Aug 17, 2018 Last Updated 6:39 PM, Apr 13, 2018

O masonerii we Wrocławiu

Zapraszamy na spotkanie z wolnomularzem, członkiem jednej z polskich lóż...

Kartka z kalendarza – Mały ksi…

75 lat temu, 6 kwietnia 1943 r., nakładem nowojorskiego wydawnictwa Reynal &...

Zapraszamy na wykład w Dąbrowi…

Wszystkich interesujących się Sztuką Królewską zapraszamy 12 kwietnia 201...

Liberalizm na trzy czwarte

Opowieści senioralne
Wojciech Giełżyński

Na zew "Managera" przypomniałem sobie, że i ja jestem ekonomistą. I to jakim! Zaczynałem, ponad kopę lat temu, na znakomitej SGH, pod okiem sławnego Edwarda Lipińskiego, który tak nauczył mnie keynesizmu, że do dziś pamiętam mechanizm mnożnikowy. A kończyłem studia już na SGPiS, Pierwszej Uczelni Socjalistycznej (jak się lubiła reklamować). Był tam dobrany sztab profesorski. A mianowicie: Minc i co prawda nie Hilary, który uraczył Polskę sześciolatką, ale Bronisław, jego brat (chyba nie bliźniak; szkoda, bliźniaki to elyta!) Wpajał nam, że kapitalizm klapnie, zaś socjalizm rozkwitnie. Planowo. Asystentem jego był Mieczysław Rakowski. Nie ten wielki, z "Polityki", lecz kudłaty niechluj, który w kółko powtarzał: "Kapitalizm to złośliwy garbus, którego trzeba siłą do trumny wepchnąć, bo sam nie wejdzie! Tyle wiedział, ekonomii marksistowskiej (że najważniejsza jest dyktatura proletariatu) nauczał tow. Brus w butach z cholewami, zaś marksistowskiej filozofii (że byt kształtuje świadomość) tow. Maneli. Obaj prysnęli później na Zachód i Ο 180° zreformowali się ideowo. Wykładowcą geografii gospodarczej był niejaki Fleszar. Twierdził, iż Indonezja składa się z Jawy, Sumatry, Borneo i Menado. Gdy go poprawiłem, że Menado to miasto na Celebesie, wyjął bez słowa rosyjskojęzyczny podręcznik, w którym jak byk stało: "Wyspa Menado". I pouczył: "Nauka radziecka nieomylna jest".
A ja błądziłem. W 70-lecie urodzin Stalina stałem, jak wszyscy studenci na Wielkiej gali W auli, ale nie wydawałem entuzjastycznych okrzyków. Za to rektor Nowiński postanowił relegować mnie z uczelni, której nie byłem godzien. Jakoś się wybroniłem, pracę dyplomową złożyłem: "Lokalizacja i możliwości rozwojowe produkcji mleka w proszku", ze stosownym wstępem marksistowskim. Ale do magisterium mnie nie dopuszczono. Kontakt mój z ekonomią nie całkiem jednak ustał, bo dostałem nakaz pracy do POLGOS-u, gdzie redagowałem książki ekonomiczne. Biznes jednak mnie nie nęcił. Wolałem szastać pieniędzmi niż ciułać grosz do grosza na kapitał. Szastanie nie jest przecież złą strategią i Dr Tatar-Zagórska, entuzjastka Keynesa, wpoiła mi wiedzę, że na walkę z kryzysem – kiedy towary leżą niesprzedane – najlepszą metodą nie jest redukowanie, ale zwiększanie produkcji: Byle ludzie zarabiali. Dać milionowi bezrobotnych łopaty – niech kopią doły, a drugiemu milionowi – niech je zasypują, a kryzys zaraz złagodnieje. Bo oni kupią chleb, więc piekarz coś kupi u rzeźnika, rzeźnik kupi rower – i tak dalej. Roosevelt tym sposobem ratował Amerykę w Wielkim Kryzysie, zabudowując Tennessee Walley, co nie było priorytetem, lecz wymagało pracy milionów.
A teraz Obama rzucił na rynek siedemset miliardów dolarów z hakiem. Poskutkowało! Ciach miliardy w krach i znika strach! I tak, dzięki Rooseveltowi oraz Tatar-Zagórskiej stałem się piewcą Trzeciej Drogi. Ściślej: trzecich dróg, bo co kraj – to nieco inaczej musi wyglądać proporcja poczynań rynkowych i interwencyjnych; zależy to od możliwości i potrzeb różnych krajów, a także od lokalnych różnic mentalnych i psychospołecznych. Świat jest nader urozmaicony, przeto – interesujący. Poznałem kraje bardzo biedne, jak Lesotho, i bogate, jak Tajwan. Te i tamte rozmaicie podążają Trzecią Drogą, nie zważając na Pana Premiera (byłego) Jana Krzysztofa, który lubił drwić ostrzegawczo: "Trzecią Drogą do Trzeciego Świata". Ale przycichł, odkąd już nie tylko Chiny, ale i Indie – ongiś symbol skrajnej nędzy – prześcigają wiele krajów wzorowo kapitalistycznych. A za 20 lub 30 lat zagrożą supermocarstwowej pozycji USA. Bodaj jeden tylko Leszek Balcerowicz – niegdyś piewca samorządności robotniczej, potem epigon Hayeka z Friedmanem na dokładkę (idolem Pani Thatcher)– pozostaje nadal niezłomnym neoliberałem czy też monetarystą. Jemu wolno! On w polskiej gospodarce istotnie dokonał przewrotu wolnościowego. Potem niestety ugrzązł na dobre w neolibemonetaryzmie . . . Słuszniejszy odeń jest Tadeusz Kowalik, jego antagonista. Przede wszystkim zaś bardziej wiarygodni są tacy matadorzy – w tym nobliści – jak Joseph Stiglitz (". . W latach 30 Wieku XX kapitalizm został uratowany przez Keynesa"), jak Paul Krugman, który za kluczowy problem współczesnego kapitalizmu uważa barierę popytu, jak John Galbraith, Beniamin Barber, Noam Chomsky, którzy rozumieją, iż rynek bywa zdominowany przez wielkie korporacje, wolną konkurencję niszczące. Zasię Anthony Giddens streścił te myśli w "siedmiu przykazaniach" o wartościach Trzeciej Drogi. Są nimi: RÓWNOŚĆ + OCHRONA. SŁABYCH + WOLNOŚĆ JAKO AUTONOMIA + NIE MA PRAW BEZ, OBOWIĄZKÓW + NIE MA AUTORYTETÓW BEZ DEMOKRACJI + KOSMOPOLITYCZNY PLURALIZM + FILOZOFICZNY KONSERWATYZM. A do tego Francis Fukuyama! Zrazu głosił, że plajta komunizmu to Koniec Historii – później radykalnie zmienił tę aberracyjną wróżbę na trafny Wniosek: "Wolny rynek zazwyczaj działa dobrze, ale zdarzają się sytuacje awaryjne, które wymagają interwencji państwa". Ot co! Obama to świetnie rozumie. Może i Balcerowicz zrozumie? Chociaż... Tusk, z Rostowskim działają po swojemu, metodą skąpstwa, i też mają sukcesy. Widocznie ekonomia, nie jest nauką ścisłą, lecz wymagającą myślenia wariantowego.

1 komentarz

Skomentuj

Upewnij się, że uzupełnisz wszystkie pola oznaczone gwiazdką (*). Możesz używać podstawowych znaczników html.



Wykonaj zadanie w okienku poniżej, żeby dodać komentarz

My na Facebooku

Subskrybuj nasz newsletter

Chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się w polskiej i nie tylko masonerii? Zapisz się na newsletter.

Najczęściej czytane

Wielki Wschód Polski 1910-18

13 Lis 2015 historia masonerii

Masońska symbolika dla laika

13 Lis 2015 Symbolika