Jul 21, 2017 Last Updated 10:30 AM, Jul 14, 2017

Deska ucznia

Wielowymiarowość pracy wolnomularskiej nad rozwojem siebie i przez to całej ludz...

Zmiana warty

Drodzy Czytelnicy, w naszym portalu zmiany. Pałeczkę Naczelnego przekazuję brat...

Europa: Nadzieje i Demony

(w hołdzie B:. Piotrowi Kuncewiczowi) Inspiracji do napisania tej deski, drug...

Savoir-vivre-owy charakter etyki dzisiejszej

  • Lis 12, 2015
Dział: Deski
Czytany 577 razy

Deska Mistrza S∴ i D∴ Loży Kultura na Wsch∴ Warszawy

Minimalizm moralny, modny i silny w naszych czasach, wynosi tolerancję do poziomu cnoty moralnej najwyższej albo nawet jedynej. Sprawia on także, iż również sam wymóg tolerancji podlega redukcji – do najłatwiejszego minimum, jakim jest tolerancja wobec inności.

Co więcej, rzeczony minimalizm obejmuje nie tylko tolerancję, lecz także całą resztę etyki. Etyki prostej, łatwej i przyjemnej, jakby na miarę powszechnego dobrobytu, wesołej zabawy i radosnej konsumpcji bez napięć i konfliktów. Bo cóż oznacza ta cała reszta owej etyki dla ludzi sytych i zadowolonych z życia? Oznacza między innymi – rzecz jasna – myślenie pozytywne, czyli wycinanie ze świadomości wszelkich nieszczęść i zagrożeń. Ale przede wszystkim – bycie miłym i sympatycznym dla drugich. Przy koniecznym założeniu, że i my sami, i wszyscy inni są OK. Oczywiście, należałoby założyć również, że przykra historia ludzkości już się dawno – przynajmniej w zasadzie – zakończyła i wszystkie poważne problemy człowieka zostały rozwiązane, a pozostały co najwyżej niektóre trudności z tolerancją i dobrymi manierami.

Życie w takiej luksusowej sytuacji powinno być maksymalnie proste. Tak proste, jak te wszystkie piękne i relaksowe spotkania, które organizujemy sobie w czasie wolnym. W salonie, w zacisznej knajpce lub na uroczej wycieczce dookoła świata. Tolerancja dla osób o innych „preferencjach”, mniej klasycznych kształtach ciała czy nieprzekonujących fryzurach załatwia prawie wszystko. Chodzi już tylko o to, by się odpowiednio zachowywać – nie urażać nikogo z obecnych mową towarzysko niepoprawną. Pod żadnym pozorem nie zdradzać, iż się zauważyło czyjąś nietypową rasę czy mniejszościową barwę skóry.

Podstawowe, oczywiste zasady kindersztuby! Może z lekka przesadzone! Rzecz w tym, że wraz z tolerancją mają wyczerpywać całą etykę. Lecz cóż to za etyka i cóż to za tolerancja, jeśli ich główną normatywną treścią jest tolerować inność! I to w dodatku tolerować inność wszędzie tam, gdzie – jak się podkreśla z naciskiem – „inny nie znaczy gorszy”! Dlaczego taką niewinną inność mamy tolerować, a nie po prostu akceptować? Tak jak akceptujemy w sposób oczywisty całe konieczne zróżnicowanie świata. Dlaczego używać tutaj tego negatywnego słowa, które oznacza znoszenie czegoś z przykrością, czegoś nieprzyjemnego, obiektywnie lub subiektywnie złego. Takie bowiem znaczenie miały przez wieki i mają po dziś dzień słowa „tolerować” i „tolerancja” oraz ich odpowiedniki w różnych językach. Od łacińskiego czasownika „tolerare”- „znosić” „cierpieć, „wytrzymywać”. Jeśli najcenniejszą cnotą ma być znoszenie lub wytrzymywanie czegoś moralnie obojętnego, to wysokość tak ustawionej poprzeczki jest podejrzanie niska.

A warto zauważyć i to, że za takim modelem etyki i tolerancji kryje się dość prymitywna i błędna antropologia. Nie jest przecież prawdą, że na inność ludzie reagują agresją, nienawiścią lub nietolerancją zawsze lub z reguły. Inność potrafi wzbudzać w nas także emocje diametralnie różne: zaciekawienie, życzliwe zainteresowanie, chęć bliższego poznania lub nawet naśladowania. I co równie ważne, w bardzo wielu sytuacjach za niechęcią do innych lub obcych kryją się realne konflikty. Polityczne, prestiżowe, ekonomiczne.

Trudno zaprzeczyć, że w pewnej istotnej mierze taki prymitywny model tolerancji jest efektem oświeceniowej krytyki nietolerancji. Konkretnie – nietolerancji religijnej, niejako według wspomnianego motta ”inny nie znaczy gorszy”. Za praojca takiego pojmowania tolerancji uchodzi Gotthold Ephraim Lessing (1721-1781). Pisarz, estetyk, dramaturg, zapalony teoretyk wolnomularstwa. Obok Chrystusa, Mahometa i Buddy – myśliciel zaliczany do „budzicieli ludzkości”. Za bojownika tolerancji uchodzi przede wszystkim z racji poglądów wyłożonych w sławnym poetyckim dramacie „Natan mędrzec”. Jednak takie ujęcie jest błędne w każdym calu: przede wszystkim, zwalczając nietolerancję, nigdy nie głosił Lessing tolerancji; ideałem moralnym, który proponował wobec tego, co inne, obce lub nieznane, była postawa całkiem odmienna – postawa żarliwego humanitaryzmu. Postawa czynnej troski o człowieka, niezależnej od różnic, które dzielą ludzi. I, co zwykle bywa pomijane milczeniem, chodziło tu Lessingowi o nastawienie, które przeciwstawiał miłości bliźniego. Pełnej okrucieństw chrześcijańskiej miłości bliźniego, która chroniąc przed potępieniem wiecznym, nie cofa się przed przymusem, torturami, zabijaniem, wyłączaniem ze wspólnoty.

Jak więc było z tą jego tolerancją naprawdę? Co w podejściu do obcych religii lub tradycji kulturowych zalecał jako nastawienie optymalne? Odpowiedź jest prosta: pełną życzliwości ciekawość. Chęć i wolę odkrywania – na obcym terenie – rzeczy cennych i pięknych! Propozycję, by tego rodzaju pobudzenie ducha nazywać lub zastępować tolerancją inności, odrzuciłby z odrazą! Jako przejaw małoduszności.

Do obowiązującego dziś kuriozalnego modelu tolerancji należy także odpowiedź na pytanie o jej granice. W kręgach osób chcących uchodzić za oświecone pojawia się ona spontanicznie przy każdej niemal dyskusji na tematy moralne. A jest to odpowiedź zawsze ta sama i czyniąca wrażenie, że się człowiek przesłyszał. Granicę tę stanowi – klarują nam autorytarnie – po prostu nietolerancja, no i oczywiście wszelkie kwestionowanie prymatu tolerancji. Z tonu takiej wypowiedzi, która często dyskusję zamyka, wynika w sposób dość oczywisty, iż ma to być granica jedyna.

Niestety, grzeczność zazwyczaj nie pozwala tu stawiać pytań zasadniczych. Na przykład w takiej oto wyrazistej formie: a co z tolerancją wobec bicia starców, katowania psów, niewypłacania pracownikom należności za pracę? Czy do nietolerowania tych i niezliczonych innych haniebnych czynów mamy przystępować dopiero wtedy, kiedy wiemy, że są popełniane skutkiem czyjejś nietolerancji? Popełniane z tego na przykład powodu, że ktoś nie toleruje dzieci zbyt żywiołowych, starców zbyt gadatliwych, pracowników zbyt pewnych siebie? A co z sytuacją, w której człowiek taki nie wypłaca owych należności albo dręczy słabszych po prostu dlatego, że zaspokaja na tej drodze swą chciwość lub potrzebę naocznej przewagi nad innymi?

Lecz pytania retoryczne takie i inne, choćby najsłuszniejsze, nie załatwiają sprawy. Wskazują co najwyżej, że czas wrócić – także w kwestiach tolerancji – do etyki odpowiedzialności. I że w duchu takiej właśnie etyki należy prowadzić rzeczone granice tolerancji. Nasuwa się tu notabene wzór relacji między tolerancją i nietolerancją bardzo prosty i niemal oczywisty. A mówi on: nie akceptować moralnie czynów, postępków, zachowań, które komukolwiek szkodzą lub powodują czyjeś niepotrzebne cierpienia, zarazem tolerować wszystko, czego nietolerowanie przyniosłoby więcej szkód niż pożytków. Wedle kryterium mniejszego zła!

Na przykład: nie żądać i nie stosować kar więzienia za handel alkoholem – prohibicja i jej skutki mówią za siebie; nie karać także za prostytucję lub za drobne kradzieże popełniane z głodu; nie żądać satysfakcji za każdą zniewagę lub niesprawiedliwą ocenę własnej osoby; nie domagać się kar za obrazę uczuć religijnych, narodowych, zawodowych, rodzinnych; nie stosować nagan i sankcji tam, gdzie okrężną, profilaktyczną drogą można osiągnąć tyle samo albo znacznie więcej. Innymi słowy, nietolerancję czynną zastępować, gdzie się da, poprawianiem warunków życia własnego i cudzego. Przy pełnej świadomości, że savoir-vivre jest rzeczą bardzo ważną, lecz nie zastąpi etyki na miarę prawdziwego życia, pełnego wielkich konfliktów, a często i sytuacji bez wyjścia. Nadchodzące trudne czasy zapewne wyostrzą tę świadomość znacznie.

A tolerancja wobec inności? Niech ją sobie kultywują ludzie bardzo małego serca. Kto dysponuje sercem lub umysłem normalnie rozwiniętym, pójdzie śladem Lessinga i jego mędrca Natana; zawsze życzliwie ciekaw ludzi inaczej niż on sam ukształtowanych, z ich nieznanymi bogactwami, które przeczuwa i będzie odkrywał.

Tak czy inaczej, chcąc użyć słowa „tolerancja”, warto pomyśleć, czy naprawdę o nią nam chodzi. Niewykluczone bowiem, że chodzi nam o coś zupełnie innego. Może o akceptację i życzliwość w połączeniu z troską, która wybiega w przyszłość?

Ostatnio zmieniany niedziela, 06 grudzień 2015 21:58

Skomentuj

Upewnij się, że uzupełnisz wszystkie pola oznaczone gwiazdką (*). Możesz używać podstawowych znaczników html.



Wykonaj zadanie w okienku poniżej, żeby dodać komentarz

My na Facebooku

Subskrybuj nasz newsletter

Chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się w polskiej i nie tylko masonerii? Zapisz się na newsletter.

Najczęściej czytane

Loża żałobna za Księcia Józefa Poni…

27 Lis 2015 historia masonerii

Wielki Wschód Polski 1910-18

13 Lis 2015 historia masonerii