Jan 19, 2019 Last Updated 9:06 PM, Oct 16, 2018

Adam Witold Wysocki nie żyje

Płaczmy, płaczmy, płaczmy lecz nie traćmy nadziei. Wolnomularstwo Polskie, a sz...

O masonerii we Wrocławiu

Zapraszamy na spotkanie z wolnomularzem, członkiem jednej z polskich lóż...

Kartka z kalendarza – Mały ksi…

75 lat temu, 6 kwietnia 1943 r., nakładem nowojorskiego wydawnictwa Reynal &...

O niepodległościowym zaangażowanie masonów w latach 20 XIX w.

Między Warszawą i Poznaniem
W pracach nad dziejami ziem polskich czasu zaborów autorzy na ogół koncentrują się na sprawach związanych z walką narodowowyzwoleńczą, gospodarką, wielką polityką. Znacznie rzadziej spotykamy opracowania analizujące wzajemne powiązania pomiędzy poszczególnymi zaborami. Nie jest to zadanie łatwe w sytuacji, gdy wszystkie trzy części podzielonego kraju rozwijały się według odmiennych reguł i zasad, przede wszystkim zaś mentalności, a w miarę upływu czasu różnice te pogłębiały się coraz bardziej. Z tym większym zainteresowaniem należy spojrzeć na formy organizacyjne i kontakty oparte na funkcjonowaniu związków i stowarzyszeń wspólnych, opartych na tych samych zasadach – niezależnie od zaboru. Do organizacji takich należało wolnomularstwo.


Walka o odzyskanie wolności była jednym z priorytetów działania polskich kręgów narodowych we wszystkich trzech zaborach, jakkolwiek czyniono to nieraz odmiennymi metodami, opartymi na różnych założeniach. W Królestwie Polskim aż do 1864 roku stawiano przede wszystkim na organizowanie kolejnych powstań zbrojnych. W zaborze austriackim początkowo rozumowano podobnie, jednak z czasem wyłonił się pragmatyczny, a jednocześnie oparty na mocnych podstawach ruch akcentujący potrzebę usunięcia przyczyn wewnętrznych, które niegdyś doprowadziły do klęski, a potem likwidacji Rzeczypospolitej. W zaborze pruskim z czasem wytworzyła się swoista wielkopolska droga do niepodległości, wyrażająca się w pracy organicznej (ale nie uchylającej się od udziału w walce zbrojnej, gdy nadchodziła jej pora), tworzeniu struktur konkurencyjnych dla zaborcy – i wreszcie jednego, ale za to skutecznego uderzenia powstańczego. Na tle wszystkich owych tendencji wrzała konspiracja, ruch spiskowy, który w zależności od miejsca i okoliczności przybierał różną postać i często odmienne formy.
Wolnomularstwo działające na ziemiach poszczególnych zaborów, w tych realiach znalazło się w niezręcznej sytuacji. Punkt drugi Konstytucji Jamesa Andersona, obowiązującej wszystkich masonów, niezależnie od epoki i obediencji, głosi:
„Wolnomularz jest spokojnym poddanym Władz cywilnych, gdziekolwiek by nie mieszkał czy pracował. Nie bierze nigdy udziału w spiskach i sprzysiężeniach, które mogłyby godzić w pokój i dobro narodu. Jest posłuszny niższym władzom administracyjnym. Ponieważ wojna, rozlew krwi i zamieszki zawsze szkodziły Wolnomularstwu, dawni Królowie i Książęta tym bardziej byli skorzy do popierania ludzi przynależących do Wolnomularstwa z racji na ich spokojne usposobienie i wierność. Tak więc Bracia odpowiadają czynami swoim przeciwnikom i sprawiają, że z każdym dniem wzrasta honor Bractwa, które zawsze kwitnie w czasie pokoju. Dlatego też, gdyby zdarzyło się Bratu zbuntować przeciwko Państwu, nie powinien on być wspierany w tym swoim buncie.”
Stanowisko więc jest jednoznaczne. Mason, jeżeli nie chce naruszyć podstawowego punktu Konstytucji swego zakonu, nie ma prawa angażować się w jakąkolwiek działalność konspiracyjną, spiskową. Jednak w dalszym ciągu tego punktu pozostawiono swoistą furtkę:
„Niemniej jednak można by mu współczuć jako nieszczęśliwemu człowiekowi. I pomimo że wierne Bractwo powinno potępić jego bunt i nie dawać na przyszłość powodów do nieufności czy zazdrości politycznej Rządowi, to jeżeli nie zostałby uznany winnym żadnego innego przestępstwa, nie mógłby zostać wykluczony z Loży i jego stosunki z nią nie mogłyby zostać anulowane.”.
Czyli „na upartego” można wywnioskować, że jeżeli jednak brat lożowy zaangażuje się w działalność polityczną (formalnie zabronioną podczas prac), loża mu współczuje, ale i nie pomoże, nie wesprze. W pracy tej zdany będzie wyłącznie na siebie i sam poniesie konsekwencje ew. niepowodzenia. Sprawa jest bardzo istotna, bo mimo takiej postawy i tak od początku istnienia wolnomularstwa spekulatywnego, organizacja przez niektóre kręgi, zwłaszcza zachowawcze, posądzana była o wszelkie zło tego świata i konsekwentnie zwalczana. Jednak pozostał aktualny punkt podstawowy: jeżeli któryś z braci zdecyduje się na aktywną działalność opozycyjną wobec panującej władz, na spiskowanie i udział w sprzysiężeniu politycznym – działa na własną rękę i nie wolno mu angażować do tego loży.
W tej sytuacji były dwa wyjścia: zaangażowanie, ale bez używania szyldu loży wolnomularskiej, albo założenie organizacji parawolnomularskiej, która w rzeczywistości byłaby spiskiem politycznym. Masoni zawsze ciekawili, korcili, budzili emocje. Przynależność kogoś do loży przez profanów, osoby spoza tego środowiska, traktowana była jako związek z tajemniczą organizacją. Denerwowała – ale i dodawała tajemniczości, swoistego uroku. Na pewno duże znaczenie miał snobizm; przynależność do tajemnego stowarzyszenia dodawała splendoru we własnych oczach – ale i budziła nadzieje na poprawienie swego bytu, czy statusu społecznego. W sprawach niepodległościowych legalnie funkcjonujące wolnomularstwo, wobec wewnętrznych tajemnic bractwa, pozwalało konspirować, bez narażania się na inwigilację.
Wolnomularstwo w każdym z trzech zaborów rozwijało się według nieco innych zasad, w zależności od warunków, jakie tam panowały. W Królestwie Polskim loże działały w miarę spokojnie, a nawet zaspokajały snobizm niektórych przedstawicieli administracji rosyjskiej. W Galicji było tak, jak w całym cesarstwie austriackim. Na ziemiach zaboru pruskiego, zwłaszcza w Wielkopolsce, po burzliwym okresie napoleońskim, Berlin najwyraźniej starał się zachować kontrolę nad polskimi środowiskami wolnomularskimi, podporządkowując je centrali berlińskiej. Z czasem zresztą w latach siedemdziesiątych XIX wieku doszło do eliminacji polskich lóż w regionie – nawet w języku i terminologii, jakkolwiek pozostałe loże, niemieckie, nie czyniły przeszkód w przyjmowaniu Polaków i zachowywały się wobec nich lojalnie. Prace jednak prowadzone już były tylko w języku niemieckim.
Oczywiście błędem byłoby przekonanie, że administracja państw zaborczych darzyła polskich wolnomularzy całkowitym zaufaniem. Cały ruch masoński zresztą był uważnie obserwowany. Prowadzono inwigilację, wprowadzano do lóż konfidentów, co nie zawsze zdawało egzamin w sytuacji, gdy honorowy brat lożowy musiał wybierać między wykonaniem zadania i zastosowaniem się do zasad obowiązujących w loży.[1]
Sytuacja zaczęła się zmieniać z chwilą, gdy zauważono zaangażowanie wolnomularzy w ruchu rewolucyjnym i niepodległościowym – ale w związkach paramasońskich, jak np. karbonariusze, czy Wolnomularstwo Narodowe na ziemiach polskich. Wprawdzie każda z tych organizacji działała w innym czasie i w odmiennych warunkach, mechanizm kamuflażu był zbliżony. W rezultacie, po zaobserwowaniu podobnych tendencji także w Rosji, car Aleksander I po prostu uderzył w cały ruch wolnomularski i w sierpniu 1822 roku zabronił działania wszelkim zrzeszeniom masońskim. Oczywiście, decyzja ta obejmowała również Królestwo Polskie.[2]
Konspiratorzy niepodległościowi, którzy rozpoczęli swoją działalność w chwili gdy się okazało, że obiecywana w 1815 roku choćby względna autonomia ziem polskich w granicach obcych mocarstw, nie będzie wprowadzona, traktowali wszystkie trzy zabory jako część jednego, polskiego państwa. Ruch przez granice, mimo że ograniczony przepisami paszportowymi, odbywał się bez przeszkód – chyba że akurat w Królestwie trwało kolejne powstanie, albo istniało zagrożenie rozprzestrzenienia się epidemii. Emisariusze i łącznicy pomiędzy poszczególnymi związkami i stowarzyszeniami spokojnie wykonywali swe misje. Trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że często spotykane w literaturze historycznej przekonanie, że konspiracja była całkowita i skuteczna, nie odpowiada realiom. Policje państw zaborczych uważnie obserwowały sytuację i często lepiej orientowały się w działaniach i zamiarach polskich spiskowców, niż im samym się to wydawało.[3]
x x x
Powszechnie dziś przyjmujemy, że ruch spiskowy wśród oficerów armii Królestwa Polskiego, był oparty nie tylko na podstawach niepodległościowych, patriotycznych. W wojsku, zwłaszcza wśród oficerów, narastała także ściśle ambicjonalna opozycja wobec osoby wielkiego księcia Konstantego, wynikająca ze złego traktowania przezeń podwładnych i niewielkich szans awansu. O tworzeniu w pełni zakonspirowanych spisków w końcu drugiej dekady XIX wieku jeszcze nie myślano. Znacznie wygodniejsze było zastosowanie kamuflażu, jeśli nie formalnie funkcjonującej loży wolnomularskiej, to przynajmniej organizacji wzorującej się na masonerii – jak najbardziej legalnej i zrzeszającej wielu oficerów polskich. Środowiskiem grupującym takich ludzi, była w 1819 roku loża „Wolność Odzyskana”, pracująca w Lublinie. Należeli do niej m.in. major 4 pułku piechoty liniowej Walerian Łukasiński, adwokat Jakub Szreder, sędzia Kazimierz Machnicki, podpułkownik Franciszek Kozakowski i adiutant generała Maurycego Haukego, Tomasz Skrobecki.[4] Oni też 3 maja 1819 roku powołali Wolnomularstwo Narodowe.
Oficjalnie sformułowany program tej organizacji, może dziś zaskakiwać oględnością i unikaniem retoryki niepodległościowej. Oficjalnie zadaniem związku było „utrzymanie narodowości” i pomoc wzajemna, zwłaszcza wśród wojskowych.[5]
Obrzędowość stosowana w Wolnomularstwie Narodowym oparta była na obowiązującej w masonerii w ogóle – wszakże z podkreśleniem formalnej lojalności wobec panującego. W pomieszczeniu lożowym umieszczone było popiersie Aleksandra I, starano się też podkreślić zasługi monarchy dla odbudowania Polski tj. Królestwa Polskiego.[6] Kandydat był więc przyjmowany do loży ozdobionej wizerunkiem króla i w tym otoczeniu składał przysięgę wolnomularską. Znamienne jednak, że podczas podnoszenia na stopień drugi, popiersia Aleksandra I już w świątyni nie było. Wtedy już powoli wprowadzano zainteresowanego w niepodległościową istotę organizacji. W treści przysięgi kandydata i wystąpieniu Czcigodnego loży były (zdawałoby się formalne) akcenty nakazujące wierność Ojczyźnie w jej ciężkich chwilach – przy stopniu drugim już te sprawy bardziej konkretyzowano. Zadaniem brata było:
„Opisywać czyny sławnych rodaków, popierać rozkwit narodowy, szerzyć korzystne opinie, podtrzymywać ducha, współbraciom dodawać ot