Aug 17, 2018 Last Updated 6:39 PM, Apr 13, 2018

O masonerii we Wrocławiu

Zapraszamy na spotkanie z wolnomularzem, członkiem jednej z polskich lóż...

Kartka z kalendarza – Mały ksi…

75 lat temu, 6 kwietnia 1943 r., nakładem nowojorskiego wydawnictwa Reynal &...

Zapraszamy na wykład w Dąbrowi…

Wszystkich interesujących się Sztuką Królewską zapraszamy 12 kwietnia 201...

Jak wolnomularze Polskę budowali?

Wojciech Giełżyński

Jak wolnomularze Polskę budowali

Polska się zaczynała kilka razy.

Pierwszym jej twórcą był Mieszko Pierwszy, który zapoczątkował dynastię Piastów. I nie tylko Piastów! Jego siostra, Piękna Księżna Adelajda, wyszła za mąż za węgierskiego księcia Gejzę. Z tego związku zrodził się król Węgier Stefan na dobitkę święty! Ród Giejzów niedługo jednak władał Węgrami; spsiał i osiedlił się w niewielkim mieście Szekesfehervar. Stamtąd, po kilku stuleciach, na początku wieku XVIII, jakiś Henryk przeniósł się do miasteczka Kurzelów pod Kielcami, ofiarowanego mu przez Czartoryskich. Któryś z jego potomków – wpierw Giejzińskich, w końcu Giełżyńskich – spłodził autora tych słów; jestem mu wdzięczny.

Później zjednoczył Polskę król Władysław Łokietek, z rozbitych dzielnic polskich stworzył mocarne państwo. I ono, mimo wielu klęsk, dzięki imponującym tryumfom – pod Grunwaldem, Kircholmem, Beresteczkiem, Chocimiem, Wiedniem – przetrwało wieków kilka, w niezłym stanie. Ale koniec końców zostało pokrojone na trzy zabory.

Dzielni nasi przodkowie co pokolenie – chwała im! – powstawali z klęczek i szli do boju, bez pomyślnego niestety efektu. Ale pod koniec XIX wieku zaczęła się Polska na prawdę odradzać . W 1887 roku powstała chwilowo czteroosobowa – Liga Polska w Szwajcarii, gdzie knuć można było bez strachu Potem w Paryżu, w 1892 roku, zawiązała się poważna, odważna też, licząca  kilkudziesięciu wybitnych naszych rodaków, Polska Partia Socjalistyczna, która zaczęła tworzyć Organizację Bojową! A w rok później z Ligi Polskiej wyłoniła się Liga Narodowa, zarodek endecji pod batutą Romana Dmowskiego.

W 1905 roku doszło ni stąd, ni zowąd do rewolucji, czy też do wojny domowej; w każdym razie było duże strzelanie! W "Krwawą Środę" nasi dzielni zamachowcy dokonali aż stu napaści na Moskali – tak jak czynią to obecnie afgańscy "talibowie", którzy znienacka atakują okupantów, przeto są uważani na Zachodzie za zbrodniczych terrorystów.

Z początkiem wieku XX ruch niepodległościowy w Polsce spotężniał - w rozmaitych formach, pod różnymi hasłami, lecz już z niezłomnym wspólnym celem: Niepodległość ! Gdy wybuchła Wojna światowa PPS–owcy, z PiłSudskim na czele ruszyli w bój z Carem Wszechrosji, śpiewając dumnie : "My, pierwsza brygada..."Równocześnie zaś aż 64 wybitnych Polaków, w tym elit arystokracji – Radziwiłł, Lubomirski, Potocki, Krasiński,

Branicki –oraz sam Dmowski ! – posłali do Moskwy wiernopoddańczy telegram. Oto jego sedno: " Przejęci jesteśmy gorącym pragnieniem zwycięstw armii rosyjskiej, oczekujemy jej pełnego na polu walki tryumfu". Nie doczekali się tego, na szczęście. Carat rychło zmieciono. Polska powstała na nowo. Padły mocarstwa Habsburgów i Hohenzollernów. Gdzież Radziwiłły przy Radziwiłłowiczu!

Dość tych zdawkowych przypomnień ! Przechodzę do prezentacji słabo lub wcale nie znanych epizodów dekady 1910-1920.

Polacy, choć jak zawsze skłóceni i snujący rozbieżne idee –zdołali jednak skrzyknąć się w rozmaitych stowarzyszeniach, które usiłowały restytuować Polskę, poczynając od Sł oświecenia mas wieśniaczych i ciżby proletariackiej, bo sama inteligencja, zresztą nieliczna, nie byłaby w stanie stworzyć własnego państwa.

Jednym z czołowych stowarzyszeń, które podjęły dzieło wyzwalania i rozwijania kraju zdławionego przez zaborców –była inspirowana z Francji masoneria Wielkiego Wschodu. Powstały dwie jej loże w Warszawie – "Wyzwolenie" i "Odrodzenie", oraz "Wolni Oracze" w Lublinie i w Kaliszu; w sumie skupiły one niewiele ponad setkę masonów. Loże Wielkiego Wschodu zachowały pro forma część skomplikowanych masońskich rytuałów, lecz przede wszystkim zajęły się spajaniem Polaków w wolny i dbający o swe interesy naród.

Od samego początku masonom /vel: wolnomularzom/ nadawał ton doskonale znany psychiatra z Tworek, Rafał Radziwiłłowicz. Kreował on, a przynajmniej wspierał kilkanaście stowarzyszeń; postać jego "zbeletryzował” Stefan Żeromski jako Doktora Judyma w "Popiołach”.

Najpierw jednak, w roku 1900, Radziwiłłowicz zdobył mir wielkim wyczynem: kiedy carscy żandarmi dopadli w Łodzi Piłsudskiego przy drukowaniu tajnego "Robotnika" — co wywołało szok i dezorganizację w całym podziemiu słynny historyk Stefan Kieniewicz raczył napisać o tym w swej "Historii Polski 1795-1918* zaledwie jedno zdanie, i to bez słowa choćby o aresztowaniu Piłsudskiego!

Radziwiłłowicz spisał się lepiej, bo okrężnymi ścieżkami wyuczył więźnia. . , jak symulować obłęd. Udało się! Niby to Zwariowany Piłsudski został przewieziony do szpitala Mikołaja Cudotwórcy w Petersburgu, skąd wyłuskał go podstępnie spiskowiec Jan Mazurkiewicz/później rektor UW/ . Potem prysnął Piłsudski do Galicji, gdzie – pod Giewontem zwłaszcza – spiskowała liczna wataha konspiratorów. Rychło spiknął się Piłsudski z Edwardem Abramowskim, legendarnym mędrcem -tak lewicującym, że był prawie anarchistą Jakby "Michnikiem tamtej ery, który cieszył się adoracją młodzieży; nie tylko inteligenckiej.

Osobliwe, że twórczość i działalność wybitnegoo patrioty, rewolucjonisty i filozofa poszła w zapomnienie – choć był on jak gdyby "zwiastunem Solidarności", wywierającym ogromny wpływ na szeregi "Młodej Polski". Dzisiaj, paradoksalnie, pamiętają o nim i czczą go jedynie. . . aktualni anarchiści, którzy skrzykują się niekiedy pod Poznaniem i toczą o Abramowskim interesujące dysputy. A wiedzą o nim o wiele więcej, aniżeli szanowna profesura. Był także Abramowski jednym z założycieli Wielkiego Wschodu w Polsce, a nawet być może /to informacja niepewna/ on właśnie przywiózł z Paryża, z loży "Le Droit Humain", patent uznania dla loży "Wyzwolenie", którą kierował Rafał Radziwiłłowicz – bodajże najwszechstronniejszy i najbardziej pracowity z działaczy politycznych, jacy się kiedykolwiek narodzili! Pan Rafał wspierał całą litanię ówczesnych stowarzyszeń – jawnych i utajnionych, a wielu z nich – przewodził. Oto ich lista:

Towarzystwo Kooperatystów, która zakładało sieć "Społem";

Towarzystwo Kursów Naukowych;

Związek Postępowo-Demokratyczny;

Związek Towarzystw Samopomocy Społecznej

Redakcja czasopisma; "społem"

Zjednoczenie Organizacji Niepodległościowych; Towarzystwo Kultury Polskiej; Polskie Towarzystwo Psychiatryczne;

Związek Lekarzy Polskich;

Polski Związek Ludowy;

Stowarzyszenie "Zaranie", oświecające i zjednujące chłopów;

Liga Państwowości Polskiej; ważna partia polityczna;

Stronnictwo Narodowo-Radykalne, aktywna choć niewielka partia;

Towarzystwo Biblioteki Publicznej;

Redakcja czasopisma "Kuźnica".

Zapewne parę związków i stowarzyszeń w tej wyliczance – opuściłem.

Kiedy wybuchła Wojna šwiatowa, a także przed jej wybuchem, wielkimi wyczynami zabłysnęli dwaj inni liderzy loży "Wyzwolenie" - Stanisław Patek i Antoni Natanson Patek był prawnikiem, wybitnym obrońcą sądowym. W 1906 roku uwolnił on z Pawiaka dziesięciu zagrożonych stryczk&eft၃ဝjowငဝံw, przy użyciu podrobionych dokumentów. Później ocalił Zofię Owczarkównę, która wraz z Wandą Krahelską,  Albertyną Helbertówną rzuciły bombę - na Koszykowej róg Natolińskiej - na karocę generalnego gubernatora Georgija Skałona. Trafiły - lecz bomba nie wybuchła, młode sabotażystki nie miały dostatecznej wiedzy pirotechnicznej. . . Krahelskiej udało się zbiec do Galicji. Sędzia w Wadowicach, Austriak, zapytał ją uroczyście: - Czy pani wie, że religia chrześcijańska uczy: Nie zabijaj ? - Wiem. Ale Chrystus powiedział też, że niekiedy trzeba sprzedać płaszcz, aby kupić miecz! Sędzia zbaraniał. Nie doszło do żądanej raz przez carskie władze - ekstradycji. Ujęto natomiast, po dwóch latach tropienia, Owczarkównę. Została skazana na powieszenie. Ale Patek wdarł się do gabinetu Skałona i zawołał: - Czyżby pan chciał przejść do historii jako pierwszy gubernator, który wiesza baby? Pomogło. Skałon zmienił szubienicę na katorgę w syberyjskiej głuszy. Nie udało się Patkowi w podobnym stylu ocalić pe-pesowców Henryka Barona i Montwiła Mireckiego, którzy ostrzelali pociąg wiozący pułk moskiewski. Tym razem na interwencję Patka Skałon odparł: - Nie mogę powstrzymać kata. To zbyt sławny pułk. Co by na ułaskawienie winowajcy powiedziano w Petersburgu? Obu powieszono. W parę tygodni po wybuchu Wielkiej Wojny, czcigodny loży "Wyzwolenie" zlecił Patkowi spotkanie za frontem z Piłsudskim; miałby przyjąć odeń polecenia dotyczące pożądanych w sytuacjach wojennych zachowań i działań masonów. Czekało na takie dyspozycje wielu zaprzysiężonych w loży członków Ligi Państwowości Polskiej, partii dużej, aktywnej, skupiającej kilkunastu energicznych "braci" . Udało się i Patek przez linię frontu przebił się do Kielc i odbył z Komendantem Piłsudskim parodniowe konsultacje. Dostał od niego takie zlecenie: masz dotrzeć do Paryża i Londynu i wytłumaczyć tamtejszym politykom, czemu to Polacy - w tym i on sam, Piłsudski - walczą przeciw nim. Bo przecież Legiony są formacją tworzoną przeciw Rosji, będącej bądź co bądź sojusznikiem, a nie wrogiem Francji i Anglii? Po rozlicznych tarapatach udało się Patkowi dotrzeć  do zacisznej Szwajcarii, gdzie czekał nań Antoni Natanson; Stamtąd razem dojechali do Paryża, gdzie zostali przyjęci przez Georges Clemenceau, który miał wkrótce zostać premierem. Bardzo go ta wizyta zainteresowała, sam też miał koneksje w masonerii Grand Orient. Co chwilę powtarzał: No tak, potrzeba wam niepodległości, a nam bliskich z wami stosunków. Z Paryża, okrężną drogą morską przez Bordeaux, obaj panowie dobrnęli  do Londynu. Już następnego dnia ugościł ich lord Grey, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii. Przekazali mu szczegółowe informacje o sytuacji w Polsce i o nadziejach Polaków na pozbycie się wszelkich okupantów. Audiencja się udała. Była tym bardziej znacząca, że w tym samym czasie Grey nie przyjął Romana Dmowskiego. Rozmawiał z nim jedynie za pośrednictwem swego sekretarza, chociaż – w tamtym czasie – Rosja była protektorką endeków i sojuszniczką Brytyjczyków. Gościom z dalekiej Polski Grey podsunął nawet myśl, i to w osobistej rozmowie o stworzeniu w Londynie wydawnictwa, które by przybliżało Brytyjczykom zapomnianą od pokoleń krainę. Na ten cel Augustowi Zaleskiemu /w ćwierć wieku później Prezydentowi RP na emigracji/ oraz Tytusowi Filipowiczowi, bojowemu członkowi PPS, przybysze z Polski przekazali pieniądze z masońskiej kasy. Obaj się do masonerii przyłączyli. A więc – sukces! Tym większy, że w owym czasie Brytyjczycy patrzyli na tych dziwnych Polaków raczej niechętnie. W ich foreign Office przewijała się myśl o uładzeniu Europy "po staremu", bo przecież Wielka Brytania nie może narażać na szwank swoich stosunków z sojuszniczą Rosją. Więc może tę Polskę odbudować, ale jako autonomiczną część Caratu?

Ciąg dalszy o Radziwiłłowiczu 

Po wybuchu Wielkiej Wojny masoneria w Warszawie musiała rzecz jasna wyciszyć swoje prace. Ale Radziwiłłowicz i tak działał niezmordowanie – o czym pochwalną recenzję napisał jego "brat lożowy", Józef Grabiec-Dąbrowski, szwagier Marii Dąbrowskiej i "Czcigodny" kaliskiej loży "Świt", która w tamtym czasie uległa zanikowi. W książce "Czerwona Warszawa przed ćwierćwieczem" odmalował on sylwetkę Doktora Radziwiłłowicza w takich słowach: "Wielka inteligencja, gruntowne wykształcenie, wytworny dowcip. Takt życiowy, spokój, nobliwość w każdym calu, tradycje starego burszy z arystokratycznych korporacji studenckich. Złote serce, prawość bezkompromisowa, a przede wszystkim idealizm wzniosły i niezachwiana wiara w lepszą przyszłość. W dodatku temperament i będąca właściwością jego charakteru ambicja ciekawości i udziału we wszystkim co się działo – ciągnęła go do partii czynu, więc jakoś przylgnął do PPS. ..." Nadto tym się wyróżniał Doktor Rafał, że – inaczej niż masa inteligenckich "frankofilów" był zdeklarowanym "anglomanem", który zwykł był chodzić – taka była angielska moda – w kraciastych spodniach i bardzo przyjaźnił się z Żeromskim, który często u niego bywał w Tworkach.

Zdarzyło się nawet, że raz go Radziwiłłowicz – w Wiedniu – gdy nagle Pan Stefan zachorzał, na własnych rękach zaniósł go do hotelu. Nie zdołał jednak wciągnąć go do masonerii - jako "brata"; pozostał jedynie jej gorącym sympatykiem.

Przyjaźnił się także Doktor Rafał ze Stanisławem Witkiewiczem, z Edwardem Abramowskim – swoim idolem, z Piłsudskim oczywiście, z Andrzejem Niemojewskim i z Marią Dąbrowską /chociaż nazywał "dyrdymałkami" jej pierwsze nowelki i radził, by się zajęła raczej poważną publicystyką/, a także ze Stanisławem Wojciechowskim - późniejszym prezydentem, z Andrzejem Strugiem i oczywiście ze Stanisławem Patkiem , który ро Wyzwoleniu, w roku 1919, został ministrem spraw zagranicznych. A później ambasadorem RP w Japonii, w ZSRR i w USA.

Jak gdyby w drugim szeregu, czw nawet na uboczu wolnomularstwa trzvmał sie Maksymilian Malinowski /prawdziwe nazwisko Miłguj/, który redagował niezwykle popularny tygodnik "Zaranie", już od 1907 roku inspirujący chłopski "ruch zaraniarski". Czyli budził wieśniaczą umysłowość i kierował ją - krok za krokiem – ku myśleniu o własnym, a nie "ruskim" państwie. Oto przykładowe tematy artykułów, adresowanych do chłopskich mas:

Współżycie roślin ze zwierzętami;

Konstytucja 3 Maja;

Czego nie wiemy, a wiedzieć trzeba?

Jak walczyć z suchotami;

Solidarność daje moc /przewidział?/;

Zmiany w klasztorze Jasnogórskim;

Handel bydłem i nierogacizną;

Kim był, czego dokonał Kołłątaj:

Ile Warszawa Zjada mięsa;

Co to są "skauty", czyli harcerze;

Kilka myśli Jana Jakuba Rousseau. Pobudzony przez "Zaranie" ruch "zaraniarski" poważnie zaniepokoił nie tylko moskiewskich urzędników, lecz także biskupów. Szczególnie Łosińskiego, biskupa kieleckiego, który zajadle tropił i tępił kiełkujące wśród ludu wiejskiego marzenia wolnościowe. Gdy tylko zobaczył w podległych mu parafiach "bakcyle patriotyzmu" palił na ambonie, w płomieniu świec mszalnych, egzemplarze bezbożnego tygodnika. Nauczał, że Bóg woli nawet zbrodniarzy niż "zaraniarzy" i nakazywał proboszczom, by nie przyjmowali do spowiedzi czytelników "Zarania", a przynajmniej nie dawali im rozgrzeszenia. Ostro zareplikował mu Tomasz Nocznicki. Masonem nie był, lecz blisko z lożami współpracował. I prezesował Towarzystwu Kółek Rolniczych im. Staszica, jednoczących się z "zarantiarzami Oznajmił:

"Jak można wyklinać i karą obdarzać ludzi, których całą winą jest, że chcą się uczyć, oświecać, życie swe ulepszać, do wiedzy i światła dążyć. Cóż tedy nie jest grzechem ? Odpowiada nam duchowieństwo: nas, fýlko nas macie słuchać: Wy chcecie nędzy, zbrodni i upodlenia wśród ludu bo przecież to jest następstwem ciemnoty / ... / O ciemnocie polskiego ludu Niemiec takie piosenki śpiewa:

“Nam Polaków trza do roli

i Niechaj bydło się mozoli“

Masońska enklawa prasowa

W kwietniu 1915 roku, jeszcze pod ruskim zaborem, ukazał się miesięcznik "Myśl Polska" /grubością równy "Odrze", formatem nieco większy/. Pismo to skupiło elitę wolnomularzy oraz ich akolitów, tuzów literatury, takich jak Stefan Żeromski i Jan Kasprowicz. Kto jeszcze tam pisywał ? Ludwik Krzywicki, sławny "Mędrzec", Bolesław Leśmian – świetny poeta. Ignacy Matuszewski -czołowy krytyk. Jan Lorentowicz -wybitny teatrolog. Karol Irzykowski – krytyk literacki. Artur Górski -pisarz i publicysta. Witold Jodko-Narkiewicz – bliski współpracownik Piłsudskiego. Sekretarzem redakcji /faktycznie zaś – naczelnym/ był młokos, niespełna trzydziestolatek, Witold Giełżyński, mój tata. Pierwszy numer tego miesięcznika opatrzony był jeszcze notką: "Dozwolieno Wojennoj Cenzuroj" - lecz na okładce "Myśli Polskiej" widniał szokujący podtytuł: WARSZAWA. KRAKÓW. LWÓW. POZNAŃ. Było to jakby oznajmienie, że trzy zabory łączą się w jedną Polskę. Z szesnastu autorów pierwszego numeru tego czasopisma masonami było sześciu: Zygmunt Chmielewski, Wacław Makowski, Stanisław Thugutt, Maksymilian Malinowski, Stanisław Staniszewski i Witold Giełżyński; a prawie wszyscy pozostali autorzy byli masonerii fanami - z tegoż samego literackiego, czy raczej inteligenckiego środowiska. Wychodzące w Piotrkowie "Wiadomości Polskie" tymi słowami powitały prasową nowość:

"Poprzez huk armat i smutne odgłosy ludzkiej, żołnierskiej niedoli przyszły do nas słowa jędrne, mocne, myśli świeże, uczciwe, przyszedł do nas głos polski dźwiękiem i polski treścią -przyszło do nas słowo z Warszawy" Już w tym pierwszym numerze pojawiło się zdanie: - czyżby cenzor zaspał? – będące deklaracją intencji niepodległościowych: "Zarówno geniusz polski jak rosyjski mogłyby istnieć i pracować obok siebie we współzawodnictwie pokojowym; ale na to jednego warunku potrzeba: aby ich łączył stosunek zupełnie wolny! I Wszystkie artykuły, w “Myśli polskiej" drukowane, potwierdzały, że zbliża się wytęskniona niepodległość. A w rok i parę miesięcy później ukazał się chudziutki dziennik "Głos Stolicy" /także pod redakcją Witolda Giełżyńskiego/, który już otwarcie ogłaszał: “Jest Polska". A na Zamku Warszawskim powiewała biało-czerwona flaga!

"Głos Stolicy" był podówczas jedynym dziennikiem bliskim lewicy, inne gazety wyrażały poglądy mniej-bardziej prawicowe, przeto musiał walczyć "Głos" na dwa fronty: i przeciw SDKPiL /czyli komuchom/, i przeciw endecji /czyli Dmowskiemu/. Najbliższy mu był Władysław Sikorski. List "Głosu" pod jego adresem, podpisany przez 44 członków krakowskiej elity, taką się kończył kwintesencją:

"Potrafimy ocenić Twój charakter i Twoją szlachetną duszę, i prosimy Cię, abyś przyjął zapewnienie naszego szacunku i naszej przyjaźni".

Wobec masonerii “Głos Stolicy" był powściągliwy. Nie zamieszczał o niej ani dobrych, ani złych tekstów. Jeden jedyny raz ujawnił swe sympatie, zamieszczając w trzech numerach z początków 1917 roku komunikaty: że adwokat Patek przybył do Warszawy, potem – że ją opuścił, i znów –że przybył.

Był to jedyny sygnał, że "Głos Stolicy" ma związek z masonerią i publikuje informacje przydatne jej członkom.

Zresztą masoneria właśnie schodziła ze sceny. I w styczniu 1918 roku zeszła definitywnie.

Nie są znane motywy ostatecznej decyzji o zaniechaniu prac lożowych. Wiadomo tylko, że ostatnie zgromadzenie masonów odbyło się w mieszkaniu mecenasa Franciszka Paschalskiego. Doszło tam do ostrej wymiany zdań między Zygmuntem Chmielewskim, przyrodnim bratem Radziwiłłowicza /jednym z liderów Ligi Państwowości Polskiej i sympatykiem Sikorskiego a Patkiem, który stał twardo przy Piłsudskim. Polacy i w dawnych wiekach i na progu niepodległości, i dziś także ustawicznie walczą z Polakami.

Taka nasza polska natura.

X X X

Ale w trudnych chwilach umieją Polacy być /jakiś czas/ zwarci. Gdy W 1920 roku na Warszawę waliły cztery armie Tuchaczewskiego, Rada Obrony Państwa zwróciła się z apelem do Narodu: "Wszystko dla zwycięstwa! Do broni".

Lider PSL "Wyzwolenie", Stanisław Thugutt odnotował jednak, że ulicami Warszawy snują się tłumy młodych, którzy napis “IDŽ NA FRONT!” czytają obojętnie. . . Więc zaraz sam udał się na ulicę Mazowiecką 5, gdzie pan Adam Koc werbował 201 Ochotniczy Pułk Piechoty.

Przyszło doń także kilkunastu masonów i ich sympatyków. Skierowano ich do 9 kompanii, którą zaczęto zwać "masońską". Tylko Patek nie stawił się, bo wybrał kawalerię /chociaż już ukończył 54 lata/ – i ruszył przeciw Kon-Armii Budionnego, na południu Polski. Inni – Straszewicz, Śmiarowski, Thugutt, Hołówko, Giełżyński odbyli w Legionowie kilkudniowe ćwiczenia i ruszyli na front. Nad Narew. Pod Suraż. Tam i Thugutt, i Hołówko, i Giełżyński odnieśli rany. Tata, który bronił mostu pod Surażem - w nogę. Ale 201 pułk na kilka godzin przerwał marsz Tuchaczewskiego na Warszawę. To nie było bez znaczenia! To pozwoliło rozbudować polowe umocnienia na przedpolu Warszawy, a także zebrać rozproszone jednostki, przydzielone do nowej 5 Armii gen. Sikorskiego. Otrzymał on rozkaz, żeby "związać bojem" aż trzy z armii Tuchaczewskiego, -co miało ułatwić /i rzeczywiście ułatwiło generalne uderzenie 3 i 4 armii polskich, zza Wieprza, na tyły frontu bolszewików. Tuchaczewski poniósł kompletną klęskę, a Piłsudski dziwił się, że tak łatwo poszła mu ofensywa zza Wieprza, którą osobiście dowodził.

W tej pierwszej bitwie 201 pułku rany odnieśli i Thugutt, i Hołówko,

i Giełżyński. Tata leżał w rowie i czekał, aż przyjdą Ruskie i go dobiją.

W ostatnich minutach zauważyli go oficerowie, umykający - przed kontrofensywą Polaków – z przełamanego frontu. Wahali się, czy wziąć jeszcze tego żołnierza, skoro brakowało już miejsc w dorożce Jeden zauważył jednak: To inteligent! On nosi binokle!

Wzięli tatę.

On dzięki binoklom ocalał, a ja przyszedłem na świat. Ruskie bez żadnego "Cudu nad Wisłą" zostali rozgromieni. Niemcy, Francja – odetchnęły, że do nich nie dojdą. A Jurek Hoffman nakręcił wreszcie genialny film o Bitwie Warszawskiej.

Skomentuj

Upewnij się, że uzupełnisz wszystkie pola oznaczone gwiazdką (*). Możesz używać podstawowych znaczników html.



Wykonaj zadanie w okienku poniżej, żeby dodać komentarz

My na Facebooku

Subskrybuj nasz newsletter

Chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się w polskiej i nie tylko masonerii? Zapisz się na newsletter.

Najczęściej czytane

Wielki Wschód Polski 1910-18

13 Lis 2015 historia masonerii

Masońska symbolika dla laika

13 Lis 2015 Symbolika