzą w niego, Szymona, zostaną już całkowicie wyzwoleni spod władzy aniołów.

Zgodnie z takimi zasadami, wtajemniczeni w misteria Szymonowe prowadzą życie rozpustne, w miarę zaś swych możliwości uprawiają magię: zaklinają i zamawiają napoje miłosne lub środki odurzające, wywołują duchy, tłumaczą sny i w ogóle wszelkim kuglarstwom oddają się z całą pasją. Modlą się też do posągu Szymona, przedstawionego w postaci Zeusa i do posągu Heleny, przedstawionej w postaci Minerwy. Od imienia swego założyciela zwą się szmonianami. O tym, że oni to właśnie zapoczątkowali rzekomą gnozę może się przekonać na podstawie ich własnych twierdzeń”...

”Saturnin głosił podobnie jak Menander, że jakiś nikomu nie znany Ojciec wszechrzeczy stworzył aniołów, archaniołów i inne moce niebiańskie. Siedmiu spośród aniołów utworzyło świat, ze wszystkim, co się na nim znajduje. Ich dziełem był również człowiek. Gdy mianowicie ujrzeli raz świetlany obraz Najwyższej Potęgi (Ojca Wszechrzeczy), ukazany im z wysokości, z tym jednak, że natychmiast zniknął z powrotem, oni, nie mogąc go zatrzymać, uradzili wspólnie: uczyńmy na podobieństwo tego obrazu człowieka. Niestety, byli istotami zbyt słabymi, więc twór, powołany przez nich do bytu nie potrafił się wyprostować, lecz pełzał tylko po ziemi, niby robak. Litując się nad nim, Najwyższa potęga tchnęła w niego ze swych wyżyn iskrę życia, która człowieka wyprostowała, ukształtowała jego członki i ożywiła go. Gdy człowiek umiera, owa boska iskra wraca z powrotem w regiony, z jakich pochodzi, pozostałe zaś części człowieka ulegają rozkładowi.

O Zbawicielu twierdził Saturnin, że nie urodził się On sposobem ludzkim, lecz był istotą bezcielesną i bezkształtną, a tylko z pozoru wydawał się człowiekiem. Boga, czczonego przez Żydów uważał tylko za jednego z aniołów. Chrystus przybył, ponieważ wszystkie moce niebiańskie zbuntowały się przeciwko jego Ojcu i chciały Go pozbawić władzy; przybył zaś po to, by zniszczyć Boga żydowskiego, a zbawić tych, którzy w Niego uwierzą, czyli tych, którzy posiadają w sobie iskrę jego życia. Dwa bowiem rodzaje ludzi stworzyli aniołowie: dobrych i złych; złych wspomagają demony. Zbawiciel przybył zniszczyć zarówno złych ludzi jak demony, a uratować ludzi dobrych.

Małżeństwo i rodzenie dzieci uważają zwolennicy Saturnina za dzieło Szatana. Wielu z nich wstrzymuje się także od jedzenia mięsa, uwodząc ludzi tą udaną wstrzemięźliwością. Proroctwa pochodzą według nich albo od aniołów, twórców świata, albo od Szatana, to jest anioła będącego wrogiem tamtych, przede wszystkim zaś wrogiem Boga Żydów.

Bazylides chciał sprawić wrażenie, że odkrył coś jeszcze większego i bardziej prawdopodobnego; dlatego rozwlekał swe poglądy niemal w nieskończoność. Oto czego nauczał: Nienarodzony Ojciec wszechrzeczy wyłonił najpierw z siebie własny Rozum (Nous); z niego zrodziła się Myśl twórcza (Logos), z niej Idea (Fronesia), z Idei Mądrość (Sofia) i Siła (Dynamis), a z nich zaś Moce i Władza i Aniołowie, zwani pierwszymi. Ci stworzyli pierwsze niebo, a następnie zrodzili innych aniołów, którzy utworzyli drugie niebo, podobne pierwszemu, poczem znów dali początek innym aniołom, twórcom trzeciego nieba i zarazem rodzicielom, twórcom czwartego nieba. Tak szło coraz dalej i dalej; jedne z drugich rodziły się jako coraz to nowe zastępy aniołów i powstawały coraz to nowe niebiosa, aż osiągnęły łącznie liczbę trzysta sześćdziesiąt pięć, to jest liczbę dni w roku.

Aniołowie zapełniający ostatnie niebo, to, które widzimy, ze wszystkim, co się na nim znajduje oraz podzielili między siebie ziemię i ludy ją zamieszkujące. Przywódca jednak owych aniołów, ten z nich, którego Żydzi uważają za swojego Boga, usiłował własnemu ludowi, czyli Żydom poddać pod władzę wszystkie inne ludy. Wówczas podnieśli się przeciwko niemu pozostali niebianie i oparli mu się - za czym poszło, że również ich ludy zajęły wrogie stanowisko wobec jego ludu.

Widząc powstałe stąd groźne zamieszanie, Niezrodzony i Niewypowiedziany Ojciec Wszechrzeczy zesłał na świat swojego Pierworodnego, to jest zrodzony z siebie Rozum (Nous), aby ludzi, którzy w Niego uwierzą, wyzwolił spod władzy aniołów, twórców świata. On to właśnie zjawił się tutaj na ziemi w przybranej postaci ludzkiej, jako Chrystus i czynił wiele cudów. Między innymi sprawił, że gdy go usiłowano zamęczyć, nie sam cierpiał, lecz zamiast niego niejaki Szymon Cyrenejczyk, którego zmuszono, by mu pomagał nieść krzyż. Zmienił mianowicie wygląd Szymona tak, że wydał się być Jezusem, sam zaś przybrał Jego postać. W rezultacie oprawcy przez pomyłkę ukrzyżowali Szymona, gdy tymczasem Jezus stał na uboczu i śmiał się z nich wszystkich. Będąc bowiem - jako Rozum niezrodzonego Ojca - bezcielesną tylko siłą, mógł się dowolnie zmieniać, w co chciał, a następnie wrócić do swojego Rodziciela, który go zesłał i kpić sobie ze wszystkich prób zatrzymania go, jako w istocie swej pozostawał dla wszystkich niewidzialny.

Ludzie, którzy o tym wiedzą, wyzwoleni są spod władzy aniołów, twórców świata, rozumieją bowiem, że nie tego należy wyznawać, który faktycznie został ukrzyżowany, lecz tego, który miał tylko wygląd człowieka i o którym błędnie mniemano, że umarł na krzyżu. On to właśnie był rzeczywistym Jezusem, zesłanym przez Ojca, by zgodnie z jego zleceniem zniszczyć dzieło twórców świata. Kto wierzy w faktycznego, ten jest nadal niewolnikiem aniołów, którzy utworzyli świat materialny i pozostaje w ich mocy; natomiast wolny jest od nich, kto się ukrzyżowanego wyrzeka, zdając sobie sprawę, jak naprawdę wszystko urządził Ojciec. Oczywiście tylko dusza dostępuje zbawienia, ciało zgodnie ze swą naturą ulega rozkładowi”.

Na zakończenie wypowiedzi herezjologów o nauczycielach gnozy i ich naukach, wspomnę o Walentynie, będącym jednym ze znaczniejszych twórców owej religii. O jego naukach pisze obszernie Ireneusz, Tertulian zaś dorzuca jego wypowiedź o Jezusie Chrystusie:

- „...Chrystus został wysłany przez owego , którym jest <otchłań>. Nie zaistniał on jednak w substancji naszego ciała, ale przyniósł - nie wiem - duchowe ciało z nieba. Jak woda przez rurkę, tak przeszedł przez Dziewicę Maryję, niczego przez to nie przyjął, ani się sam nie zmienił”.

Podsumowując dostępną dotychczas wiedzę o gnozie, udostępnioną między innymi przez Ojców Kościoła oraz w oparciu o odkryte biblioteki jej wyznawców, możemy odtworzyć podstawowe założenia tej religii:

Gnoza przeciwstawiała żydowskiego Boga Jehowę Pierwotnemu Królestwu Ciszy, Nieokreślonej, Tajemnej Boskiej Jaźni, niemającej imienia. Powołała Ona do istnienia, wyemanowała z siebie pojęcia, jak dobroć, miłość, łaskę, współczucie, myśl, litość, prawdę i wiele innych boskich cech. Nie były one na początku świadome siebie, ale z czasem, za wolą boskiej dobroci przebudziła się w nich świadomość egzystencji, stały się bytami niebiańskimi - aniołami. Wtedy Bóg obdarzył ich wolną wolą, czyniąc istotami odpowiedzialnymi za własne postępowanie. Sam zaś usunął się z miejsca, które stało się pustką. Owa tajemnicza próżnia, która zaistniała po usunięciu się Boga Ojca z ich egzystencji wypełniła się materialnym bytem. Powstał Wszechświat, niebo i ziemia, a na niej życie, które nas dzisiaj otacza.

O innym istniejącym Bogu, oprócz Jehowy wypowiadało się nieśmiało w ciągu wieków wielu filozofów i Ojców Kościoła, byli oni za to potępiani i wyklęci. Najwyraźniej została przedstawiona ta prawda przez Ojców Gnozy, uznanych przez Kościół za heretyków. Krzewili oni swoją wiarę po śmierci Jezusa w Palestynie, równolegle z Apostołami, budującymi zręby chrześcijaństwa. Zgodnie z naukami gnozy, Stwórca świata duchowego, po buncie synów bożych, zwanych archontami usunął się w zaświaty, pozostawiając im rządy nad światem materialnym. Jeden z archontów, Jaldabaoth, uznający siebie za najlepszego, chełpił się przed innymi swoją wszechmocą, postanowił stworzyć istotę materialną na podobieństwo Boga Stwórcy. Powstał stwór, który w niczym nie przypominał Boga, nie chodził, jedynie czołgał się po ziemi. Wszechmocny, widząc to nieudane stworzenie zlitował się, tchnął weń swój dech i od tej chwili istota ta wyprostowała się i zaczęła się poruszać na swoich nogach, przyjmując imię Adam - co po hebrajsku znaczy człowiek.

Kiedy się ziemia wypełniła ludźmi, w/w Jaldabaoth przekonał Abrama, że jest jedynym Bogiem, stwórcą nieba i ziemi oraz życia na niej, włącznie z człowiekiem. Dla gnostyków pozostał on jedynie aniołem, a dla niektórych Ojców Gnozy utożsamił się z Lucyferem.

Aniołowie, pozbawieni obecności Boga podzielili się na tych, którzy pozostali z Nim, na tych, którzy odeszli, a trzecia część pozostała neutralna.

Podstawową tezą gnostyckiej nauki jest to, że żyjemy w świecie, gdzie nie ma boskiego ducha, a tam, gdzie zabrakło Boga, zniknęło dobro, miłość, litość i współczucie oraz światłość, a na to miejsce pojawiło się zło, ciemność, czas i śmierć. Syn Przedwiecznego, Eon Lucyfer, niegdyś książę światłości, starszy brat Jezusa sprzeniewierzył się Bogu Ojcu. Stanął na czele tych, którzy odeszli i został księciem ciemności - Szatanem, panem świata materialnego.

Gnoza tym samym udowadnia, że świat nasz pozbawiony jest Najwyższego Boga, Boga Stwórcy, a Boga Żydów, Jehowę utożsamia z Lucyferem - Szatanem, tym, który na początku stworzył niebo i ziemię, a na niej życie. Jezus Chrystus, jego brat, będąc uosobieniem dobra przeciwstawia się Lucyferowi. Jest więc w religii judeochrześcijańskiej to samo religijne założenie, jakie obowiązywało w filozofii gnozy, powstałej przed kilkoma tysiącami lat w Persji, w religii której było permanentne zmaganie się Pana Światłości, Ormuzda, z Księciem Ciemności, Arymanem, jego rodzonym bratem

Dla wyznawców Allacha Jezus był i jest prorokiem. Niewątpliwie Mahomet znał podstawy gnozy, a potwierdzeniem tego niech będzie cytat z Koranu:

- „...i na to, że powiedzieli: 'zabiliśmy Mesjasza, Jezusa, syna Maryi, posłańca Boga' - podczas gdy oni ani Go nie zabili, ani Go nie ukrzyżowali, tylko im tak się zdawało; i naprawdę ci, którzy się różnią w tej sprawie, są z pewnością w zwątpieniu; oni nie mają o tym żadnej wiedzy, idą tylko za przypuszczeniami; oni Go nie zabili z pewnością”.

Poza problemami kosmogonii i teologii gnoza dyktowała swoim wyznawcom zasady życia prywatnego. Z relacji Ojców Kościoła wynika, że apostołowie gnozy nie we wszystkich punktach byli zgodni przy głoszeniu zasad wiary. Przeciwnie, stwierdzamy, że różnili się w swoich poglądach nie tylko w tej dziedzinie, ale również w sprawach współżycia międzyludzkiego. Wiele uwagi poświęcali oni sprawom rodziny, małżeństwa oraz seksowi. Herezjolog Klemens Aleksandryjski relacjonuje wypowiedzi gnostyków na w/w tematy:

- „Spośród zwolenników herezji wymieniliśmy oto Marcjona z Pontu, który z powodu sprzeciwu względem Stwórcy odrzucił korzystanie z dóbr tego świata. A więc dla niego sam Stwórca jest bodźcem do wstrzemięźliwości, o ile ta jego postawa zasługuje na miano wstrzemięźliwości. Ten z Bogiem samym walczący gigant, będąc przekonany, że się Mu przeciwstawia, wbrew swej woli staje się wstrzemięźliwy, atakując sam akt stworzenia świata i ukształtowania człowieka (...) Wspomnieliśmy też i o bezecnej wspólnocie kobiet, praktykowanej przez sektę Karpokratesa, aleśmy pominęli pewien szczegół przy referowaniu wypowiedzi Nikolasa. Otóż Nikolas miał, jak powiadają, piękną żonę. Po Wniebowzięciu Zbawiciela apostołowie oskarżyli go o zazdrość. Przyprowadził więc swą żonę na widok publiczny i upoważnił każdego, kto zechce zawrzeć z nią związek małżeński. Tego rodzaju postępowanie, jak mówią, odpowiada owej wypowiedzi, że: 'należy nadużywać ciała'. Zwolennicy jego sekty, idąc w ślad za nim, czynem i wyrażeniem w sposób zupełnie dosłowny i nieprzemyślany, dopuszczają się rozpusty bez żadnych skrupułów... Jeśli więc i ci, podobnie jak zwolennicy Walentyna, zakładali możliwości duchowych wspólnot twórczych, to ewentualnie można jeszcze taką hipotezę tolerować. Ale wyprowadzać wspólnotę cielesnej lubieżności ze świętego proroctwa - na to może sobie pozwolić tylko ktoś, kto już zrezygnował ze zbawienia... Zwolennicy Walentyna, którzy wprowadzają pary eonów z boskich emanacji, wręcz faworyzują małżeństwa, zwolennicy zaś Bazylidesa powiadają: 'Gdy apostołowie zapytali Pana czy nie byłoby lepiej nie zawierać małżeństw' - Pan miał im odpowiedzieć: 'Niech wszyscy wezmą do serca te słowa: niezdolnymi do małżeństwa bywają ludzie z dwu przyczyn: jedni od urodzenia, drudzy z konieczności'. Zwolennicy Bazylidesa wyjaśniają te słowa mniej więcej tak: niektórzy mają fizyczną niechęć do kobiet od urodzenia. Kto stosuje naturalną wstrzemięźliwość, czyni dobrze, nie żeniąc się. To są - ich zdaniem - ci eunuchowie od urodzenia. A znowu owymi eunuchami z konieczności nie są tamci pompatyczni asceci, którzy ze względu na urzekającą perspektywę dobrej sławy utrzymują swe żądze na wodzy, lecz kastraci na skutek nieszczęśliwego wypadku. A więc oni niezdolni do małżeństwa na skutek konieczności nie są tymi niezdatnymi do małżeństwa na skutek własnego przekonania, którzy zaś ze względu na królestwo niebieskie sami wyrzekli się małżeństwa, czynią to 'postanowienie', jak oni mówią: 'ze względu na trudne okoliczności życia małżeńskiego, to jest obawy przed trudem zdobywania środków utrzymania'.

A przez słowa: 'Lepiej jest ożenić się niż grzeszyć' - ich zdaniem - rozumie Apostoł to: 'Nie pogrążaj swej duszy w ogniu z tego powodu, że dniem i nocą przeciwstawiasz się obawie utraty wstrzemięźliwości. Oto dusza, która popadła w stan potrzeby stawiania ciągłego oporu, wyzbywa się nadziei'. Izydor zaś mówi dosłownie tak w swej ETYCE: 'uczep się tedy jakiejś krzepkiej niewiasty, abyś nie postradał łaski u Boga i ugaś najpierw płomień żądzy wyrzuceniem z siebie nasienia, a potem módl się, mając czyste sumienie'. Dalej Izydor mówi: 'A jeśli twoja modlitwa dziękczynna zmieni się w modlitwę błagalną i będziesz upraszał na przyszłość nie o możność doskonalenia się etycznego, lecz o to, abyś nie upadł, to się żeń'...

Zwolennicy Karpokratesa i Epifanesa wysuwają żądanie wspólnoty kobiet. Oni to ponoszą winę za najcięższe oszczerstwo, jakie spadło na Chrześcijan ... "Ale także dla płodzenia nie ma żadnych praw pisanych (wnet by musiały być zmienione), wszystkie stworzenia płodzą i rodzą w równym stopniu, gdyż ze strony sprawiedliwości dana im została wspólnota jako coś wrodzonego. Stwórca i Ojciec wszystkiego ustanowił i przydzielił wspólnie wszystkim i w równym stopniu organ wzroku do patrzenia mocą właściwej Mu sprawiedliwości nie czyniąc różnicy między kobietą, a mężczyzną, między stworzeniem rozumnym, a nierozumnym, w ogóle między jedną istotą, a drugą; co więcej, podarował zupełnie jednakowo, bez żadnej indywidualnej różnicy, zdolność widzenia wszystkich w jednakowy sposób, jednym tylko rozkazem”...”Oto więc Bóg wszystko bez wyjątku stworzył dla człowieka do wspólnego użytku i kobietę, i mężczyznę też dla wspólnego użytku, podobnie ustanowił parzenie się bez różnicy wszystkich zwierząt. A sprawiedliwość swą dał poznać jako wspólnotę w połączeniu z równością użytkowania. Natomiast ci, którzy w ten sposób zostali spłodzeni, uchylili się jednak od kontynuacji wspólnoty, która wywołała ich urodzenie i rzekli: 'Ten, kto zaprowadzi do domu jedną, niech ją ma w swym wyłącznym posiadaniu, choć mogliby ją posiadać wszyscy, jak świadczy życie reszty świata zwierzęcego'. To powiedziawszy dosłownie, znowu tak samo dorzuca Epifanes: 'Żądzę bowiem prężną i przełamującą wszelki opór tchnął Bóg w mężczyznę ku przetrwaniu gatunku. Uśmierzyć jej nie zdoła ani prawo, ani obyczaj i w ogóle nic z tego, co istnieje na świecie. Takie jest bowiem zarządzenie Boże' - I w jaki sposób może tego rodzaju człowiek być zaliczony do naszej wspólnoty duchowej, jeśli przez te poglądy przekreśla Prawo, przekreśla Ewangelię?! Prawo mówi przecież: 'Nie będziesz cudzołożył'. Ewangelia zaś: 'Każdy, kto spogląda pożądliwie już popełnił cudzołóstwo'. Ten zakaz oto: 'Nie będziesz pożądał...', który wymienia Prawo, wskazuje wyraźnie na jednego i tego samego Boga, zapowiadanego przez Prawo, przez Proroków i przez Ewangelię, mówi wszak: 'Nie będziesz pożądał żony bliźniego'. A bliźni to niekoniecznie Judejczyk w stosunku do Judejczyka... Karpokrates i Epifanes podejmują walkę z samym Bogiem. Epifanes w swej głośnej książce, mam tu na myśli: O sprawiedliwości, tak prawie dosłownie dodaje: 'Na skutek tego należy zdanie: 'Nie będziesz pożądał...' traktować w ten sposób, że prawodawca sili się tu po prostu na kiepski dowcip i dorzuca coś jeszcze konieczniejszego: 'Dobra bliźniego', jak to?! Ten który sam udzielił pożądania, jako siły utrzymującej ciągłość gatunku, poleca tę siłę z życia wyrugować?! Przecież żadnego zwierzęcia jej nie pozbawił. A przez dodatek: 'Żony bliźniego', ograniczając w drodze przymusu wspólnotę dotychczasową do zakresu jednostkowego, wyraził się jeszcze śmieszniej.

Tego oto nauczają „Szlachetni” karpokracjanie. O nich i o innych jeszcze zwolennikach podobnie bezecnych poglądów krąży wieść, że gromadzą się na uczty (nie nazwałbym wszelako agapą takiego ich zebrania) mężczyźni i kobiety razem. A kiedy się już nasycą jedzeniem do woli („spożycia sytość przywołuje Kiprydę”, jak się to mawia), pogasiwszy lampy usuwają światło, demaskujące tę ich nierządną „sprawiedliwość” i obcują z sobą cieleśnie, jak chcą, z kim sobie życzą, przez tego rodzaju „agapę” uprawiając wspólnotę, co więcej, już za dnia żądają od kobiet, od jakich im się podoba, w powolności w stosunku do prawa Bożego.

Ksantos w swym traktacie pod tytułem Magika powiada: "Magowie za dopuszczone uważają stosunki płciowe z matkami, córkami i siostrami oraz wspólnotę kobiet, ale nie w drodze przymusu i po kryjomu, natomiast za zgodą obu stron, jeśli je chce poślubić żonę drugiego.

Już zarówno sam Platon i pitagorejczycy, jak później zwolennicy Marcjona zakładali, że rozmnażanie rodu ludzkiego jest rzeczą złą - w każdym razie Marcjon był daleki od aprobaty wspólnoty kobiet - gdyż natura człowieka jest zła, jako wynik połączenia złej materii i Sprawiedliwego Boga - Stworzyciela. Na skutek takiego poglądu, nie chcąc dopuścić do tego, żeby się zaludnił świat, powstały z Boga - Stworzyciela, wolą się wstrzymać od małżeństwa. Ale w rezultacie przeciwstawili się własnemu Stwórcy i dążą do tego dobrego, który ich powołał, ale nie do tego, jak powiadają, Boga poprzedniego modelu. Nie chcąc więc na świecie tutaj zostawić niczego własnego, uprawiają wstrzemięźliwość, nie z uprzedniego postanowienia, lecz z nienawiści do Stwórcy, odmawiając z korzystania z tego wszystkiego.

*

Deska przedstawiona w loży Konstytucja 3 Maja na Wschodzie Warszawy należącej do DH.

Ostatnio zmieniany niedziela, 06 grudzień 2015 22:00

Skomentuj

Upewnij się, że uzupełnisz wszystkie pola oznaczone gwiazdką (*). Możesz używać podstawowych znaczników html.



Wykonaj zadanie w okienku poniżej, żeby dodać komentarz

My na Facebooku

Subskrybuj nasz newsletter

Chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się w polskiej i nie tylko masonerii? Zapisz się na newsletter.

Najczęściej czytane

Wielki Wschód Polski 1910-18

13 Lis 2015 historia masonerii

Loża żałobna za Księcia Józefa Poni…

27 Lis 2015 historia masonerii