Jul 21, 2017 Last Updated 10:30 AM, Jul 14, 2017

Deska ucznia

Wielowymiarowość pracy wolnomularskiej nad rozwojem siebie i przez to całej ludz...

Zmiana warty

Drodzy Czytelnicy, w naszym portalu zmiany. Pałeczkę Naczelnego przekazuję brat...

Europa: Nadzieje i Demony

(w hołdzie B:. Piotrowi Kuncewiczowi) Inspiracji do napisania tej deski, drug...

Imhotep - architekt Króla Dżosera

  • Lis 27, 2015
Dział: Deski
Czytany 692 razy

Na początku był kamień i genialni twórcy, którzy go wykorzystali do zbudowania wiekopomnych dzieł. Zanim osobnik człekokształtny nabył wiedzę i zdobył umiejętność budowania dla siebie schronienia przed wpływami atmosferycznymi i dzikimi zwierzętami, znajdywał w zboczach wzgórz szczeliny skalne, jaskinie i groty. Z biegiem czasu odkrył, że jedne skały są twardsze od drugich, co pozwoliło mu twardszym fragmentem kamienia ryć w zboczu skalnym, tworząc dla siebie i rodziny pomieszczenia mieszkalne.

Były to czasy, kiedy wspólne akcje prymitywnego osobnika ludzkiego ograniczały się wyłącznie do polowania dla zdobycia żywności. Broń, jaką wtedy używał, wykonywał ją sobie z kości zwierząt i z twardego kamienia. Kiedy już opanował sposób topienia metali, narzędzia jego i broń stawały się coraz doskonalsze, a obróbka kamienia była łatwiejsza dzięki powstaniu tych podstawowych narzędzi, jakimi są dłuto i młot.

Obserwując otaczający go świat, przyrodę, świat istot żywych i martwą naturę, odkrywał pewne zjawiska, które go niepokoiły i ogarniały lękiem przed niewiadomym, jakim były burze z piorunami, wulkany, trąby powietrzne czy trzęsienia ziemi. Zaczął sobie wyobrażać, że tymi zjawiskami i siłami kierują istoty, z którymi nie miał kontaktu, ale się domyślał i był pewien, bo uwierzył, że istnieją.

Powstał świat istot duchowych, rządzący się swoimi prawami, ale był w swojej organizacji podobny do świata istot żywych. Na ziemi rządził władca, reszta społeczności podporządkowana była jemu oraz tym osobnikom, szamanom, kapłanom, którzy pełnili funkcje łącznika między światem żywych i światem duchowym. Tylko oni kontaktowali się poprzez dokonywanie czynności rytualnych.

Osobnik człekokształtny w drodze ewolucyjnej przekształcił się w człowieka myślącego, dla którego jego życie nie mogło się zakończyć z chwilą jego śmierci. Świat duchowy, który zaczął być dla niego realnym światem, stał się również miejscem przebywania istoty duchowej człowieka, która go opuszczała, wędrując do innego świata. Ale nie traciła ona kontaktu z ciałem osobnika, którego opuściła i które pozostawało na tym materialnym świecie. Chroniono je więc po śmierci, bo zanim umarł, było ono niejako domem jego ducha. Po śmierci w dalszym ciągu duch kontaktował się z ciałem i w dalszym ciągu potrzebne mu były wszystkie te przedmioty, które posiadał za życia: narzędzia, broń, przedmioty zbytku oraz pożywienie.

Rodzina zmarłego była więc zobowiązana zapewnić mu to wszystko wiedząc, że w przyszłości będzie uzależniona od tych, którzy pozostaną przy życiu.

Król, wódz przede wszystkim oczekiwał na to, że jego podwładni zapewnią mu po jego śmierci godziwe warunki w drugim świecie. Ale chcąc być tego pewien wolał sam, jeszcze za życia dopilnować sprawy, aby wznieść godny dla siebie dom, w którym zostanie złożone jego ciało i wszystkie jego przedmioty, które za życia do niego należały i które będą mu służyły po śmierci.

Około pięć tysięcy lat przed nową erą, po obu brzegach rzeki Nil powstawało i rozwijało się państwo, od wieków zwane Egiptem. Władca pierwszej dynastii Menes - Narmer połączył dwie krainy Górnego i Dolnego Egiptu, budując stolicę w Memfis. Miało to miejsce pięć tysięcy lat temu.

Już na samym początku istnienia państwa władca-król uważany był przez swoich podwładnych za boga, który wraz z wieloma innymi bogami, tymi uduchowionymi rządził krajem.

Mastaba
Założycielem trzeciej dynastii był władca Iry–Chet-Nefer-Dżoser (lata 2650 p.n.e.). On też zbudował sobie grobowiec – mastabę, wzniesioną nad licznymi komorami grobowymi, wykutymi głęboko w litej skale.

Kiedy owa mastaba była niemal ukończona, w otoczeniu króla Dżosera zjawił się osobnik, wykazujący niebywały talent w wielu dziedzinach, stał się więc doradcą króla Dżosera, stale mu towarzysząc w jego wyprawach. W czasie polowania na antylopy władca spotkał się oko w oko z lwem, który go poważnie okaleczył, czyniąc go kulawym. Żaden ówczesny lekarz nie odważył się dokonać operacji, tego zadania podjął się Imhotep, z dobrym skutkiem.

Imhotep był jednocześnie poetą, filozofem, a nawet nie stronił od uprawiania czarnoksięstwa. Król Dżoser, widząc w nim geniusza, który jest w stanie dokonać rzeczy nadzwyczajnych, do tego wykazywał umiejętności architekta i budowniczego rozbudowując świątynię w Heliopolis której był głównym kapłanem, polecił mu dokończenie realizowanego wcześniej grobowca – mastaby oraz wypełnienie otaczającego terenu pawilonami rytualnyni i kaplicami. Olbrzymią przestrzeń, otaczającą sanktuarium otoczył Imhotep wysokim murem, wybudowanym z ciosów kamiennych.

Kiedy to zostało zrealizowane okazało się, że główna budowla - grobowiec-mastaba - zniknęła, przestała być widoczna. Imhotep wpadł więc na pomysł, że na istniejącej i powiększonej budowli ustawi drugą mastabę, nieco niższą. Trzeba wiedzieć, że pierwsza miała wysokość parunastu metrów i długości stu dwudziestu metrów.

Ten genialny architekt, spiętrzając coraz to nowe mastaby, ustawiane na poprzednio wybudowanych, ale o mniejszym gabarycie, tworzył dzieło niejako eksperymentując w oczekiwaniu na ostateczny efekt. Ten okazał się nadzwyczajny: powstała piramida, składająca się z sześciu stopni.

Image

Imhotep był pierwszym budowniczym w Egipcie w owych czasach, który użył kamienia do wznoszenia obiektów architektonicznych. Dotychczasowym materiałem budowlanym była niewypalana cegła, jedynie wysuszona na słońcu, która po jakimś czasie ulegała zniszczeniu. Kamień, który wydobywano pochodził ze wzgórz Tura, położonych po drugiej, wschodniej stronie rzeki Nil. Odkuwano więc bryły kamienia ze zbocza, następnie formowano w regularne bloki, transportowano na brzeg rzeki, ładowano na barki i spławiano na drugi brzeg. Tam czekała ekipa ludzi, która transportowała owe bloki na miejsce budowy grobowca.

Przed kilku laty ukazała się na rynku księgarskim książka pt. Imhotep, architekt króla Dżosera. Autorem tej książki jest Edward Suszyński, architekt, który ukończył Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej i wiele lat pracował przy odbudowie Warszawy. Jestem w posiadaniu tej książki, chciałbym więc zacytować z niej kilka fragmentów dla przybliżenia nastroju i klimatu twórczego w czasie realizowania tego wspaniałego dzieła, jakim jest Piramida w Sakkara.

Pierwszy fragment cytatu w/w książki wprowadzi nas na teren rozpoczętej budowy grobowca obecnego króla Górnego i Dolnego Egiptu, którego stolicą jest Memfis.

*

„Na południowy zachód od Memfisu, tam, gdzie wysoki gebl tworzy niemal pionową ścianę o równym obrzeżu, rozciąga się duża płaszczyzna, utworzona z litej skały. Dojście na tę płaszczyznę tworzą dawno wyschnięte koryta rzek, które kiedyś łączyły się z Nilem. Są to równie pochyłe, prowadzące do poziomu wód Nilu, od najwyższego wzniesienia płaskowyżu. Na tym płaskowyżu, w sąsiedztwie grobów świętych byków powstawały zaczątki nekropolii wielkiej stolicy. Byli tu grzebani dostojnicy poprzednich królów, wyżsi kapłani i ludzie pośredniego stanu, ale nigdy dotąd ten płaskowyż nie dostąpił zaszczytu przyjęcia zwłok królewskich. Groby królewskie znajdowały się w Abydos, nekropolii starej stolicy Górnego Egiptu Tinis. (...)

Król przywiązał się, jak sam twierdził, do stolicy Memfisu i zmienił swoje plany odnośnie miejsca swego wiecznego spoczynku. Decyzja ta zrywała z dotychczasową tradycją, umacniała pozycję Memfisu, jako stolicy zjednoczonego królestwa.

Dżoser długo zastanawiał się nad planami Imhotepa, który przedstawił mu kilka rozwiązań. Po długich naradach i debatach wybrano to, które było rozwiązaniem bez precedensu. Był to zaskakujący projekt swoją oryginalnością, nowy pod każdym względem. Wymagał on jednak użycia materiałów, rzadko dotychczas stosowanych w budownictwie na taką skalę. Gwarantował jednak przetrwanie budowli przez wieki. Materiałem tym był kamień.

Image - Organizacja robót jest więc na twojej głowie – powiedział król zwracając się do Imhotepa.

- Na drugim brzegu, w górach Tura pracuje kilka tysięcy robotników. Wyłamują oni i obrabiają kamień potrzebny do budowy grobowca oraz na rzeźby, płaskorzeźby, rysunki i napisy. Jest tam kilkudziesięciu nadzorców. Robotnicy są podzieleni na małe oddziały i jeden w tym oddziale odpowiada za wszystkich (mistrz). Robotnicy już tam mieszkają. Kazałem sklecić budynki dla ich tymczasowego pobytu. Nadzór nad całością powierzyłem młodemu Neferowi. On ich zorganizował na wzór wojskowy. Wkrótce jednak królu zaczną się roboty w polu i trzeba będzie większą część robotników zwolnić. Egipcjaninowi nie może zabraknąć chleba.

- To jest przeszkoda w naszych planach. Co radzisz?

- Zatrudnimy na razie pewne oddziały wojowników. Później, w miarę napływu jeńców, będziemy ich zwalniać.

- Jaka liczba robotników jest potrzebna, żeby roboty przebiegały szybko i sprawnie?

- Obecnie około ośmiu tysięcy. Następnie dwukrotnie tyle, a może i więcej.

- Otrzymasz tylu robotników, ilu ci będzie potrzeba. Kogo wybrałeś na głównego skarbnika, pilnującego skarbców królewskich. Dwa są skarbce króla. Oba są do twojej dyspozycji

- Skarbcami będzie zarządzał naczelnik Ti. Jest to mój uczeń. Dobrze go znam. Można mu zaufać!

- Niech więc tak będzie, jak mówisz. Jaki okres czasu przewidujesz na budowę grobowca?

Imhotep zamyślił się.

- Jeżeli będę miał odpowiednich ludzi i dostateczną liczbę robotników sądzę, że w przeciągu dziesięciu lat dokonam dzieła.

- Dziesięć lat? – Król zamyślił się – To nie jest długi okres czasu. Niech tak będzie. A teraz Imhotepie wracamy do Memfisu.”

Image „Stolica Egiptu Memfis wyglądała jak olbrzymi plac budowy. Nad miastem, na wysokim płaskowyżu powstawały zarysy wielkiej budowli, budowy, jakiej nie widział świat. Wyraźnie na tle nieba wyrastał kultowy mur, który ograniczał olbrzymi teren, niemal dwukrotnie tak duży, jak obszar miasta. Wszystkie doliny dawnych rzek, które łagodnie łączyły płaskowyż z brzegami Nilu, były wypełnione długimi kolumnami transportującymi materiał budowlany z portów rzecznych. Po Nilu krążyły nieustannie, zarówno w dzień, jak i w nocy niezliczone ilości barek, załadowanych materiałem budowlanym lub ludźmi. Wszędzie panował ład i porządek. W górach Tura, tam, gdzie do niedawna przebywały tylko dzikie zwierzęta, teraz rozbrzmiewały głosy ludzi. Nad brzegiem Nilu powstawały wioski w których zamieszkali robotnicy. Administracja wsi spoczywała w rękach wójtów, mianowanych przez kapłanów. Kamień, wydobywany z gór był stosunkowo miękki o pięknym, jasnym kolorze. Robotnicy, zatrudnieni na tak zwanej ścianie, a więc na stromych zboczach wydobywali olbrzymie głazy, które na dole były przecinane na mniejsze elementy. Robotnicy ci wiercili dziury świdrami miedzianymi, a później wbijali w nie drewniane kołki. Dziury były wiercone w jednej linii, jeden otwór obok drugiego. Zabite kołki polewano wodą, Nasiąknięte drewno pęczniało i rozsadzało blok skalny. W ten sposób, na dół, co jakiś czas zsuwały się olbrzymie głazy. Na dole inni robotnicy przecinali te głazy na mniejsze. Następna ekipa obrabiała je i nadawała kształt, wymagany przez budowniczego. Biały kamień z gór Tura pokrywał jako oblicowanie mur kultowy. Kamień ten był również przecinany na olbrzymie płaskie bloki, przygotowane do wykonania płaskorzeźb. Przecinano również bloki o większych rozmiarach, które były przeznaczone na rzeźby. Dozorujący pracę posiadali papirusy z dokładnymi wymiarami bloków, potrzebnych na budowie. Przecięte, oszlifowane i oznakowane bloki kamienne były dostarczane na barki. Olbrzymie bloki były ładowane na duże sanie drewniane, do których były zaprzęgnięte woły. Niektóre sanie były ciągnięte przez olbrzymią ilość robotników.

Przetartym szlakiem odbywał się transport budulca. Dozorujący okrzykami zachęcali ciągnących liny do wysiłku. (...)

Imhotep z Meroe szli pod górę utwardzonym szlakiem. Od rzeki, aż po krańce glebu wiódł szlak, wyłożony płytami z kamienia.

- Spójrz Meroe – rzekł w pewnym momencie Imhotep – Z tego miejsca mur kultowy, chociaż nie posiada jeszcze pełnej swej wysokości, zasłania wszystko, co się za nim znajduje. Musimy jeszcze raz sprawdzić peremus – wysokość grobowca.

- Przecież już kilkakrotnie sprawdzałeś swój projekt!

- Tak! Wiem, ale każdy projekt, przy realizacji powinien być korygowany. Pragnę, aby grobowiec króla Dżosera, który będzie wznosił się nad miastem, był jak gdyby jego koroną. Projekt przewiduje, jak widziałeś, budowę grobowca, podobnego do dotychczas wznoszonych. Chcę, żeby ten grobowiec był inny. Inny pod każdym względem Meroe. Na tym grobowcu, który co prawda jest wyższy od muru kultowego, ustawię kolejno cztery grobowce, to znaczy cztery razy powtórzę pierwszą kondygnacje. Czy ty to rozumiesz?

- Nie! Nie rozumiem.

- Na wznoszonej obecnie kondygnacji ustawię kolejno coraz to mniejsze. W ten sposób, nawet z tej odległości grobowiec będzie widoczny. Będzie górował nie tylko nad murem kultowym, lecz również nad miastem. (...)

Od tego dnia minęło kilkanaście lat. Gigantyczne przedsięwzięcie, jakie wziął na siebie Imhotep zbliżyło się do jego zakończenia. Pozostały jedynie drobne detale, które zostaną niedługo doprowadzone do końca. Król był niecierpliwy, dawno nie oglądał swego grobowca i postępu prac. Kiedy mu doniesiono, że prace zbliżają się do końca, postanowił udać się na budowę. I tym razem był on oprowadzany po niemal już ukończonym zespole grobowym wraz ze swoją dostojną świtą przez twórcę dzieła, Wielkiego Kapłana Imhotepa, który mu po drodze wyjaśniał między innymi przebieg prac, związanych z ich realizacją.

Kiedy wspaniały okręt króla i królowej Egiptu dobił do brzegu rzeki opodal realizowanego grobowca, tłum wiwatujących mieszkańców stolicy czekał, żeby z nim razem uczestniczyć w zwiedzaniu budowli.

- Król skinął ręką łaskawie i z tłumu dostojników wystąpił wielki Kapłan Imhotep. Tłum zakołysał i dały się słyszeć pojedyncze głosy wymawiające imię Imhotepa. Okrzyki rosły. Tłum wiwatował na cześć Imhotepa, na cześć największego lekarza, jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi egipskiej i na cześć największego tego państwa budowniczego. Lecz oto zagrały znów trąby, a Imhotep, zwracając się ku królowi zaczął mówić:

- Nadszedł dzień, kiedy mogę przedstawić ci królu niemal ukończone dzieło. Bóg Ptah wejrzał łaskawie na nasze przedsięwzięcie, które obecnie widnieje ot, tam na wzgórzu. Pozostały jeszcze do wykonania roboty wykończeniowe. Nie wpłyną one jednak już zupełnie na ogólny charakter budowy.

Spójrz królu w kierunku, gdzie znajduje się twój grobowiec. Dlaczego prosiłem cię, żebyś spojrzał na moje dzieło z tej odległości z poziomu rzeki Nilu. Nil jest głównym szlakiem komunikacyjnym, łączącym resztę świata z naszą stolicą, którą można nazwać stolicą świata. Poselstwa i delegacje, zbliżając się do stolicy ujrzą w pierwszym rzędzie twój grobowiec. Memfis i Egipt będą utożsamiane z twoim imieniem. Imię Dżoser stanie się dla nich równoznaczne z Egiptem. Dlatego pokazanie twego grobowca z tej odległości jest bardzo ważne.

-Spójrz! Już teraz można powiedzieć, że króluje on nad miastem i państwem egipskim. Jest to korona Egiptu, a twe imię będzie trwać tak długo, jak długo będzie stać twój grobowiec, zbudowany z kamienia, będzie trwał tak długo, jak długo będą świeciły gwiazdy i słońce na niebie, to znaczy zawsze! (...)

- Kompozycja budowli jest podobna do zestawienia kształtów u ludzi. Moje przeróbki i zmiany raz podjętych decyzji, to właśnie poszukiwanie przeze mnie odpowiednich wielkości, składających się na całość. Musiałem odpowiednio wszystko ze sobą zestawić: wysokość muru kultowego do wysokości piramidy. Szerokość podstawy grobowca do jego wysokości. Wysokość poszczególnych kondygnacji grobowca do ich szerokości i wysokości całego grobowca. Wreszcie w całej kompozycji wskazać, który obiekt jest najważniejszy.

Komponując jakiś detal, na przykład gzyms czy portal, należy zawsze pamiętać o całości kompozycji. Źle dobrany jeden, zdawałoby się bez znaczenia dla całości detal może przekreślić całość kompozycji. Dlatego królu zmieniałem tyle razy projekt. Musiałem również myśleć o doborze kolorów.”

Długo opowiadał Imhotep zacnemu zgromadzeniu o sekretach kompozycji dzieł sztuki, a król, wraz z innymi pilnie słuchał wykładu Wreszcie dotarli do głównego wejścia na teren nekropolii przez jedyne przejście z trzynastu pozornych, znajdujących się w wysokim murze, otaczającym teren grobowca.

„Po przejściu przez korytarz, król przekroczył uchylone drzwi, przeszedł kilkanaście kroków do przodu, obrócił się twarzą ku północy i spojrzał przed siebie. Przed nim wznosił się jego grobowiec. Olbrzymia masa kamieni, uformowana w stopniowo zmniejszające się kondygnacje, górowała nad otoczeniem. Dolna kondygnacja była już pokryta jasnym wapieniem z gór Tura. Dalsze kondygnacje jeszcze nie oblicowane, ukazywały niezliczoną ilość małych bloków kamiennych, podobnych z tej odległości do cegieł. Między pierwszą kondygnacją i drugą można już było ujrzeć, częściowo wykonane z ciemnego granitu, łagodnie biegnącą pochyłość, która niwelowała uskok. Olbrzymi masyw sprawiał wrażenie świątyni, wzniesionej dla potężnego boga. Żadna świątynia w Egipcie nie mogła się równać wielkością i doskonałością kształtów z grobowcem króla. Przy tak potężnej masie głównej budowli kompleksu, pozostałe wspaniałe budowle, wydawały się być małe. Były one rangą podporządkowane głównemu akcentowi.

Pod tą masą spocznie kiedyś moje ciało. Stanę się nieśmiertelny dzięki Imhotepowi – myślał król.

W tej chwili ten wielki i dzielny król, przed którym padały na twarz liczne narody, poczuł się mały wobec Imhotepa. W milczeniu spoglądał na piramidę. Promienie porannego słońca oświetlały olbrzymi obiekt, a ostre cienie wypuklały jego rzeźbę. Każdy kamień rzucał mały cień, ukazując wyraźnie poszczególne spoiny. Ciepły kolor wapienia, okrywającego dolną kondygnację, odcinał się od ciemnego granitu, tworząc idealną linię poziomą. Nieoblicowane ściany piramidy mieniły się różnymi kolorami, podobnie, jak ściana geblu, z którego kamień był wyrąbany. Król stał ciągle w bezruchu, wpatrzony w olbrzymią masę kamieni, zaklętych w niespotykany kształt. Dokoła panowała cisza Milczał Imhotep, milczał Rahotep, milczeli wszyscy z otoczenia króla zafascynowani niezwykłym widokiem. Oczy patrzących raz po raz wędrowały z piramidy na postać Wielkiego Kapłana. U niektórych powstała nawet bluźniercza myśl, że w tym zgromadzeniu najważniejszą osobą nie jest król, lecz budowniczy Imhotep. Król patrzył na oświetloną słońcem piramidę, następnie wzrok jego powędrował w prawo, gdzie ujrzał piękną kolumnadę świątyń i cały szereg kaplic. Wreszcie Król obrócił swój wzrok na Wielkiego Kapłana.

- Imhotepie! Dokonałeś wielkiego dzieła!”

*

Wybaczcie mi może nieco przydługie cytaty z książki mojego przyjaciela Edwarda. Przyznaję, wyręczyłem się nim, bo sam nie byłbym w stanie opisać tego piękna, jakie przed parunastu laty dane mi było podziwiać własnymi oczami. Kiedy się wtedy znalazłem oko w oko z pięknem, ogromem piramidy i jej twórcą, Imhotepem, zawsze tam obecnym do dzisiaj geniuszem ludzkości, zrozumiałem wtedy słowa pewnego Boga, który stanąwszy przed wybudowaną przez jego lud Wieżą Babel powiedział:

„Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego”.

Miało to miejsce mniej więcej w tym samym czasie, kiedy Imhotep wznosił schodkową piramidę w Sakkara. Nie powstrzymał go przed jej zakończeniem, nie pomieszał egipskim robotnikom języka, ponieważ inny bóg czuwał, aby grobowiec faraona Dżosera został ukończony.

Natomiast kiedy król Salomon wznosił świątynię w Jerozolimie, jego Bóg sprzyjał mu, bo miał to być dom, w którym zamierzał zamieszkać, jak to przyobiecał królowi Dawidowi.

Znając treść Biblii, nie mogę od jakiegoś czasu pozbierać swoich myśli z faktami, które ostatnio powinienem był sobie przyswoić, a mianowicie, że budowniczym świątyni Salomona był Hiram, który został przez króla Tyru Hirama oddelegowany do Jerozolimy. A co donosi na ten temat Biblia? – Mówi ona, że twórcą świątyni był sam Salomon. Kiedy świątynia została już zbudowana, Salomon wezwał z Tyru Hirama, specjalistę od odlewów w brązie, który będąc giserem wykonał szereg elementów dla niej. I nic więcej! Żeby nie być gołosłownym, zacytuję parę fragmentów z Biblii.

*

"Przygotowania do budowy świątyni

Hiram, król Tyru posłał do Salomona swoje sługi, bo dowiedział się, że namaszczono go na króla w miejsce jego ojca, a Hiram był stale w przyjaźni z królem Dawidem. Wtedy Salomon przesłał Hiramowi takie słowa: 'Wiesz, że Dawid, mój ojciec nie mógł budować świątyni Imieniu Pana, Boga swego, z powodu wojen, jakimi go dokoła otoczyli (wrogowie), dopóki Pan nie położył ich pod jego stopy. A teraz Pan, Bóg mój obdarzył mnie zewsząd pokojem. Nie ma przeciwnika, ani też złego wydarzenia. Wobec tego zamierzam budować świątynię (...) Teraz więc każ naścinać mi cedrów z Libanu (...)

Ponadto Salomon miał, prócz wyższych urzędników zarządzających pracami, trzy tysiące trzystu nadzorujących lub wykonujących pracę. Król polecił im, aby kazali wyłamywać kamienie wielkie, wyborowe i ciosane na założenie fundamentów budowli. Murarze więc Salomona i murarze Hirama (króla) wraz z Giblitami ciosali i przygotowywali drewno i kamień na budowę świątyni.

Budowa świątyni

W roku czterysta osiemdziesiątym, po wyjściu Izraelitów z ziemi egipskiej, w miesiącu Ziw, to jest drugim czwartego roku panowania nad Izraelem Salomona, rozpoczął on budowę domu dla Pana. Dom, który Salomon zbudował dla Pana, miał sześćdziesiąt łokci długości, dwadzieścia szerokości i trzydzieści wysokości. Sień zaś przed główną budowlą świątyni miała dwadzieścia łokci długości, stosownie do szerokości świątyni i dziesięć łokci szerokości, w kierunku długości świątyni. Świątynię zaopatrzył w okna o zakratowanych wnękach (...) Dom zaś przy wznoszeniu go został zbudowany z kamieni, których od czasu wydobycia już nie obrabiano. Dlatego nie słyszano w domu, przy jego budowie, ani młota, ani siekiery, ani jakiegokolwiek narzędzia żelaznego (...) Wnętrze świątyni Salomon wyłożył szczerym złotem i założył złote łańcuchy przed sanktuarium. Tak więc wyłożył złotem zupełnie całą świątynię i również pokrył złotem cały ołtarz...

Odlewy z brązu dla świątyni

Król Salomon polecił sprowadzić z Tyru Hirama. Był on synem wdowy z pokolenia Naftalego. Ojciec zaś jego był brązownikiem, pochodzącym z Tyru. Był on pełen mądrości, rozsądku i umiejętności w wykonywaniu wszelkich wyrobów z brązu. Przybył więc do króla Salomona i wykonał zlecone przez niego prace...

Wykaz robót wykonanych przez brązownika

Tak Hiram skończył wykonywanie wszystkich prac, jakie miał do wykonania dla króla Salomona w domu Pańskim: dwie kolumny z owalnymi głowicami na szczycie tych dwóch kolumn, następnie dwie siatki do pokrycia dwóch owalnych głowic na szczycie tych kolumn; dalej czterysta jabłek granatu na obydwu siatkach, po dwa rzędy jabłek granatu na każdej siatce... I tak dalej i tak dalej. Potem Salomon ustawił wszystkie te sprzęty bardzo liczne (w świątyni) tak iż wagi brązu nie można było obliczyć...”

*

Tutaj wszystko jest symbolem. Słyszę to na każdym kroku przebywając w mojej świątyni wolnomularskiej i kiedy słyszę słowa: Kiedy do niej wchodzisz, pozostaw metale poza jej drzwiami, łapię za klucze, będące w kieszeni i spoglądam z niepokojem na zegarek, wykonany z metalu, chcąc je odrzucić precz. Tutaj wszystko jest symbolem!

Ale to nie koniec naszych rozważań. W tekście opracowanym przez brata Georgesa Martina czytam: "Mistrz powinien zawsze mieć na uwadze, że jaki by nie był stopień doskonalenia, który osiągnął, musi ciągle się doskonalić, aby lepiej pracować nad ogólnym postępem ludzkości, powinien bez przerwy poszukiwać prawdy, aby rozbłysła przed oczami wszystkich, zwalczać ignorancje, aby zabłysło Światło tam, gdzie panowały ciemności..."

Znam na pamięć dalsze losy Hirama, jego śmierć, zadaną przez trzech czeladników, a potem jego zmartwychwstanie, wszak przeszedłem przed rokiem podniesienie mnie do stopnia Mistrza.

Opowieść o Hiramie miała miejsce tysiąc lat przed podobnym zdarzeniem, które dokonało się na tej samej ziemi, w Palestynie. Został zamordowany człowiek, również przez swoich ziomków, a jego śmierć i zmartwychwstanie również posłużyły Ojcom Kościoła i wiernym do podniesienia tego ohydnego czynu, morderstwa, aby stał się rytuałem i sakramentem.

Konkluzja nasuwa się tragiczna: Autor opowieści o śmierci Hirama, Georges Martin sam przyznaje się do tego, że żadne dokumenty nie mówią o śmierci Hirama. Są więc zmyślone, jak te, że był on budowniczym świątyni jerozolimskiej i „mistrzem słynnym dzięki swej znajomości architektury”.

Jak dowiedzieliśmy się o tym nieszczęsnym wydarzeniu? Poprzez tradycję. Czyżby opowiadanie to było alegoryczne? Tak przypuszczam, ponieważ teksty starych ksiąg, mówiące o Hiramie, nic nie wspominają o jego końcu...

*

Deska wygłoszona w loży Konstytucja 3 Maja (Le Droit Humain) dnia 2 czerwca 6006 r.p.ś.

Ostatnio zmieniany niedziela, 06 grudzień 2015 22:00
Więcej w tej kategorii: Judeochrześcijaństwo a Gnoza »

Skomentuj

Upewnij się, że uzupełnisz wszystkie pola oznaczone gwiazdką (*). Możesz używać podstawowych znaczników html.



Wykonaj zadanie w okienku poniżej, żeby dodać komentarz

My na Facebooku

Subskrybuj nasz newsletter

Chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się w polskiej i nie tylko masonerii? Zapisz się na newsletter.

Najczęściej czytane

Loża żałobna za Księcia Józefa Poni…

27 Lis 2015 historia masonerii

Wielki Wschód Polski 1910-18

13 Lis 2015 historia masonerii