Jul 21, 2017 Last Updated 10:30 AM, Jul 14, 2017

Deska ucznia

Wielowymiarowość pracy wolnomularskiej nad rozwojem siebie i przez to całej ludz...

Zmiana warty

Drodzy Czytelnicy, w naszym portalu zmiany. Pałeczkę Naczelnego przekazuję brat...

Europa: Nadzieje i Demony

(w hołdzie B:. Piotrowi Kuncewiczowi) Inspiracji do napisania tej deski, drug...

Dylematy rozwojowe społeczeństwa wiedzy

  • Lis 12, 2015
Dział: Deski
Czytany 728 razy

Niniejszy tekst jest deską inauguracyjną nowego czcigodnego mistrza loży „Kultura” na Wschodzie Warszawy.

Powszechnie używany termin „społeczeństwo wiedzy” uznawany jest za jeden z najważniejszych wyznaczników rozwoju cywilizacyjnego współczesnego świata. Nie bez przyczyny mówi się o imperatywie „ gospodarki opartej na wiedzy” (knowledge-based economy and society), jako gwarancji rozwoju. W terminologii specjalistycznej wskazuje się na megatrend światowy, jakim jest rozwój cywilizacji informacyjnej (information society).

Dla niektórych są to jedynie nośne slogany, dla innych całkiem konkretna, realna rzeczywistość warunkująca przemiany modernizacyjne. Równocześnie pojawiają się jednak najrozmaitsze dylematy i niepokoje związane z praktyczną realizacją owego postulatu, ujawniające niekiedy niepożądane skutki trywialnego pojmowania znaczenia kreacji społeczeństwa wiedzy. Dotyczą one wielu fundamentalnych kwestii, począwszy od systemu edukacji, upowszechniania wiedzy naukowej, kształtowania modelu kultury, (a zwłaszcza relacji pomiędzy agresywną kulturą masową i kultura wysoką), skutków technicyzacji współczesnego świata (zwłaszcza w zakresie lawinowego rozwoju technologii teleinformatycznych), przejawów dehumanizacji naszego życia codziennego. Czy kult modernizacji totalnej kojarzący się z gospodarką opartą na wiedzy nie niesie z sobą zagrożeń stojących często w sprzeczności z prawdziwym postępem oraz wymarzonym (ale niekiedy pozornym) ideałem wolności? Tematyka to nadzwyczaj rozległa, wielowątkowa. Nie sposób jej rozwinąć tutaj w pełni. Spróbujmy jedynie zasygnalizować niektóre wątki, bez złudnej ambicji wyczerpania tematu, a raczej jako zaczyn do wymiany poglądów i dalszej dyskusji.

1.

Na początek kilka uwag o systemie edukacji wywołującym tak ostre i gorące spory. Permanentne reformy oświaty (nie tylko w naszym kraju) są dowodem braku satysfakcjonujących efektów kształcenia. Pomijając szerszą charakterystykę tej złożonej problematyki, zwróćmy uwagę na symptomatyczny aspekt zawężania spektrum zdobywanej wiedzy. Niektórzy nazywają to syndromem instrumentalizacji wiedzy. Istotnie, programy szkolne kładą coraz większy nacisk na tzw. wiedzę przydatną kosztem wiedzy przedmiotowej, co owocuje systematycznym ograniczaniem treści pogłębiających wiedzę ogólną, która pozwala rozumieć świat. Dominuje uczenie się pod modne testy, rankingi pozostawiając na marginesie zagadnienia kultury, historii, literatury, filozofii jako mało przydatne w życiu codziennym. Odwołać się tu można chociażby do głośnej dyskusji na temat kanonu lektur szkolnych z propozycjami czytania klasyków wyłącznie we fragmentach. Nie dziwią zatem wyniki badań (Z. Kwieciński, „Wykluczenie” 2002), że znacząca część ósmoklasistów (22,3%), to analfabeci lub półanalfabeci funkcjonalni, którzy mają elementarne kłopoty z opanowaniem umiejętności czytania ze zrozumieniem, odczytywania najprostszych logicznych związków tekstu. Tym samym powstają grupy wyeliminowane na starcie z odbioru kultury symbolicznej, które nie będą sięgać po książki, a nawet nie są przygotowani do krytycznego odbioru przekazu medialnego. Zauważmy, że jest to jedna z okoliczności sprzyjających wytwarzaniu się sprzężenia zwrotnego: media dostosowują się do prostych gustów nie wymagających namysłu – następuje reprodukcja kiczu kulturalnego. Inny przykład, dotyczący poziomu wiedzy elementarnej. Z początkiem 2008 r. wg sondażu przeprowadzonego przez „Newsweek”, okazało się, że 34% respondentów nie wie w ogóle na czym polegał przewrót kopernikański, 23% nadal uważa, że Słońce krąży wokół Ziemi, zaś 47% nie widzi żadnego związku między Darwinem a ewolucją! To właśnie bolesna ilustracja triumfu ignorancji w okresie ambitnego zamierzenia budowania „społeczeństwa wiedzy”.

2.

Dotykamy tu kolejnego problemu, który ma wymiar swoistego paradoksu. Żyjemy wszakże w poindustrialnej erze informacji, w społeczeństwie informacyjnym (Global Information Society). Powszechność dostępu do sieci informacyjnej, a zwłaszcza potęga Internetu, stwarza nieograniczone możliwości potencjalnego uczestnictwa w odbiorze najnowszych dokonań w świecie nauki, kultury i techniki oraz szybkiego pozyskiwania niezbędnych informacji z każdej niemal dziedziny. Dodajmy jednak od razu istotne zastrzeżenie, które często umyka naszej uwadze. Nasze rozważania odnoszą się tylko do zasobnej części populacji ludzkiej. Bowiem, jak słusznie podkreśla Jeremy Rifkin w swej książce „Wiek dostępu. Nowa kultura kapitalizmu…” (2003): „…miejsca zamieszkania znacznej części ludzkości leżą daleko od kabli światłowodowych, połączeń satelitarnych, telefonów komórkowych, ekranów komputerowych i sieci cybernetycznych… ponad połowa ludności na świecie nigdy w życiu nie odbyła zwykłej rozmowy telefonicznej…

Wielka rewolucja komunikacyjna trwa jednak nieustannie. Dziś szacuje się, że liczba kont e-mailowych na świecie zbliża się do miliarda, ponad 10 miliardów e-maili krąży codziennie po świecie, a wg amerykańskich analityków statystycznie rzecz biorąc każdy z mieszkańców Ziemi wysyłać będzie niebawem dziennie 5 e-maili. To potężne instrumentarium w dziedzinie gromadzenia, przetwarzania i transmisji danych stwarza nieosiągalne dotychczas szanse wspomagania edukacji. Wspomnijmy dla przykładu tzw. kształcenie na odległość, uniwersytety wirtualne czy wreszcie znany program strategiczny UE (eLearning Action Plan), opracowany przez Komisję Europejską (Lizbona, 2000) i obwieszczający ambitnie (Strategia Lizbońska), że Europa już w 2010 r. stanie się „… najbardziej konkurencyjną, dynamiczną i opartą na wiedzy gospodarką świata, zdolną do trwałego rozwoju ekonomicznego z większą liczbą miejsc pracy i większą spójnością społeczną”.

Ale nowe technologie to tylko sprawne narzędzia. Pojawiają się najrozmaitsze niepokoje. Zwraca się np. uwagę na niebezpieczeństwo rozpowszechniania mitu, że im więcej informacji – tym większa erudycja społeczeństwa. Niektórzy twierdzą (np. M. Iłowiecki, 2005), że to nieprawda, co potwierdzają wyniki badań, zauważając – „…mamy wręcz natłok informacji, natomiast wzrost absolutnej ignorancji społecznej. Ważne jest jeszcze coś innego, a mianowicie tzw. kompetencja poznawcza tzn. żeby odbiorca zrozumiał napływające informacje. Uczyć odbioru informacji, odbiorów mediów trzeba zacząć od podstawowej oświaty”.

Sceptyczny pogląd co do skuteczności podnoszenia poziomu wiedzy poprzez sam fakt powszechnego dostępu do informacji potwierdzają moje długie, osobiste doświadczenia jako popularyzatora nauki. Mass media, od tych tradycyjnych jak książki i czasopisma popularnonaukowe, gazety codzienne, radio, telewizja aż po Internet nie są samoistnym gwarantem przyswajania wiedzy naukowej. Jak wykazują badania Ośrodka Przetwarzania Informacji (K. Pietruszyńska, 2006) zaledwie 11% polskiego społeczeństwa deklaruje wysoki stopień zainteresowania osiągnięciami nauki, 43% w średnim stopniu. Inne badania ankietowe wskazują (por. E. Wyroba, 2005, dane z konferencji The Career of the Researcher in European Research Area we Florencji, 2003), że w Europie 60% społeczeństw bardzo rzadko czyta artykuły poświęcone wiedzy i technologii, a ponad 1/3 respondentów – boi się odkryć naukowych. Interesujące są również dane ankietowe z obszaru UE, że głównym źródłem wiedzy o nauce jest TV (aż 70% respondentów). Przypomnijmy tu od razu pewną znamienną prawidłowość – im bardziej masowe są media, tym bardziej informacja jest zubożona (J. Strelau, 2005). Dominują newsy, sensacyjne skróty myślowe, epatowanie się zagrożeniami, lękami. Często spotykamy ludzi naładowanych informacjami punktowymi, czerpanymi coraz częściej z Internetu, którym z tego nadmiaru już się wszystko miesza. Czasami chciałoby się westchnąć za poetą (Leszek Elektorowicz).:…Tak mało wiecie na wyżynach swej wiedzy cyfrowej…

Socjologowie kultury zwracają uwagę na postępujący proces tzw. fragmentaryzacji wiedzy i informacji, typowy dla epoki postmodernizmu. Negatywny wpływ ma także ogólnoświatowa niestety, tendencja tabloidyzacji mediów znamionująca się m.in. ucieczką od tematów ambitnych w kierunku taniej sensacji i płytkiej rozrywki, czego znakomitym przykładem jest zalew programów typu reality i talk–shows lub quasi-poznawczych teleturniejów. W pełni uzasadnione są przestrogi socjologów kultury, jak np. Kazimierza Krzysztofka (2004), który celnie zauważa, że na naszych oczach „…powstaje technosystem bazujący wyłącznie na regulacji rynkowej, wchłaniający i życie i kulturę. Może połknąć każdą wartość i wypluć policzoną w bitach i pieniądzach informację. W efekcie jednak po wiekach publicznego oświecenia nastała era publicznego ogłupiania”. Ten sam ton pobrzmiewa w bezkompromisowej i lapidarnej refleksji Stanisława Lema, który mówiąc o …zanieczyszczaniu środowiska straszną ilością głupstwa i kłamstwa…,twierdził, że jesteśmy na drodze… wkraczania w elektroniczną epokę jaskiniową… („Bomba megabitowa”).

3.

Zasygnalizowane zjawiska paradoksów budowania „społeczeństwa wiedzy” nie są tylko luźnymi dywagacjami. Mają one bardzo konkretne przełożenie na rzeczywistość. Doskonałą ilustracją mogą być chociażby meandry wielkich debat publicznych dotyczących kluczowych problemów współczesnego świata, jak np. zagrożeń środowiska przyrodniczego, alternatywnych źródeł energii, skutków zmian klimatycznych (tzw. globalne ocieplenie),inżynierii genetycznej m. in. organizmów modyfikowanych genetycznie (GMO). Zainteresowani mogą przeczytać setki artykułów, wywiadów w prasie codziennej, tygodnikach i periodykach popularnonaukowych, wysłuchać audycji radiowych i obejrzeć programy telewizyjne poświęcone tym zagadnieniom. Sięgnąć można także do licznych, tematycznych portali i stron internetowych, poszperać w Wikipedii z szansą zamieszczenia własnych uwag i spostrzeżeń.

Z tego ogromnego natłoku informacji wyłania się jednak wielki chaos myślowy. Wobec braków elementarnej wiedzy umożliwiającej racjonalną selekcję, następuje utrwalanie bałamutnych stereotypów. W efekcie, w odbiorze publicznym dominują kasandryczne proroctwa zawarte w ekspresyjnych wypowiedziach przysięgłych zwolenników jednostronnie widzianych przyczyn globalnego ocieplenia, chętnie przyjmowanych przez radykalnych ekologów i alterglobalistów. Wzmacniane są one rozmaitymi quasi-naukowymi raportami rysującymi katastroficzne wizje, chętnie podejmowane w licznych filmach science-fiction żywiących się modną „kulturą strachu”. Autor tego terminu, brytyjski socjolog i publicysta – Frank Furedi twierdzi, że …stan ducha, który kształtuje obecną debatę publiczną, można … określić mianem nerwicy lękowej. Schorzeniu temu towarzyszy całkowita dezorientacja co do obecnych i przyszłych losów gatunku ludzkiego… Mamy do czynienia ze zjawiskiem …snucia przerażających futurystycznych wizji, w których granica między fikcją a rzeczywistością jest zamazana… (por. F. Furedi – „Czemu umysły Zachodu opanował zabobon” RP, 3.01.08). Na użytek naszych rozważań dodałbym, że ów strach, jak każdy strach przed nieznanym, bierze się przede wszystkim z niewiedzy. Miejsce na racjonalną debatę jest niesłychanie zawężone, chociaż, wracając do poruszonego wątku klimatycznego, tu toczy się naprawdę zasadniczy, ostry spór wśród badaczy, dzielących się w uproszczeniu na zwolenników poglądu o naturalnych przyczynach zmian klimatu wielokrotnie występujących w dziejach Ziemi oraz orędowników antropogenicznych przyczyn ocieplenia. Niedostatki elementarnej wiedzy są tu trudną do przekroczenia barierą, która mogłaby lokować tę dyskusję w kategoriach spokojnego, rzeczowego dyskursu. Podobne zjawisko rejestrujemy podczas debaty o korzyściach i zagrożeniach wprowadzania produkcji żywności modyfikowanej genetycznie. Jest to jednak temat osobny, także ze względu na występujące konteksty natury etycznej.

Innym, bardzo symptomatycznym przejawem rozkwitu ignorancji w społeczeństwie aspirującym do „społeczeństwa wiedzy” jest swoista „kariera” odżywającego kreacjonizmu. Warto o tym wspomnieć chociażby dlatego, że obchodzimy obecnie (u nas, nieco nieśmiało) Rok Darwinowski w 200 rocznicę urodzin Karola Darwina i 150 rocznicę ukazania się jego wiekopomnego dzieła „O powstawaniu gatunków drogą naturalnego doboru”. Swoistą wymowę ma fakt, że najbardziej gorące spory o nauczanie kreacjonizmu w szkołach toczą się w Stanach Zjednoczonych AP uznawanych słusznie za najbardziej dynamiczne pod względem cywilizacyjnym społeczeństwo świata. Zmodyfikowana wersja tzw. kreacjonizmu naukowego pod nazwą „inteligentnego projektu” (IT) ma znaczącą liczbę zwolenników. Wg ankiety przeprowadzonej przez Instytut Gallupa (2004), aż 45% Amerykanów, wierzy, że wyłącznie Bóg odpowiada za stworzenie życia na Ziemi, a zaledwie 13% przyjmuje, że proces ewolucji zachodził bez udziału Boga. Głównym ośrodkiem propagowania pseudonaukowego kreacjonizmu jest działający w USA (Dallas, Teksas) od 1970 r. Instytut ds. Badań Stworzenia (Institute for Creation Research), którego program oparty jest na biblijnym fundamentalizmie w łonie protestantyzmu.

Rzecz znamienna, że szczególny rozgłos w propagowaniu antydarwinizmu przynosi obecnie działalność Andana Oktara (występującego pod pseudonimem pisarskim Harun Yahya), honorowego prezesa Fundacji Badań Naukowych, założonej w Turcji w 1990 r. Liczne „dzieła” Haruna Yahya są przeniesieniem amerykańskiego kreacjonizmu biblijnego do warunków dyktowanych przez Koran. Wydany ostatnio w imponującej szacie edytorskiej „Atlas Stworzenia” (Atlas of Creation), którego pierwszy i drugi tom (800 str.!) ukazał się w 2007 r., a całość zamierzona jest na 12 tomów. Tłumaczony na wiele języków, rozsyłany po całym świecie (trafił też do moich rąk) propagowany jest z wielkim rozmachem i nakładem ogromnych środków finansowych (także w wersji elektronicznej na specjalnie założonych witrynach internetowych: atlasofcreationimpact.com; harunyaimpact.com; w 2008 r. ściągnięto ponad 80 mln kopii!!!). Wspominam o tym również dlatego, że H.Yahya prowadzi równolegle zaciekłą krucjatę antymasońską, uznając iż darwinizm jest bezbożną ideologią wspieraną przez wolnomularstwo (m.in. The New Masonic Order ~ 1000 str.; Global Freemasonry, 2003; Those Who Plot Evil Actions. Templars and Freemasons, 2007)

4.

Głębszą refleksję musi wzbudzać fakt, że w okresie nawoływań do budowania „społeczeństwa wiedzy” rozwija się równolegle szeroki front paranauki, pseudonauki czy jak niektórzy chcą – antynauki. Czy jest to tylko swoista reakcja na presję scjentyzmu, znamienna dla epoki postmodernizmu? A może także swego rodzaju „odruch obronny” wobec obezwładniającego „szumu informacyjnego”, który niesie rewolucja komunikacyjna? Wprawdzie to nic nowego pod słońcem, bowiem różnorodne przejawy paranauki towarzyszą nieodłącznie rozwojowi nauki nowożytnej od momentu jej ukształtowania się w XVIII w. Wszak epoka Oświecenia to nie tylko racjonalizm Woltera, Rousseau i całej plejady wielkich myślicieli wieku rozumu. Nie wszyscy przecież słuchali wezwania Immanuela Kanta: Sapere aude! Miej odwagę posługiwać się swym własnym rozumem – [tak oto brzmi hasło oświecenia ],ale zaraz pytał: czy – żyjemy obecnie w oświeconej epoce? – odpowiedź brzmieć będzie: nie, ale w epoce oświecenia…(I. Kant „Was ist Aufklärung” 1784).

Dziś obserwujemy jednak swoistą erupcję pseudonauki, tym groźniejszą, o paradoksie, że sprawnie rozpowszechnianą przy użyciu najnowocześniejszych narzędzi przekazu będących efektem osiągnięć współczesnej nauki i techniki. Parapsychologia, psychotronika, astrologia czy wreszcie modne prądy filozoficzne New Age- mają ogromne rzesze odbiorców. Wystarczy spojrzeć chociażby na bogatą ofertę wydawnictw z tego zakresu, poczytne czasopisma typu „Nieznany Świat”, „Czwarty Wymiar”, „Nexus” i in. (nb. grzecznie ułożone w jednym dziale „pisma popularnonaukowe” obok „Świata Nauki”, „Wiedzy i Życia” czy „Uranii. Postępy Astronomii”). Można w tym miejscu przytoczyć za Gerardem Labudą, znakomitym historykiem i znawcą problematyki upowszechniania nauki, znane powiedzenie kardynała Carlo Caraffy (1517-1561):Quandoquidem populus…vult decipi, decipiatur. Rzeczywiście, skoro lud chce być oszukiwany… niechże będzie oszukiwany… Oczywiście, jak powiada Labuda, pierwsza część tej wypowiedzi w dalszym ciągu się potwierdza w naszych bardziej racjonalnych czasach, z drugą natomiast nie możemy się identyfikować. Trzeba wszakżeodchodzić od bardzo rozpowszechnionej w świecie naukowym postawy „dumnego odosobnienia” w stosunku do pytań i zagadek stawianych w polu oddziaływania paranauki. Nic bowiem nie wskazuje na to, aby nauka w ścisłym tego słowa znaczeniu pozbyła się swego odwiecznego partnera (G. Labuda, O symbiozie nauki i paranauki,1999).Sam, jako przyrodnik, pisałem (1999): Dzieje naukowego poznania rzeczywistości przyrodniczej zawsze obfitowały w wątki ezoteryczne. Tajemna mowa gwiazd, kwiatów, drzew, święte góry, kamienie i rzeki oraz cała, ogromna sfera symboliki świata roślin i zwierząt, są jednym z przejawów wszechobecności owych wyobrażeń w naszej tradycji kulturowej. Ponadczasowa skłonność myślenia magicznego wywodzi się z pierwszych prób opisywania zjawisk przyrody i dążenia do określenia miejsca człowieka w świecie Natury. Ta arcyciekawa problematyka jest przedmiotem wielorakich zainteresowań badawczych etnologii, religioznawstwa, a zwłaszcza antropologii kultury… Warto dla naszych potrzeb przywołać celne spostrzeżenie Eliade’go, który zdumiewającą popularność ”…zainteresowania szerszej publiczności symbolem rozumianym jako autonomiczny sposób poznania… uznaje jako przejaw „…reakcji na dziewiętnastowieczny racjonalizm, pozytywizm i scjentyzm, i najpełniej charakteryzuje drugie ćwierćwiecze XX wieku…” Dziś dodać należałoby, że owa reakcja rozciąga się nie tylko na cały wiek XX, ale także stanowi jedną z cech rozpoznawczych społeczeństwa ponowoczesnego, wkraczającego w nowe stulecie.

5.

Wszechobecny kult praxis, umiejętności przydatnych, zdaje się spychać w niebyt wiedzę teoretyczną, o której Arystoteles mówił, że istnieje dla samej siebie i jest najbardziej boska i czcigodna. Bo komu się przyda studiowanie dzieł filozofów, kontemplacja fug Bacha, studiowanie metafor w poezji Williama Blake’a czy szczegółowa analiza detali architektury romańskiej lub tajemnic kunsztu budowniczych katedr gotyckich? Ale, jak powiada znany historyk filozofii – Stefan Świeżawski – świat bez kontemplacji jest zdradzony, bo człowiek pozbawia się tego, co jest jego największym skarbem – mądrości… bo kulturze potrzebny jest niepokój metafizyczny, który dzisiaj jednak jakby zatraciła (por. „Zdradzona mądrość”, rozmowa z S. Świeżawskim, GW 24.01.2001). Nie chcę poddawać się modnej endologii wieszczącej koniec nauki, czy jak uznaje Francis Fukuyama w swych książkach „Koniec historii”, „Koniec człowieka” (oryg. „Our Posthuman Future” – Nasza poczłowiecza przyszłość). Nie lekceważyłbym jednak całkowicie przestrogi wypowiedzianej już przez Heideggera, który uważał, że technicyzacja świata położy kres metafizyce, przyniesie klęskę człowiekowi i jego kulturze. Wprawdzie orędownik krytycznego racjonalizmu – Karl Popper twierdzi z przekonaniem, iż racjonalność empiryczna nie wyklucza metafizyki. Wbrew poglądom neopozytywistów, uznaje on, że metafizyka niesie także treści poznawcze, a nie tylko emocje. Mam pełną świadomość, że dotykamy tu ogromnie złożonego i szerokiego problemu, który od lat zajmuje uwagę filozofów, kulturoznawców, medioznawców i wywołuje gorące spory. Nie możemy tych kwestii tutaj głębiej rozwinąć, chociażby ze względu na ramy czasowe,. Może tylko przywołajmy sceptyczne spostrzeżenie wytrawnego znawcy tematu – KTT, który analizując fakt zderzenia dwóch formacji kulturalnych nazywanych umownie „kulturą typograficzną” i „kulturą elektroniczną” , wskazuje, że pomiędzy nimi wyrasta …zasadniczy konflikt, którego istota polega na tym, iż oba te nurty kształtują odmienny typ osobowości ludzkiej, a w ślad za tym – odmienny typ kultury społecznej… Oświeceniową myśl o prymacie rozumu, zdolnego ogarnąć reguły rządzące światem społecznym, zastępuje w kulturze elektronicznej prymat emocji, zaś rzeczywistość społeczna zamienia się w społeczeństwo spektaklu… rzadko poddawanych racjonalnemu rozbiorowi.. (por. KTT – „Smutek Gutenberga”, Polityka, nr 20, 17.05.2008).

Pochyliłbym się zatem z uwagą nad zatroskaniem wybitnej filozof Barbary Skargi, która niedawno, w wypowiedzi na temat humanistyki wobec współczesnej cywilizacji, wskazywała: „…Nie chcę używać kasandrycznego tonu, ale zbyt wiele faktów przemawia za tym, że ten stechnicyzowany świat nastawiony na konsumpcję i służącą jej modernizację , negliżując humanistyczne wartości i humanistyczną wiedzę, która te wartości rozwija i pielęgnuje, doprowadzi , co już widać, do zacieśnienia horyzontów, skupienia się na wąskich interesach, a przede wszystkim do zubożenia języka, uniformizacji gustów na niskim poziomie, standaryzacji wyobraźni itd. Idziemy prostą drogą do takich czasów, w których najnowocześniejsza poligrafia będzie służyła powielaniu komiksów, wideo i telewizja – do oglądania głupich filmów i pornografii, prasa i internet – do rzucania wymyślnych inwektyw na politycznych przeciwników… Powinniśmy bać się tej wizji, przed którą już nieraz przestrzegano, wizji ludzkości zamieszkującej z całą swą nauką i techniką ruiny myśli o człowieku, jak małpy świątynię Angkor”(por. B. Skarga – „Wiedza najszczytniejsza” GW, 12/13.07.2008).

*

I już na sam koniec pozwolę sobie na refleksję całkiem osobistą, wyciszającą. Dziś, kiedy używane kiedyś często słowa duch, Geist, esprit zdają się być dziwacznym anachronizmem – ja bym jednak zadumał się głębiej nad słowami poety:

…czym byłby ten świat

gdyby nie napełniała go

nieustanna krzątanina poety

wśród ptaków i kamieni…(Zbigniew Herbert)

Ostatnio zmieniany niedziela, 06 grudzień 2015 21:58

Skomentuj

Upewnij się, że uzupełnisz wszystkie pola oznaczone gwiazdką (*). Możesz używać podstawowych znaczników html.



Wykonaj zadanie w okienku poniżej, żeby dodać komentarz

My na Facebooku

Subskrybuj nasz newsletter

Chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się w polskiej i nie tylko masonerii? Zapisz się na newsletter.

Najczęściej czytane

Loża żałobna za Księcia Józefa Poni…

27 Lis 2015 historia masonerii

Wielki Wschód Polski 1910-18

13 Lis 2015 historia masonerii