Oct 16, 2018 Last Updated 12:55 PM, Oct 9, 2018

O masonerii we Wrocławiu

Zapraszamy na spotkanie z wolnomularzem, członkiem jednej z polskich lóż...

Kartka z kalendarza – Mały ksi…

75 lat temu, 6 kwietnia 1943 r., nakładem nowojorskiego wydawnictwa Reynal &...

Zapraszamy na wykład w Dąbrowi…

Wszystkich interesujących się Sztuką Królewską zapraszamy 12 kwietnia 201...

O niepodległościowym zaangażowanie masonów w latach 20 XIX w.

Między Warszawą i Poznaniem
W pracach nad dziejami ziem polskich czasu zaborów autorzy na ogół koncentrują się na sprawach związanych z walką narodowowyzwoleńczą, gospodarką, wielką polityką. Znacznie rzadziej spotykamy opracowania analizujące wzajemne powiązania pomiędzy poszczególnymi zaborami. Nie jest to zadanie łatwe w sytuacji, gdy wszystkie trzy części podzielonego kraju rozwijały się według odmiennych reguł i zasad, przede wszystkim zaś mentalności, a w miarę upływu czasu różnice te pogłębiały się coraz bardziej. Z tym większym zainteresowaniem należy spojrzeć na formy organizacyjne i kontakty oparte na funkcjonowaniu związków i stowarzyszeń wspólnych, opartych na tych samych zasadach – niezależnie od zaboru. Do organizacji takich należało wolnomularstwo.


Walka o odzyskanie wolności była jednym z priorytetów działania polskich kręgów narodowych we wszystkich trzech zaborach, jakkolwiek czyniono to nieraz odmiennymi metodami, opartymi na różnych założeniach. W Królestwie Polskim aż do 1864 roku stawiano przede wszystkim na organizowanie kolejnych powstań zbrojnych. W zaborze austriackim początkowo rozumowano podobnie, jednak z czasem wyłonił się pragmatyczny, a jednocześnie oparty na mocnych podstawach ruch akcentujący potrzebę usunięcia przyczyn wewnętrznych, które niegdyś doprowadziły do klęski, a potem likwidacji Rzeczypospolitej. W zaborze pruskim z czasem wytworzyła się swoista wielkopolska droga do niepodległości, wyrażająca się w pracy organicznej (ale nie uchylającej się od udziału w walce zbrojnej, gdy nadchodziła jej pora), tworzeniu struktur konkurencyjnych dla zaborcy – i wreszcie jednego, ale za to skutecznego uderzenia powstańczego. Na tle wszystkich owych tendencji wrzała konspiracja, ruch spiskowy, który w zależności od miejsca i okoliczności przybierał różną postać i często odmienne formy.
Wolnomularstwo działające na ziemiach poszczególnych zaborów, w tych realiach znalazło się w niezręcznej sytuacji. Punkt drugi Konstytucji Jamesa Andersona, obowiązującej wszystkich masonów, niezależnie od epoki i obediencji, głosi:
„Wolnomularz jest spokojnym poddanym Władz cywilnych, gdziekolwiek by nie mieszkał czy pracował. Nie bierze nigdy udziału w spiskach i sprzysiężeniach, które mogłyby godzić w pokój i dobro narodu. Jest posłuszny niższym władzom administracyjnym. Ponieważ wojna, rozlew krwi i zamieszki zawsze szkodziły Wolnomularstwu, dawni Królowie i Książęta tym bardziej byli skorzy do popierania ludzi przynależących do Wolnomularstwa z racji na ich spokojne usposobienie i wierność. Tak więc Bracia odpowiadają czynami swoim przeciwnikom i sprawiają, że z każdym dniem wzrasta honor Bractwa, które zawsze kwitnie w czasie pokoju. Dlatego też, gdyby zdarzyło się Bratu zbuntować przeciwko Państwu, nie powinien on być wspierany w tym swoim buncie.”
Stanowisko więc jest jednoznaczne. Mason, jeżeli nie chce naruszyć podstawowego punktu Konstytucji swego zakonu, nie ma prawa angażować się w jakąkolwiek działalność konspiracyjną, spiskową. Jednak w dalszym ciągu tego punktu pozostawiono swoistą furtkę:
„Niemniej jednak można by mu współczuć jako nieszczęśliwemu człowiekowi. I pomimo że wierne Bractwo powinno potępić jego bunt i nie dawać na przyszłość powodów do nieufności czy zazdrości politycznej Rządowi, to jeżeli nie zostałby uznany winnym żadnego innego przestępstwa, nie mógłby zostać wykluczony z Loży i jego stosunki z nią nie mogłyby zostać anulowane.”.
Czyli „na upartego” można wywnioskować, że jeżeli jednak brat lożowy zaangażuje się w działalność polityczną (formalnie zabronioną podczas prac), loża mu współczuje, ale i nie pomoże, nie wesprze. W pracy tej zdany będzie wyłącznie na siebie i sam poniesie konsekwencje ew. niepowodzenia. Sprawa jest bardzo istotna, bo mimo takiej postawy i tak od początku istnienia wolnomularstwa spekulatywnego, organizacja przez niektóre kręgi, zwłaszcza zachowawcze, posądzana była o wszelkie zło tego świata i konsekwentnie zwalczana. Jednak pozostał aktualny punkt podstawowy: jeżeli któryś z braci zdecyduje się na aktywną działalność opozycyjną wobec panującej władz, na spiskowanie i udział w sprzysiężeniu politycznym – działa na własną rękę i nie wolno mu angażować do tego loży.
W tej sytuacji były dwa wyjścia: zaangażowanie, ale bez używania szyldu loży wolnomularskiej, albo założenie organizacji parawolnomularskiej, która w rzeczywistości byłaby spiskiem politycznym. Masoni zawsze ciekawili, korcili, budzili emocje. Przynależność kogoś do loży przez profanów, osoby spoza tego środowiska, traktowana była jako związek z tajemniczą organizacją. Denerwowała – ale i dodawała tajemniczości, swoistego uroku. Na pewno duże znaczenie miał snobizm; przynależność do tajemnego stowarzyszenia dodawała splendoru we własnych oczach – ale i budziła nadzieje na poprawienie swego bytu, czy statusu społecznego. W sprawach niepodległościowych legalnie funkcjonujące wolnomularstwo, wobec wewnętrznych tajemnic bractwa, pozwalało konspirować, bez narażania się na inwigilację.
Wolnomularstwo w każdym z trzech zaborów rozwijało się według nieco innych zasad, w zależności od warunków, jakie tam panowały. W Królestwie Polskim loże działały w miarę spokojnie, a nawet zaspokajały snobizm niektórych przedstawicieli administracji rosyjskiej. W Galicji było tak, jak w całym cesarstwie austriackim. Na ziemiach zaboru pruskiego, zwłaszcza w Wielkopolsce, po burzliwym okresie napoleońskim, Berlin najwyraźniej starał się zachować kontrolę nad polskimi środowiskami wolnomularskimi, podporządkowując je centrali berlińskiej. Z czasem zresztą w latach siedemdziesiątych XIX wieku doszło do eliminacji polskich lóż w regionie – nawet w języku i terminologii, jakkolwiek pozostałe loże, niemieckie, nie czyniły przeszkód w przyjmowaniu Polaków i zachowywały się wobec nich lojalnie. Prace jednak prowadzone już były tylko w języku niemieckim.
Oczywiście błędem byłoby przekonanie, że administracja państw zaborczych darzyła polskich wolnomularzy całkowitym zaufaniem. Cały ruch masoński zresztą był uważnie obserwowany. Prowadzono inwigilację, wprowadzano do lóż konfidentów, co nie zawsze zdawało egzamin w sytuacji, gdy honorowy brat lożowy musiał wybierać między wykonaniem zadania i zastosowaniem się do zasad obowiązujących w loży.[1]
Sytuacja zaczęła się zmieniać z chwilą, gdy zauważono zaangażowanie wolnomularzy w ruchu rewolucyjnym i niepodległościowym – ale w związkach paramasońskich, jak np. karbonariusze, czy Wolnomularstwo Narodowe na ziemiach polskich. Wprawdzie każda z tych organizacji działała w innym czasie i w odmiennych warunkach, mechanizm kamuflażu był zbliżony. W rezultacie, po zaobserwowaniu podobnych tendencji także w Rosji, car Aleksander I po prostu uderzył w cały ruch wolnomularski i w sierpniu 1822 roku zabronił działania wszelkim zrzeszeniom masońskim. Oczywiście, decyzja ta obejmowała również Królestwo Polskie.[2]
Konspiratorzy niepodległościowi, którzy rozpoczęli swoją działalność w chwili gdy się okazało, że obiecywana w 1815 roku choćby względna autonomia ziem polskich w granicach obcych mocarstw, nie będzie wprowadzona, traktowali wszystkie trzy zabory jako część jednego, polskiego państwa. Ruch przez granice, mimo że ograniczony przepisami paszportowymi, odbywał się bez przeszkód – chyba że akurat w Królestwie trwało kolejne powstanie, albo istniało zagrożenie rozprzestrzenienia się epidemii. Emisariusze i łącznicy pomiędzy poszczególnymi związkami i stowarzyszeniami spokojnie wykonywali swe misje. Trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że często spotykane w literaturze historycznej przekonanie, że konspiracja była całkowita i skuteczna, nie odpowiada realiom. Policje państw zaborczych uważnie obserwowały sytuację i często lepiej orientowały się w działaniach i zamiarach polskich spiskowców, niż im samym się to wydawało.[3]
x x x
Powszechnie dziś przyjmujemy, że ruch spiskowy wśród oficerów armii Królestwa Polskiego, był oparty nie tylko na podstawach niepodległościowych, patriotycznych. W wojsku, zwłaszcza wśród oficerów, narastała także ściśle ambicjonalna opozycja wobec osoby wielkiego księcia Konstantego, wynikająca ze złego traktowania przezeń podwładnych i niewielkich szans awansu. O tworzeniu w pełni zakonspirowanych spisków w końcu drugiej dekady XIX wieku jeszcze nie myślano. Znacznie wygodniejsze było zastosowanie kamuflażu, jeśli nie formalnie funkcjonującej loży wolnomularskiej, to przynajmniej organizacji wzorującej się na masonerii – jak najbardziej legalnej i zrzeszającej wielu oficerów polskich. Środowiskiem grupującym takich ludzi, była w 1819 roku loża „Wolność Odzyskana”, pracująca w Lublinie. Należeli do niej m.in. major 4 pułku piechoty liniowej Walerian Łukasiński, adwokat Jakub Szreder, sędzia Kazimierz Machnicki, podpułkownik Franciszek Kozakowski i adiutant generała Maurycego Haukego, Tomasz Skrobecki.[4] Oni też 3 maja 1819 roku powołali Wolnomularstwo Narodowe.
Oficjalnie sformułowany program tej organizacji, może dziś zaskakiwać oględnością i unikaniem retoryki niepodległościowej. Oficjalnie zadaniem związku było „utrzymanie narodowości” i pomoc wzajemna, zwłaszcza wśród wojskowych.[5]
Obrzędowość stosowana w Wolnomularstwie Narodowym oparta była na obowiązującej w masonerii w ogóle – wszakże z podkreśleniem formalnej lojalności wobec panującego. W pomieszczeniu lożowym umieszczone było popiersie Aleksandra I, starano się też podkreślić zasługi monarchy dla odbudowania Polski tj. Królestwa Polskiego.[6] Kandydat był więc przyjmowany do loży ozdobionej wizerunkiem króla i w tym otoczeniu składał przysięgę wolnomularską. Znamienne jednak, że podczas podnoszenia na stopień drugi, popiersia Aleksandra I już w świątyni nie było. Wtedy już powoli wprowadzano zainteresowanego w niepodległościową istotę organizacji. W treści przysięgi kandydata i wystąpieniu Czcigodnego loży były (zdawałoby się formalne) akcenty nakazujące wierność Ojczyźnie w jej ciężkich chwilach – przy stopniu drugim już te sprawy bardziej konkretyzowano. Zadaniem brata było:
„Opisywać czyny sławnych rodaków, popierać rozkwit narodowy, szerzyć korzystne opinie, podtrzymywać ducha, współbraciom dodawać otuchy, bronić Towarzystwa i Ojczyzny, a szczególnie przeciwdziałać odważnie wszelkim niebezpieczeństwom, aby osiągnąć kiedyś cnotę najwyższą: poświęcić się dobrowolnie dla szczęścia Ojczyzny”.
W celach tych jednak nie używano retoryki militarnej, ale pod ogólnymi sformułowaniami nakazującymi zachowanie postawy patriotycznej, akcentowano już konieczność poświęcenia, gdyby zaszła taka potrzeba. W ten sposób zaasekurowano się na wypadek infiltracji przez carskie tajne służby. Z czasem, w trakcie procesu, okazało się, że taka metoda była słuszna.
Od samego początku, od lata 1819 roku, podjęto działania rozszerzające zasięg Wolnomularstwa Narodowego, na Wielkopolskę. W następnym roku podjęto kroki w stronę Litwy, Wołynia i Ukrainy; powstała tam organizacja pokrewna pod nazwą Towarzystwa Dobroczynnego, później Templariuszy. Zadanie rozszerzenia Wolnomularstwa Narodowego na Wielkopolskę otrzymał podpułkownik Ignacy Dobrogoyski. Potem dołączyli w tym działaniu inni oficerowie rodem z Wielkopolski, wśród nich generałowie Jan Nepomucen Umiński i Ignacy Prądzyński oraz pułkownik Ludwik Sczaniecki.[7]
Początki jednak nie były obiecujące. Umiński zrazu podszedł do propozycji Dobrogoyskiego bez entuzjazmu. Jako typowy oficer liniowy, źle się czuł w konspiracji, znacznie bardziej odpowiadałoby mu dowodzeniem wojskiem regularnym, bezpośrednio, w polu. Jednak zainteresował się sprawą pułkownik Ludwik Sczaniecki, który w pierwszych miesiącach 1820 roku miał już zebrane pokaźne grono wolnomularzy narodowych. Z. Zaleski ustalił, że byli to m.in.: hr. Wiktor Szołdrski, Gajewski, Czapski, Pawlikowski, sędzia Morawski (były wybitny członek loży polsko-francuskiej w Poznaniu), Jarochowski, Karol Stablewski, Klaudiusz Sczaniecki, dwaj bracia Bojanowscy, Zaborowski, Radomski, Stanisław Chłapowski, Skórzewski, trzej bracia Mielżyńscy, dwaj Potworowscy, Tytus hr. Działyński, Józef Krzyżanowski, studenci Garstkiewicz, Monkowski, Bukowiecki, Alojzy Zaborowski, niejaki Kalinowski…[8] Było też sporo młodzieży, która jednak nie sprawdzała się w działaniu. Spotkania najczęściej odbywano w mieszkaniu Sczanieckiego, a łącznikiem („hospitantem”) z centralą warszawską był gen. I. Prądzyński. Stałego pomieszczenia do prac nie było, ani też nie próbowano go urządzać.

Jan Nepomucen Umiński
Generał Umiński ostatecznie jednak zdecydował się na przystąpienie do poznańskiej filii Wolnomularstwa Narodowego. Jak pisze Z. Zaleski: „Umińskiego. przyjęto do loży w czasie wypłat świętojańskich w r. 1820 w domu Sczanieckiego, jak się zdaje, w przytomności Morawskiego, Prądzyńskiego, Adama Grabowskiego i in. Według świadectwa Prądzyńskiego recepcja ta nastąpiła bardzo uroczyście. Wszyscy obecni byli udekorowani wstęgą krzyża pamiątkowego polskiego. Na stole ustawiona była figura cara rosyjskiego i położona księga, mająca wyobrażać konstytucję Królestwa Polskiego. Zebrani odśpiewali przy zakrytych okiennicach pieśń „Święta miłości kochanej ojczyzny”, po czym zwrócono kilka przemówień do gen. Umińskiego i odebrano odeń przysięgę.”[9]
Poza Poznaniem filie (nie ma dowodu na to, że loże) Wolnomularstwa Narodowego powstały w 1820 roku w Gostyniu i w Lesznie, gdzie zbierano się w miejscowym kasynie, czyli klubie towarzyskim. Tam też nawet podczas podniosłego spotkania WN (poprzedzonego spożyciem dobrych trunków) doszło nawet do spontanicznego podjęcia decyzji przepędzenia Prusaków z miasta następnego dnia nad ranem; dopiero interwencja obecnego na spotkaniu Prądzyńskiego, zapobiegła niekontrolowanym działaniom, o nieobliczalnych skutkach.[10]
W sumie jednak dziś historycy są dość jednoznacznego zdania, że poza patriotyczną retoryką i spotkaniami, Wolnomularstwo Narodowe nie podjęło żadnych konkretnych działań; można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że rola tej organizacji w dzisiejszej ocenie działalności niepodległościowej okresu zaborów, jest znacznie przereklamowana. Sztafaż wolnomularski dla działań wolnościowych był dość słaby, ale z drugiej strony dla samego Łukasińskiego i jego współpracowników stał się krępujący. Większość osób przystępujących do WN zakładała większe zaangażowanie w działalność spiskową, aktywność organizacyjną. Tymczasem spotkania oparte były głównie na retoryce, dyskusjach o sprawach patriotycznych – lecz bez konkretnych poczynań i decyzji. Sytuacja ta zresztą była później wykorzystywana przez Łukasińskiego i towarzyszy podczas procesu jako akcent łagodzący. Bardzo wcześnie więc zaczęły się pojawiać głosy krytyczne i atmosfera sprzyjająca rozłamowi.
Tak samo było w Wielkopolsce. Ludwik Sczaniecki ze swymi kolegami, stał na pozycji zachowawczej, uważał, że niczego zmieniać nie warto. Z kolei J.N. Umiński, uważał, że skoro zdecydował się przystąpić do WN, po długim namyśle, to ma pełne prawo popierać kierunek spiskowy, zmierzający do powstania zbrojnego. Wszystkich zaś irytowała konieczność typowo wolnomularskiej drogi awansu na kolejne szczeble i brak niepodległościowych konkretów.[11] Z czasem też okazało się, że bracia warszawscy nie zawsze zachowywali dyskrecję, Mikołaj Nowosilcow (komisarz carski przy Radzie Stanu Królestwa Polskiego) coraz uważniej zaczął się przyglądać organizacji, podczas gdy Wielkopolanie konsekwentnie milczeli,. Domagano się większej samodzielności lóż „poznańskich”, a także rezygnacji z oficjalnej atencji dla osoby cara Aleksandra I; dla Wielkopolan był to taki sam zaborca jak ich, pruski – zatem nie widzieli powodu dla odrębnego traktowania.
Na czele opozycji wobec Warszawy stanęli Umiński i Adam Morawski. Wreszcie opracowano założenia zupełnie nowej organizacji, o odmiennym, w stosunku do WN, statucie i zmienionej nazwie. Koncepcja ta uzyskała akceptację większości zgromadzenia i tak jesienią 1820 roku loża Wolnomularstwa Narodowego w Poznaniu została rozwiązana. Narodził się Związek Kosynierów. Był to również początek końca Wolnomularstwa Narodowego w ogóle. Próbowano ratować sytuację radykalizacją postawy i nawiązaniem kontaktu w rewolucjonistami francuskimi. Ostatecznie jednak w sierpniu 1820 roku, po prawie szesnastu miesiącach od założenia organizacji, Wolnomularstwo Narodowe zostało rozwiązane. Decyzja nie dotyczyła całości związku, zgodnie z masońską zasadą autonomiczności lóż, każda musiała podjąć decyzję sama. Jednak ostateczny koniec WN nastąpił bardzo szybko.[12]
Od tej chwili czołową postacią konspiracji niepodległościowej w Poznańskiem stał się generał Jan Napomucen Umiński. Odrzucono symbolikę wolnomularską, a dotychczasowych wolnomularzy narodowych zebrano w najzwyczajniejszy związek tajny. Formalnie na czele organizacji stanął generał Stanisław Mielżyński, natomiast Umiński został delegatem do centrali warszawskiej. W kwietniu 1821 roku w warszawskich Łazienkach spotkali się przedstawiciele Związku Kosynierów i Wolnomularstwa Narodowego. Umiński zaproponował niezadowolonemu z rozłamu Łukasińskiemu, połączenie obydwu organizacji – ale na poznańskich warunkach. W wyniku kolejnych spotkań, stopniowo, krok za krokiem, Warszawa podporządkowała się tej koncepcji.[13] Ustalono też rotę przysięgi, znacznie bardziej zdecydowanej niepodległościowo, niż ta, którą składali członkowie Wolnomularstwa Narodowego. Ale była to już trzecia, zupełnie inna organizacja: Towarzystwo Patriotyczne. Ciągłość logiczna, organizacyjna: Wolnomularstwo Narodowe – Związek Kosynierów - Towarzystwo Patriotyczne, jest wyraźna. W nowej organizacji około 40% członków było wolnomularzami – ale z lóż regularnych, stale funkcjonujących.
Zasięg tej organizacji był znacznie szerszy, więcej też znaczących oficerów znalazło w niej swoje miejsce. W Wielkopolsce generał Antoni „Amilkar” Kosiński zanadto zbliżył się do pruskiego establishmentu, więc nie mógł być brany pod uwagę – ale rozważano możliwość nawiązania kontaktu z mieszkającym w Dreźnie generałem Karolem Kniaziewiczem. Tym razem zasięg spisku spowodował zaniepokojenie w dyplomacji rosyjskiej i wreszcie w Petersburgu, informowanym okrężną drogą w wyniku niedyskrecji polskich oficerów wobec urzędników carskich. Wielki książę Konstanty musiał działać, o ile chciał oczyścić armię Królestwa Polskiego z zarzutów.[14]
W 1822 roku, w wyniku nieostrożności polskich konspiratorów nastąpiły pierwsze aresztowania wśród członków Towarzystwa Patriotycznego. W następnym roku wielki książę Konstanty poinformował władze berlińskie o powiązaniach między spiskowcami z Królestwa Polskiego i polskimi działaczami niepodległościowymi z Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Prusacy wtedy zwrócili szczególną uwagę na generała Umińskiego. W Królestwie Polskim aresztowano Łukasińskiego i jego najbliśzych współpracowników. Jednak akcja trwała systematycznie, krok za krokiem. W lutym 1826 roku aresztowano i osadzono w toruńskim więzieniu J.N. Umińskiego, Józefa Krzyżanowskiego i Macieja Mielżynskiego. Śledztwo z pruskiej strony prowadzone było niezręcznie i mało profesjonalnie: dość powiedzieć, że poza podejrzeniem pozostawał pułkownik Ludwik Sczaniecki, niegdysiejszy twórca poznańskiej loży Wolnomularstwa Narodowego. Dopiero w sierpniu 1826 roku dokonano konfrontacji ze spiskowcami aresztowanymi w Warszawie, a w rok później zapadł wyrok. Generał Umiński, w odróżnieniu od innych oskarżonych, nie wypierał się swego udziału w spisku, pomniejszał rolę kolegów, ale gdy tylko była taka możliwość, wykorzystywał do obrony akcenty korzystne dla siebie. Ostatecznie… zdrady stanu oskarżonym nie udowodniono, wyroki zapadły nie najsurowsze, a sam Umiński został skazany na 6 lat pobytu w twierdzy, za udział w towarzystwie tajnym. Karę odbywał w Głogowie, skąd udało mu się uciec do powstania listopadowego. Kiedy w 1846 roku wrócił z emigracji, odbywał resztę kary w Minden.[15] Stron rodzinnych już nie zobaczył, zmarł w 1857 roku w Hesji, w Wiesbaden.
Parokrotnie tu cytowany Zygmunt Zaleski, autor opracowania o Wolnomularstwie Narodowym w Poznaniu, swój artykuł podsumował niezwykle trafnym stwierdzeniem:
„Proces gen. Umińskiego zakończył dzieje masonerii narodowej, Związku Kosynierów i Towarzystwa Patriotycznego. Ważnym było stwierdzić związek między masonerią a polskimi spiskami patriotycznymi, które potem długo się utrzymywały w różnej postaci. W pierwszych związkach tajnych widoczne są już kardynalne wady tychże: niezgoda, słaba działalność, ponadto tutaj nieudolność w pracy tajnej i brak wychowania spiskowego. Gorący patriotyzm jednostek łączył się - mimo zasadniczej ostrożności - z niesumiennością, wyzyskiem i nie raz łotrostwem różnej hołoty. Jednej jeszcze nie dostrzegamy ujmy, która trzęsła często rozwojem związków tajnych, t.j. chorobliwej ambicji.”
Nic dodać, nic ująć. Próba powiązania wolnomularstwa jako organizacji jawnej, ze związkiem o charakterze narodowowyzwoleńczym, zakończyła się niepowodzeniem. Jest to sytuacja wymagająca jednoznacznego określenia i przyjęcia dość jasno określonych metod działania, a także pracy propagandowej - ich bezbolesne połączenie wydaje się prawie niemożliwe. Masoneria z zasady odrzuca rozwiązywanie sporów drogą wojny, walki zbrojnej – ale nie zgłasza sprzeciwu wobec zaangażowania w obronie zagrożonej ojczyzny. Odwrotnie, nawet takie postępowanie pochwala, jako że patriotyzm jest jednym z moralnych obowiązków wolnomularza. Masoneria nie spiskuje, nie zwalcza urzędującej władzy – ale sprzeciwia się działaniom o charakterze totalitarnym. W tej sytuacji rozdroże, na jakim Walerian Łukasiński od początku postawił swoją organizację, w połączeniu z wadami wymienionymi przez Z. Zaleskiego – spowodowało niepowodzenie przedsięwzięcia. Wolnomularstwo Narodowe rozpadło się od środka, energiczne działanie ze strony tajnych służb Prus i Rosji nie było konieczne. Ciekawe, że i w innych przypadkach w Europie, np. z karbonariuszami, było podobnie. Próby stosowania masońskiego kamuflażu dla działań choćby chwalebnych, bo niepodległościowych – ale odbiegających od podstawowych kanonów wolnomularskich – ani tym działaniom, ani masonerii nie wychodziły na zdrowie i w ostatecznym bilansie przynosiły więcej szkody, niż korzyści dla sprawy. Nie lepiej było w przypadku kolejnej skrajności: ortodoksyjnego traktowania zasad wolnych mularzy i spiskowców niepodległościowych. Polacy nie byli pod tym względem wyjątkowi. Wolnomularstwo Narodowe upadło, a car wkrótce zlikwidował wszelkie organizacje masońskie na obszarze cesarstwa rosyjskiego.
Pojawia się zatem pytanie: dlaczego wolnomularze narodowi, późniejsi kosynierzy i członkowie Towarzystwa Patriotycznego, zostali tak łagodnie potraktowani przez sąd pruski? Wielki książę Konstanty był zainteresowany w tym, by wiadomości o spiskach nad Wisłą nie docierały do Petersburga i starał się załatwiać te sprawy sam, na własnym terenie. W przypadku Prus mechanizm był inny. Historiografia, nie mówiąc już o publicystyce, rzadko zwraca uwagę na sytuację wewnątrz Wielkiego Przymierza i stosunki pomiędzy poszczególnymi państwami. Tymczasem kongres wiedeński, choć na kolejne sto lat uregulował sprawę granic w centralnej Europie, nie zatarł konfliktów i nieporozumień pomiędzy sygnatariuszami traktatu pokojowego. Ostateczna rozgrywka pomiędzy nimi była nieunikniona i wielki konflikt europejski był tylko kwestią czasu. Specyficzną politykę prowadziła Austria, a potem Austro-Węgry – państwo, w którym umiejętne lawirowanie pomiędzy interesami różnych narodowości, było gwarantem zachowania całości państwa. To państwo mogło być tylko katalizatorem, ew. sojusznikiem. Ale starcie między Prusami/Niemcami a Rosją było nieuniknione. Obydwa mocarstwa dzieliło prawie wszystko, z wyjątkiem stosunku do sprawy polskiej – tutaj zgodność była pełna: łupy z lat 1772-1795 miały pozostać nietknięte. Ale i tu obydwa państwa, kiedy tylko było to możliwe, nie szczędziły sobie drobnych złośliwości i działań na przekór; szczególnie Prusy nie odmawiały sobie przyjemności dokuczenia znienawidzonemu żandarmowi Europy. Było tak podczas powstania listopadowego, gdy mimo gromkich pogróżek i zapowiedzi srogich kar, Wielkopolanom – uczestnikom wojny z Rosją nie dokuczono za bardzo. Później, w pierwszym procesie moabickim 1847 roku, po niepowodzeniu planu pierwszego powstania, mającego swym zasięgiem objąć wszystkie trzy zabory, zapowiadano ciężkie represje wobec Polaków – niewiele z tych pogróżek zrealizowano. W 1863 roku zawarta została tzw. konwencja Alvenslebena zakładająca ścisłą współpracę państw zaborczych przy zwalczaniu polskiego ruchu niepodległościowego. I znów w 1864 roku, w czasie drugiego procesu moabickiego wydano surowe wyroki na uczestników powstania styczniowego. Ale i wtedy ostateczne sankcje nie okazały się zbyt dokuczliwe – mimo wyraźnych nacisków ze strony Petersburga. Na tym tle konsekwencje wyprowadzone w latach dwudziestych XIX wieku wobec J.N. Umińskiego i towarzyszy były z jednej strony formą okazania lekceważenia dla polskich spiskowców niepodległościowych, a z drugiej wskazówką dla Rosji, że Berlin będzie kierował się własnym osądem sprawy i nie ulegnie żadnym naciskom.
Próba powiązania wolnomularstwa z ruchem niepodległościowym w zaborach pruskim i rosyjskim się nie powiodła. Z perspektywy czasu można stwierdzić, że niedokładnie była przemyślana, a jeszcze gorzej wykonana. Niewiele też zmieniła ówczesne realia, a skończyła się bardzo niekorzystnie zarówno dla wolnomularstwa, jak i dla polskiego ruchu niepodległościowego.
Przypisy:
________________________________________
[1] Problem próbowano rozwiązać poprzez przeprowadzenie kontroli w loży przez policjantów – braci w fartuszkach. Wydaje się jednak, że pełnej orientacji w tym, co tam się dzieje, organa policyjne nie uzyskiwały.
[2] Problem ten rozwija – także w kontynuacji – m.in. Ludwik Hass w pierwszym tomie opracowania: Loża i polityka. Masoneria rosyjska 1822 – 1995, Warszawa 1998. Tegoż: Wolnomularstwo w Europie Środkowo – Wschodniej w XVIII i XIX wieku, Wrocław 1982, s. 313 – 315.
[3] Przekonanie o doskonałości polskiej konspiracji i spisków niepodległościowych, o „nieprzemakalności” polskich struktur podziemnych, jest jednym z licznych naszych mitów narodowych i dotyczy całej historii Polski. Obejmuje zarówno okres staropolski, jak czasy zaborów, lata drugiej wojny światowej – i konspirację lat osiemdziesiątych XX wieku. Inwigilacja środowisk spiskowych i konspiracyjnych była znacznie większa, niż się sądzi i oficjalnie głosi, a policja bywało, że manipulowała tymi środowiskami. Sukces i klęska w niewielkim tylko stopniu zależały od stopnia zachowania tajemnicy i utajnienia.
[4] L. Hass, Wolnomularstwo…, s. 288.
[5] Tamże; H. Dylągowa, Towarzystwo Patriotyczne i Sąd Sejmowy 1821 – 1829, Warszawa 1970, s. 32 i nast.; Z. Zaleski, Masoneria narodowa w Poznaniu, „Kronika Miasta Poznania” 1923, nr 8, 9-10 – także w opracowaniu niżej podpisanego w formie osobnej publikacji, w serii Biblioteczka „Wolnomularza Polskiego” (t. 25), Warszawa 1999. Fundamentalny ów artykuł na temat Wolnomularstwa Narodowego w Poznaniu, jednak nie uwzględnia ustaleń Szymona Askenazego, gdyż jego praca o Łukasińskim ukazała się kilka lat później. Badacze tematu podejrzewali, że w pracach nad przygotowaniem Wolnomularstwa Narodowego uczestniczył generał Jan Henryk Dąbrowski – aktywny mason wysokiego stopnia. Wydaje się jednak, że nie było realne, mimo niewątpliwej bliskości poglądów; pomijając fakt, że w chwili powołania WN Dąbrowski od prawie roku już nie żył. Zob. też: Sz. Askenazy, Łukasiński, Warszawa 1929, t. 1, s.275 i nast. Liczne wzmianki na ten temat zawiera też pamiętnik Waleriana Łukasińskiego, wydany (w opracowaniu R. Gerbera) w 1986 roku - zwłaszcza na s.159 i n.
[6] Przekonanie o zbawiennych dla sprawy polskiej postanowieniach kongresu wiedeńskiego z 1815 roku, było wtedy powszechne. We wszystkich trzech nowych strukturach administracyjnych: Królestwie Polskim, Wielkim Księstwie Poznańskim i w Rzeczypospolitej Krakowskiej uważano, że jest to pierwszy krok dla uzyskania pełnej autonomii. Z pewnością duże znaczenie miał upadek Napoleona, zmęczenie ciągłymi wojnami i załamanie koncepcji odbudowy Polski, w oparciu o Księstwo Warszawskie. Przez kilka kolejnych lat jednak, zaraz po kongresie wiedeńskim, zapał był powszechny. Nieprzypadkowo pieśń „Boże coś Polskę” została napisana przez Alojzego Felińskiego dla cara Aleksandra I, Karol Kurpiński zaś zadedykował mu swego monumentalnego poloneza „Witaj królu”. Interesujące jednak, że w rosyjskiej historiografii do dziś podkreślany jest nacjonalistyczny program Wolnomularstwa Narodowego: S. Mielgunow, N. Sidorow, Tajnyje znanija. Masonstwo. Mińsk 1998, s. 577 i nast.
[7] J.N. Umiński urodził się w1778 r. w Czeluści nied. Gostynia, Prądzyński zaś - w1792 r. w Sannikach, w Poznańskiem. Płk Ludwik Sczaniecki pochodził z Boguszyna k. Środy (ur. 1789 r.). Pamiętniki I. Prądzyńskiego i L. Sczanieckiego wiele wnoszą do naszej wiedzy na temat ruchu spiskowego w Wielkopolsce i powiązaniach konspiracyjnych między zaborami pruskim i rosyjskim. Także: Sz. Askenazy, op.cit., s. 291 i nast.
[8] Z. Zaleski, Masoneria narodowa, op.cit.
[9] Tamże, l.c.
[10] J.w.
[11] Z. Zaleski, op.cit.; B.J. Umiński, Generał Jan Nepomucen Umiński 1778 – 1851, Wrocław 1999, s. 154 – 155.
[12] Pisze o tym Sz. Askenazy, Łukasiński, Warszawa 1929, t. 2, s. 14 i nast.
[13] B.J.Umiński, Generał…, op. cit., s. 157 i nast.
[14] W tradycji i w historiografii przeważa czarna legenda wielkiego księcia Konstantego. Tymczasem był to człowiek znacznie bardziej skomplikowany (mimo pewnych zaburzeń psychicznych), niż się powszechnie sądzi. Odepchnięty przez brata Mikołaja I od szans na tron w 1825 roku, z Królestwa Polskiego, a zwłaszcza z armii tego państewka uczynił sobie w miarę samodzielną enklawę. W miarę możności też starał się zachować jak największą autonomię od Petersburga. Wojsko Królestwa kochał i boleśnie przeżywał spiski rodzące się wśród oficerów, często też starał się łagodzić ich skutki – zwłaszcza ukrywać je przed carem – i rozwiązywać problemy we własnym zakresie. Sentymentu do polskiego wojska (w dużej mierze opartego na kompleksach) nie odebrały mu nawet spisek Piotra Wysockiego i wybuch powstania w listopadzie 1830 roku. Bardzo złe traktowanie przezeń oficerów, o którym powszechnie wiadomo, wynikało z cech charakteru Konstantego, przede wszystkim zaś z reguł obowiązujących w owym czasie w armii rosyjskiej, do których trwale przywykł.
[15] Po uwolnieniu w 1847 roku Umińskiemu pozwolono zamieszkać w granicach Prus – ale poza granicami Wielkiego Księstwa Poznańskiego.

Skomentuj

Upewnij się, że uzupełnisz wszystkie pola oznaczone gwiazdką (*). Możesz używać podstawowych znaczników html.



Wykonaj zadanie w okienku poniżej, żeby dodać komentarz

My na Facebooku

Subskrybuj nasz newsletter

Chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się w polskiej i nie tylko masonerii? Zapisz się na newsletter.

Najczęściej czytane

Wielki Wschód Polski 1910-18

13 Lis 2015 historia masonerii

Masońska symbolika dla laika

13 Lis 2015 Symbolika