Oct 22, 2018 Last Updated 9:06 PM, Oct 16, 2018

Adam Witold Wysocki nie żyje

Płaczmy, płaczmy, płaczmy lecz nie traćmy nadziei. Wolnomularstwo Polskie, a sz...

O masonerii we Wrocławiu

Zapraszamy na spotkanie z wolnomularzem, członkiem jednej z polskich lóż...

Kartka z kalendarza – Mały ksi…

75 lat temu, 6 kwietnia 1943 r., nakładem nowojorskiego wydawnictwa Reynal &...

Jak wolnomularze Polskę budowali?

Wojciech Giełżyński

Jak wolnomularze Polskę budowali

Polska się zaczynała kilka razy.

Pierwszym jej twórcą był Mieszko Pierwszy, który zapoczątkował dynastię Piastów. I nie tylko Piastów! Jego siostra, Piękna Księżna Adelajda, wyszła za mąż za węgierskiego księcia Gejzę. Z tego związku zrodził się król Węgier Stefan na dobitkę święty! Ród Giejzów niedługo jednak władał Węgrami; spsiał i osiedlił się w niewielkim mieście Szekesfehervar. Stamtąd, po kilku stuleciach, na początku wieku XVIII, jakiś Henryk przeniósł się do miasteczka Kurzelów pod Kielcami, ofiarowanego mu przez Czartoryskich. Któryś z jego potomków – wpierw Giejzińskich, w końcu Giełżyńskich – spłodził autora tych słów; jestem mu wdzięczny.

Później zjednoczył Polskę król Władysław Łokietek, z rozbitych dzielnic polskich stworzył mocarne państwo. I ono, mimo wielu klęsk, dzięki imponującym tryumfom – pod Grunwaldem, Kircholmem, Beresteczkiem, Chocimiem, Wiedniem – przetrwało wieków kilka, w niezłym stanie. Ale koniec końców zostało pokrojone na trzy zabory.

Dzielni nasi przodkowie co pokolenie – chwała im! – powstawali z klęczek i szli do boju, bez pomyślnego niestety efektu. Ale pod koniec XIX wieku zaczęła się Polska na prawdę odradzać . W 1887 roku powstała chwilowo czteroosobowa – Liga Polska w Szwajcarii, gdzie knuć można było bez strachu Potem w Paryżu, w 1892 roku, zawiązała się poważna, odważna też, licząca  kilkudziesięciu wybitnych naszych rodaków, Polska Partia Socjalistyczna, która zaczęła tworzyć Organizację Bojową! A w rok później z Ligi Polskiej wyłoniła się Liga Narodowa, zarodek endecji pod batutą Romana Dmowskiego.

W 1905 roku doszło ni stąd, ni zowąd do rewolucji, czy też do wojny domowej; w każdym razie było duże strzelanie! W "Krwawą Środę" nasi dzielni zamachowcy dokonali aż stu napaści na Moskali – tak jak czynią to obecnie afgańscy "talibowie", którzy znienacka atakują okupantów, przeto są uważani na Zachodzie za zbrodniczych terrorystów.

Z początkiem wieku XX ruch niepodległościowy w Polsce spotężniał - w rozmaitych formach, pod różnymi hasłami, lecz już z niezłomnym wspólnym celem: Niepodległość ! Gdy wybuchła Wojna światowa PPS–owcy, z PiłSudskim na czele ruszyli w bój z Carem Wszechrosji, śpiewając dumnie : "My, pierwsza brygada..."Równocześnie zaś aż 64 wybitnych Polaków, w tym elit arystokracji – Radziwiłł, Lubomirski, Potocki, Krasiński,

Branicki –oraz sam Dmowski ! – posłali do Moskwy wiernopoddańczy telegram. Oto jego sedno: " Przejęci jesteśmy gorącym pragnieniem zwycięstw armii rosyjskiej, oczekujemy jej pełnego na polu walki tryumfu". Nie doczekali się tego, na szczęście. Carat rychło zmieciono. Polska powstała na nowo. Padły mocarstwa Habsburgów i Hohenzollernów. Gdzież Radziwiłły przy Radziwiłłowiczu!

Dość tych zdawkowych przypomnień ! Przechodzę do prezentacji słabo lub wcale nie znanych epizodów dekady 1910-1920.

Polacy, choć jak zawsze skłóceni i snujący rozbieżne idee –zdołali jednak skrzyknąć się w rozmaitych stowarzyszeniach, które usiłowały restytuować Polskę, poczynając od Sł oświecenia mas wieśniaczych i ciżby proletariackiej, bo sama inteligencja, zresztą nieliczna, nie byłaby w stanie stworzyć własnego państwa.

Jednym z czołowych stowarzyszeń, które podjęły dzieło wyzwalania i rozwijania kraju zdławionego przez zaborców –była inspirowana z Francji masoneria Wielkiego Wschodu. Powstały dwie jej loże w Warszawie – "Wyzwolenie" i "Odrodzenie", oraz "Wolni Oracze" w Lublinie i w Kaliszu; w sumie skupiły one niewiele ponad setkę masonów. Loże Wielkiego Wschodu zachowały pro forma część skomplikowanych masońskich rytuałów, lecz przede wszystkim zajęły się spajaniem Polaków w wolny i dbający o swe interesy naród.

Od samego początku masonom /vel: wolnomularzom/ nadawał ton doskonale znany psychiatra z Tworek, Rafał Radziwiłłowicz. Kreował on, a przynajmniej wspierał kilkanaście stowarzyszeń; postać jego "zbeletryzował” Stefan Żeromski jako Doktora Judyma w "Popiołach”.

Najpierw jednak, w roku 1900, Radziwiłłowicz zdobył mir wielkim wyczynem: kiedy carscy żandarmi dopadli w Łodzi Piłsudskiego przy drukowaniu tajnego "Robotnika" — co wywołało szok i dezorganizację w całym podziemiu słynny historyk Stefan Kieniewicz raczył napisać o tym w swej "Historii Polski 1795-1918* zaledwie jedno zdanie, i to bez słowa choćby o aresztowaniu Piłsudskiego!

Radziwiłłowicz spisał się lepiej, bo okrężnymi ścieżkami wyuczył więźnia. . , jak symulować obłęd. Udało się! Niby to Zwariowany Piłsudski został przewieziony do szpitala Mikołaja Cudotwórcy w Petersburgu, skąd wyłuskał go podstępnie spiskowiec Jan Mazurkiewicz/później rektor UW/ . Potem prysnął Piłsudski do Galicji, gdzie – pod Giewontem zwłaszcza – spiskowała liczna wataha konspiratorów. Rychło spiknął się Piłsudski z Edwardem Abramowskim, legendarnym mędrcem -tak lewicującym, że był prawie anarchistą Jakby "Michnikiem tamtej ery, który cieszył się adoracją młodzieży; nie tylko inteligenckiej.

Osobliwe, że twórczość i działalność wybitnegoo patrioty, rewolucjonisty i filozofa poszła w zapomnienie – choć był on jak gdyby "zwiastunem Solidarności", wywierającym ogromny wpływ na szeregi "Młodej Polski". Dzisiaj, paradoksalnie, pamiętają o nim i czczą go jedynie. . . aktualni anarchiści, którzy skrzykują się niekiedy pod Poznaniem i toczą o Abramowskim interesujące dysputy. A wiedzą o nim o wiele więcej, aniżeli szanowna profesura. Był także Abramowski jednym z założycieli Wielkiego Wschodu w Polsce, a nawet być może /to informacja niepewna/ on właśnie przywiózł z Paryża, z loży "Le Droit Humain", patent uznania dla loży "Wyzwolenie", którą kierował Rafał Radziwiłłowicz – bodajże najwszechstronniejszy i najbardziej pracowity z działaczy politycznych, jacy się kiedykolwiek narodzili! Pan Rafał wspierał całą litanię ówczesnych stowarzyszeń – jawnych i utajnionych, a wielu z nich – przewodził. Oto ich lista:

Towarzystwo Kooperatystów, która zakładało sieć "Społem";

Towarzystwo Kursów Naukowych;

Związek Postępowo-Demokratyczny;

Związek Towarzystw Samopomocy Społecznej

Redakcja czasopisma; "społem"

Zjednoczenie Organizacji Niepodległościowych; Towarzystwo Kultury Polskiej; Polskie Towarzystwo Psychiatryczne;

Związek Lekarzy Polskich;

Polski Związek Ludowy;

Stowarzyszenie "Zaranie", oświecające i zjednujące chłopów;

Liga Państwowości Polskiej; ważna partia polityczna;

Stronnictwo Narodowo-Radykalne, aktywna choć niewielka partia;

Towarzystwo Biblioteki Publicznej;

Redakcja czasopisma "Kuźnica".

Zapewne parę związków i stowarzyszeń w tej wyliczance – opuściłem.

Kiedy wybuchła Wojna šwiatowa, a także przed jej wybuchem, wielkimi wyczynami zabłysnęli dwaj inni liderzy loży "Wyzwolenie" - Stanisław Patek i Antoni Natanson Patek był prawnikiem, wybitnym obrońcą sądowym. W 1906 roku uwolnił on z Pawiaka dziesięciu zagrożonych stryczk&eft၃ဝjowငဝံw, przy użyciu podrobionych dokumentów. Później ocalił Zofię Owczarkównę, która wraz z Wandą Krahelską,  Albertyną Helbertówną rzuciły bombę - na Koszykowej róg Natolińskiej - na karocę generalnego gubernatora Georgija Skałona. Trafiły - lecz bomba nie wybuchła, młode sabotażystki nie miały dostatecznej wiedzy pirotechnicznej. . . Krahelskiej udało się zbiec do Galicji. Sędzia w Wadowicach, Austriak, zapytał ją uroczyście: - Czy pani wie, że religia chrześcijańska uczy: Nie zabijaj ? - Wiem. Ale Chrystus powiedział też, że niekiedy trzeba sprzedać płaszcz, aby kupić miecz! Sędzia zbaraniał. Nie doszło do żądanej raz przez carskie władze - ekstradycji. Ujęto natomiast, po dwóch latach tropienia, Owczarkównę. Została skazana na powieszenie. Ale Patek wdarł się do gabinetu Skałona i zawołał: - Czyżby pan chciał przejść do historii jako pierwszy gubernator, który wiesza baby? Pomogło. Skałon zmienił szubienicę na katorgę w syberyjskiej głuszy. Nie udało się Patkowi w podobnym stylu ocalić pe-pesowców Henryka Barona i Montwiła Mireckiego, którzy ostrzelali pociąg wiozący pułk moskiewski. Tym razem na interwencję Patka Skałon odparł: - Nie mogę powstrzymać kata. To zbyt sławny pułk. Co by na ułaskawienie winowajcy powiedziano w Petersburgu? Obu powieszono. W parę tygodni po wybuchu Wielkiej Wojny, czcigodny loży "Wyzwolenie" zlecił Patkowi spotkanie za frontem z Piłsudskim; miałby przyjąć odeń polecenia dotyczące pożądanych w sytuacjach wojennych zachowań i działań masonów. Czekało na takie dyspozycje wielu zaprzysiężonych w loży członków Ligi Państwowości Polskiej, partii dużej, aktywnej, skupiającej kilkunastu energicznych "braci" . Udało się i Patek przez linię frontu przebił się do Kielc i odbył z Komendantem Piłsudskim parodniowe konsultacje. Dostał od niego takie zlecenie: masz dotrzeć do Paryża i Londynu i wytłumaczyć tamtejszym politykom, czemu to Polacy - w tym i on sam, Piłsudski - walczą przeciw nim. Bo przecież Legiony są formacją tworzoną przeciw Rosji, będącej bądź co bądź sojusznikiem, a nie wrogiem Francji i Anglii? Po rozlicznych tarapatach udało się Patkowi dotrzeć  do zacisznej Szwajcarii, gdzie czekał nań Antoni Natanson; Stamtąd razem dojechali do Paryża, gdzie zostali przyjęci przez Georges Clemenceau, który miał wkrótce zostać premierem. Bardzo go ta wizyta zainteresowała, sam też miał koneksje w masonerii Grand Orient. Co chwilę powtarzał: No tak, potrzeba wam niepodległości, a nam bliskich z wami stosunków. Z Paryża, okrężną drogą morską przez Bordeaux, obaj panowie dobrnęli  do Londynu. Już następnego dnia ugościł ich lord Grey, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii. Przekazali mu szczegółowe informacje o sytuacji w Polsce i o nadziejach Polaków na pozbycie się wszelkich okupantów. Audiencja się udała. Była tym bardziej znacząca, że w tym samym czasie Grey nie przyjął Romana Dmowskiego. Rozmawiał z nim jedynie za pośrednictwem swego sekretarza, chociaż – w tamtym czasie – Rosja była protektorką endeków i sojuszniczką Brytyjczyków. Gościom z dalekiej Polski Grey podsunął nawet myśl, i to w osobistej rozmowie o stworzeniu w Londynie wydawnictwa, które by przybliżało Brytyjczykom zapomnianą od pokoleń krainę. Na ten cel Augustowi Zaleskiemu /w ćwierć wieku później Prezydentowi RP na emigracji/ oraz Tytusowi Filipowiczowi, bojowemu członkowi PPS, przybysze z Polski przekazali pieniądze z masońskiej kasy. Obaj się do masonerii przyłączyli. A więc – sukces! Tym większy, że w owym czasie Brytyjczycy patrzyli na tych dziwnych Polaków raczej niechętnie. W ich foreign Office przewijała się myśl o uładzeniu Europy "po staremu", bo przecież Wielka Brytania nie może narażać na szwank swoich stosunków z sojuszniczą Rosją. Więc może tę Polskę odbudować, ale jako autonomiczną część Caratu?

Ciąg dalszy o Radziwiłłowiczu 

Po wybuchu Wielkiej Wojny masoneria w Warszawie musiała rzecz jasna wyciszyć swoje prace. Ale Radziwiłłowicz i tak działał niezmordowanie – o czym pochwalną recenzję napisał jego "brat lożowy", Józef Grabiec-Dąbrowski, szwagier Marii Dąbrowskiej i "Czcigodny" kaliskiej loży "Świt", która w tamtym czasie uległa zanikowi. W książce "Czerwona Warszawa przed ćwierćwieczem" odmalował on sylwetkę Doktora Radziwiłłowicza w takich słowach: "Wielka inteligencja, gruntowne wykształcenie, wytworny dowcip. Takt życiowy, spokój, nobliwość w każdym calu, tradycje starego burszy z arystokratycznych korporacji studenckich. Złote serce, prawość bezkompromisowa, a przede wszystkim idealizm wzniosły i niezachwiana wiara w lepszą przyszłość. W dodatku temperament i będąca właściwością jego charakteru ambicja ciekawości i udziału we wszystkim co się działo – ciągnęła go do partii czynu, więc jakoś przylgnął do PPS. ..." Nadto tym się wyróżniał Doktor Rafał, że – inaczej niż masa inteligenckich "frankofilów" był zdeklarowanym "anglomanem", który zwykł był chodzić – taka była angielska moda – w kraciastych spodniach i bardzo przyjaźnił się z Żeromskim, który często u niego bywał w Tworkach.

Zdarzyło się nawet, że raz go Radziwiłłowicz – w Wiedniu – gdy nagle Pan Stefan zachorzał, na własnych rękach zaniósł go do hotelu. Nie zdołał jednak wciągnąć go do masonerii - jako "brata"; pozostał jedynie jej gorącym sympatykiem.

Przyjaźnił się także Doktor Rafał ze Stanisławem Witkiewiczem, z Edwardem Abramowskim – swoim idolem, z Piłsudskim oczywiście, z Andrzejem Niemojewskim i z Marią Dąbrowską /chociaż nazywał "dyrdymałkami" jej pierwsze nowelki i radził, by się zajęła raczej poważną publicystyką/, a także ze Stanisławem Wojciechowskim - późniejszym prezydentem, z Andrzejem Strugiem i oczywiście ze Stanisławem Patkiem , który ро Wyzwoleniu, w roku 1919, został ministrem spraw zagranicznych. A później ambasadorem RP w Japonii, w ZSRR i w USA.

Jak gdyby w drugim szeregu, czw nawet na uboczu wolnomularstwa trzvmał sie Maksymilian Malinowski /prawdziwe nazwisko Miłguj/, który redagował niezwykle popularny tygodnik "Zaranie", już od 1907 roku inspirujący chłopski "ruch zaraniarski". Czyli budził wieśniaczą umysłowość i kierował ją - krok za krokiem – ku myśleniu o własnym, a nie "ruskim" państwie. Oto przykładowe tematy artykułów, adresowanych do chłopskich mas:

Współżycie roślin ze zwierzętami;

Konstytucja 3 Maja;

Czego nie wiemy, a wiedzieć trzeba?

Jak walczyć z suchotami;

Solidarność daje moc /przewidział?/;

Zmiany w klasztorze Jasnogórskim;

Handel bydłem i nierogacizną;

Kim był, czego dokonał Kołłątaj:

Ile Warszawa Zjada mięsa;

Co to są "skauty", czyli harcerze;

Kilka myśli Jana Jakuba Rousseau. Pobudzony przez "Zaranie" ruch "zaraniarski" poważnie zaniepokoił nie tylko moskiewskich urzędników, lecz także biskupów. Szczególnie Łosińskiego, biskupa kieleckiego, który zajadle tropił i tępił kiełkujące wśród ludu wiejskiego marzenia wolnościowe. Gdy tylko zobaczył w podległych mu parafiach "bakcyle patriotyzmu" palił na ambonie, w płomieniu świec mszalnych, egzemplarze bezbożnego tygodnika. Nauczał, że Bóg woli nawet zbrodniarzy niż "zaraniarzy" i nakazywał proboszczom, by nie przyjmowali do spowiedzi czytelników "Zarania", a przynajmniej nie dawali im rozgrzeszenia. Ostro zareplikował mu Tomasz Nocznicki. Masonem nie był, lecz blisko z lożami współpracował. I prezesował Towarzystwu Kółek Rolniczych im. Staszica, jednoczących się z "zarantiarzami Oznajmił:

"Jak można wyklinać i karą obdarzać ludzi, których całą winą jest, że chcą się uczyć, oświecać, życie swe ulepszać, do wiedzy i światła dążyć. Cóż tedy nie jest grzechem ? Odpowiada nam duchowieństwo: nas, fýlko nas macie słuchać: Wy chcecie nędzy, zbrodni i upodlenia wśród ludu bo przecież to jest następstwem ciemnoty / ... / O ciemnocie polskiego ludu Niemiec takie piosenki śpiewa:

“Nam Polaków trza do roli

i Niechaj bydło się mozoli“

Masońska enklawa prasowa

W kwietniu 1915 roku, jeszcze pod ruskim zaborem, ukazał się miesięcznik "Myśl Polska" /grubością równy "Odrze", formatem nieco większy/. Pismo to skupiło elitę wolnomularzy oraz ich akolitów, tuzów literatury, takich jak Stefan Żeromski i Jan Kasprowicz. Kto jeszcze tam pisywał ? Ludwik Krzywicki, sławny "Mędrzec", Bolesław Leśmian – świetny poeta. Ignacy Matuszewski -czołowy krytyk. Jan Lorentowicz -wybitny teatrolog. Karol Irzykowski – krytyk literacki. Artur Górski -pisarz i publicysta. Witold Jodko-Narkiewicz – bliski współpracownik Piłsudskiego. Sekretarzem redakcji /faktycznie zaś – naczelnym/ był młokos, niespełna trzydziestolatek, Witold Giełżyński, mój tata. Pierwszy numer tego miesięcznika opatrzony był jeszcze notką: "Dozwolieno Wojennoj Cenzuroj" - lecz na okładce "Myśli Polskiej" widniał szokujący podtytuł: WARSZAWA. KRAKÓW. LWÓW. POZNAŃ. Było to jakby oznajmienie, że trzy zabory łączą się w jedną Polskę. Z szesnastu autorów pierwszego numeru tego czasopisma masonami było sześciu: Zygmunt Chmielewski, Wacław Makowski, Stanisław Thugutt, Maksymilian Malinowski, Stanisław Staniszewski i Witold Giełżyński; a prawie wszyscy pozostali autorzy byli masonerii fanami - z tegoż samego literackiego, czy raczej inteligenckiego środowiska. Wychodzące w Piotrkowie "Wiadomości Polskie" tymi słowami powitały prasową nowość:

"Poprzez huk armat i smutne odgłosy ludzkiej, żołnierskiej niedoli przyszły do nas słowa jędrne, mocne, myśli świeże, uczciwe, przyszedł do nas głos polski dźwiękiem i polski treścią -przyszło do nas słowo z Warszawy" Już w tym pierwszym numerze pojawiło się zdanie: - czyżby cenzor zaspał? – będące deklaracją intencji niepodległościowych: "Zarówno geniusz polski jak rosyjski mogłyby istnieć i pracować obok siebie we współzawodnictwie pokojowym; ale na to jednego warunku potrzeba: aby ich łączył stosunek zupełnie wolny! I Wszystkie artykuły, w “Myśli polskiej" drukowane, potwierdzały, że zbliża się wytęskniona niepodległość. A w rok i parę miesięcy później ukazał się chudziutki dziennik "Głos Stolicy" /także pod redakcją Witolda Giełżyńskiego/, który już otwarcie ogłaszał: “Jest Polska". A na Zamku Warszawskim powiewała biało-czerwona flaga!

"Głos Stolicy" był podówczas jedynym dziennikiem bliskim lewicy, inne gazety wyrażały poglądy mniej-bardziej prawicowe, przeto musiał walczyć "Głos" na dwa fronty: i przeciw SDKPiL /czyli komuchom/, i przeciw endecji /czyli Dmowskiemu/. Najbliższy mu był Władysław Sikorski. List "Głosu" pod jego adresem, podpisany przez 44 członków krakowskiej elity, taką się kończył kwintesencją:

"Potrafimy ocenić Twój charakter i Twoją szlachetną duszę, i prosimy Cię, abyś przyjął zapewnienie naszego szacunku i naszej przyjaźni".

Wobec masonerii “Głos Stolicy" był powściągliwy. Nie zamieszczał o niej ani dobrych, ani złych tekstów. Jeden jedyny raz ujawnił swe sympatie, zamieszczając w trzech numerach z początków 1917 roku komunikaty: że adwokat Patek przybył do Warszawy, potem – że ją opuścił, i znów –że przybył.

Był to jedyny sygnał, że "Głos Stolicy" ma związek z masonerią i publikuje informacje przydatne jej członkom.

Zresztą masoneria właśnie schodziła ze sceny. I w styczniu 1918 roku zeszła definitywnie.

Nie są znane motywy ostatecznej decyzji o zaniechaniu prac lożowych. Wiadomo tylko, że ostatnie zgromadzenie masonów odbyło się w mieszkaniu mecenasa Franciszka Paschalskiego. Doszło tam do ostrej wymiany zdań między Zygmuntem Chmielewskim, przyrodnim bratem Radziwiłłowicza /jednym z liderów Ligi Państwowości Polskiej i sympatykiem Sikorskiego a Patkiem, który stał twardo przy Piłsudskim. Polacy i w dawnych wiekach i na progu niepodległości, i dziś także ustawicznie walczą z Polakami.

Taka nasza polska natura.

X X X

Ale w trudnych chwilach umieją Polacy być /jakiś czas/ zwarci. Gdy W 1920 roku na Warszawę waliły cztery armie Tuchaczewskiego, Rada Obrony Państwa zwróciła się z apelem do Narodu: "Wszystko dla zwycięstwa! Do broni".

Lider PSL "Wyzwolenie", Stanisław Thugutt odnotował jednak, że ulicami Warszawy snują się tłumy młodych, którzy napis “IDŽ NA FRONT!” czytają obojętnie. . . Więc zaraz sam udał się na ulicę Mazowiecką 5, gdzie pan Adam Koc werbował 201 Ochotniczy Pułk Piechoty.

Przyszło doń także kilkunastu masonów i ich sympatyków. Skierowano ich do 9 kompanii, którą zaczęto zwać "masońską". Tylko Patek nie stawił się, bo wybrał kawalerię /chociaż już ukończył 54 lata/ – i ruszył przeciw Kon-Armii Budionnego, na południu Polski. Inni – Straszewicz, Śmiarowski, Thugutt, Hołówko, Giełżyński odbyli w Legionowie kilkudniowe ćwiczenia i ruszyli na front. Nad Narew. Pod Suraż. Tam i Thugutt, i Hołówko, i Giełżyński odnieśli rany. Tata, który bronił mostu pod Surażem - w nogę. Ale 201 pułk na kilka godzin przerwał marsz Tuchaczewskiego na Warszawę. To nie było bez znaczenia! To pozwoliło rozbudować polowe umocnienia na przedpolu Warszawy, a także zebrać rozproszone jednostki, przydzielone do nowej 5 Armii gen. Sikorskiego. Otrzymał on rozkaz, żeby "związać bojem" aż trzy z armii Tuchaczewskiego, -co miało ułatwić /i rzeczywiście ułatwiło generalne uderzenie 3 i 4 armii polskich, zza Wieprza, na tyły frontu bolszewików. Tuchaczewski poniósł kompletną klęskę, a Piłsudski dziwił się, że tak łatwo poszła mu ofensywa zza Wieprza, którą osobiście dowodził.

W tej pierwszej bitwie 201 pułku rany odnieśli i Thugutt, i Hołówko,

i Giełżyński. Tata leżał w rowie i czekał, aż przyjdą Ruskie i go dobiją.

W ostatnich minutach zauważyli go oficerowie, umykający - przed kontrofensywą Polaków – z przełamanego frontu. Wahali się, czy wziąć jeszcze tego żołnierza, skoro brakowało już miejsc w dorożce Jeden zauważył jednak: To inteligent! On nosi binokle!

Wzięli tatę.

On dzięki binoklom ocalał, a ja przyszedłem na świat. Ruskie bez żadnego "Cudu nad Wisłą" zostali rozgromieni. Niemcy, Francja – odetchnęły, że do nich nie dojdą. A Jurek Hoffman nakręcił wreszcie genialny film o Bitwie Warszawskiej.

Skomentuj

Upewnij się, że uzupełnisz wszystkie pola oznaczone gwiazdką (*). Możesz używać podstawowych znaczników html.



Wykonaj zadanie w okienku poniżej, żeby dodać komentarz

My na Facebooku

Subskrybuj nasz newsletter

Chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się w polskiej i nie tylko masonerii? Zapisz się na newsletter.

Najczęściej czytane

Wielki Wschód Polski 1910-18

13 Lis 2015 historia masonerii

Masońska symbolika dla laika

13 Lis 2015 Symbolika