Oct 22, 2018 Last Updated 9:06 PM, Oct 16, 2018

Adam Witold Wysocki nie żyje

Płaczmy, płaczmy, płaczmy lecz nie traćmy nadziei. Wolnomularstwo Polskie, a sz...

O masonerii we Wrocławiu

Zapraszamy na spotkanie z wolnomularzem, członkiem jednej z polskich lóż...

Kartka z kalendarza – Mały ksi…

75 lat temu, 6 kwietnia 1943 r., nakładem nowojorskiego wydawnictwa Reynal &...

Czy uda się przekabacić Arabów?

 

Jeśli gdziekolwiek mogą się zdarzyć cuda, to chyba najprędzej w Ziemi Świętej? Nie można więc wykluczyć, że na Szczycie Ligi Państw Arabskich, który 27-28 marca zbiera się w Bejrucie, zapadną Cudowne rozstrzygnięcia i pokój zagości W Palestynie. Może nawet na całym Bliskim Wschodzie? Miejsce Szczytu też skłania do optymizmu. Toż Bejrut był "Paryżem Lewantu", w którym żyli Wspaniali arabscy myśliciele, twórcy, poeci, skąd promieniowały tolerancja i kosmopolityzm, przekraczając bariery państw, a nawet religii bliskowschodnich!

Ale to było przed ćwierćwieczem. Później przez Liban przetoczyła się Straszna Wojna domowa, brutalna inwazja izraelska, bezpardonowa okupacja syryjska i Bejrut stracił aurę ośrodka intelektualnego, któremu ton nadawał tamtejszy... Uniwersytet Amerykański. Nie zostało z tamtych czasów nic. Minionych kształtów żaden Cud nie Wskrzesi do istnienia. . .

Można być prawie pewnym /pewności absolutnej nie ma nigdy W politycznych spekulacjach/, że Szczyt Arabski niczego nie urodzi, prócz potoku Szumnych słów. I to niezależnie od tego, czy Jaser Arafat koniec końców dojedzie tam, czy też premier Ariel Szaron nie wypuści go spod swej kontroli. Trudno o gorszy moment dla tego Szczytu. Fiaskiem zakończyła się dziesięciodniowa Wizyta Richarda Cheneya, Wiceprezydenta USA, do państw arabskich. Nawet przyjaciel Zachodu, Abdallah, król Jordanii, kategorycznie oświadczył mu, że "Bliski Wschód nie wytrzyma dwóch Wojen naraz" – gdy Cheney sondował jego stosunek do amerykańskiego planu ataku na Irak, jako inspiratora /co wcale nie jest oczywiste/ międzynarodowego terroryzmu. Dla Arabów – W tym nawet dla Arabii Saudyjskiej najpewniejszego /to też nie jest oczywiste/ Sojusznika USA – Ważniejsza niż rozprawa z Saddamem Husajnem jest toczona przez Izrael "Regularna Wojna przeciw Palestyńczykom" ; takiego sformułowania użył ostatnio sam Kofi Annan, sekretarz generalny ONZ, W liście do premiera Szarona.

A jednak, gdy piszę te słowa, mikroskopijny cud zaistniał! To zasługa amerykańskiego mediatora gen. Anthony Zinniego, który – inaczej niż Cheney – spotkał się parokrotnie z Arafatem. A także udało mu się namówić Szarona, by powstrzymał się od posyłania czołgów na terytorium Autonomii Palestyńskiej po każdym samobójczym ataku Palestyńczyków.

Gdy te słowa ukażą się W druku, będzie już chyba jasne, czy ten maleńki cud nie okazał się aby Wielkim mirażem? Bo realia są takie:

Po pierwsze – Arafat /wbrew uporczywym oskarżeniom Szarona/ ma znikomą szansę powstrzymania aktów terroryzmu, dokonywanych przez ekstremistów z Hamasu, Islamskiego Dżihadu i paru pomniejszych organizacji bojowych. Widać to jak na dłoni nawet na ekranach TV: Wielotysięczne tłumy,

-2-

asystujące w pogrzebach swych palestyńskich braci i przyjaciół /których ginie. W tej wojnie kilkakroć więcej niż Żydów/ to legiony następnych terrorystów-samobójców. Dla nich Arafat jest bezradnym i zastrachanym dziadziem, oni są pewni swej racji i przekonani O swym obowiązku odpłacania krwią za krew.

Po drugie – absurdalne są rachuby, że Zinniemu /już nie Wspominając Cheneya/ uda się nakłonić Arabów – czy ich znaczną część – do Wspomagania Ameryki. W dwóch naraz akcjach przeciwstawnych celom i ideałom świata arabskiego: do wyciszania palestyńskiej "intifady" i do gromienia Saddama Husajna jako domniemanego protektora Al-Kaidy. Saudyjczycy wyraźnie Ostrzegli swych amerykańskich patronów: im bardziej USA będą popierać Szarona, tym Wyżej spiętrzy się fala antyamerykanizmu. A Irak to trzeba było poskromić po Wojnie W Zatoce, czego zaniechał prezydent George Bush /tata obecnego/, bo Snuł zbyt skomplikowane kalkulacje.

Po trzecie – fala antyamerykanizmu i tak jest już spiętrzona bardzo Wysoko, i to nie tylko w arabskich krajach uważanych za notorycznych Wrogów USA: W Syrii, Jemenie, Libii, Algierii oraz oczywiście w Iraku. Złudna jest wiara niektórych polityków /i publicystów/, że jednak kilka państw arabskich – Egipt, Maroko, Jordania, Arabia Saudyjska, Emiraty – to wypróbowani sprzymierzeńcy Zachodu. Nie – jedynie I z q d y tych państw z różnych powodów "stawiają na Zachód", społeczeństwa natomiast Są pä86raz bardziej Wrogie. Przypomnijmy: W czasie Wojny w Zatoce, gdy Wielka koalicja, ze Stanami Zjednoczonymi na czele, wyzwalała Kuwejt i asekurowała Arabię Saudyjską przed spodziewaną inwazją Iraku – król Fahd aresztował ponad setkę mułłów, bo w meczetach Mekki i Medyny, Riadu, Dżiddy Wzywali masy Wiernych do Walki... przeciw Amerykanom, nie Irakowi ! Głosili, iż sama ich obecność przynosi hańbę Świętej Ziemi Proroka. A masy słuchały tych mułłów i bąblowały antyamerykańsko. Żołnierzy USA trzeba więc było zaopatrywać w skrypty: jak się mają zachowywać Wobec Arabów, których bronili, żeby tamci m n i e j ich nienawidzili.

Po czwarte – zupełną iluzją jest Wiara w "panarabizm", a więc również W autorytet Ligi Państw Arabskich. Na nucie panarabizmu usiłował grać prezydent Naser i nic nie Zwojował, mimo że miał niezaprzeczalną charyzmę i autorytet w świecie arabskim. Cóż jednak na to poradzić, że sąsiadujące ze sobą państwa arabskie Szczerze się nienawidzą: Syria z Irakiem, Arabia Saudyjska z Jemenem, Egipt z Libią i Sudanem, Maroko z Algierią. Nieco Większe szanse niż panarabizm miał "panislamizm", lansowany przez

Chomeiniego; ale i on – jako Pers i szyita – też nie znalazł masowego poparcia. Niewątpliwie natomiast fundamentalizm islamski – powrót "do korzeni Wiary" i imperatyw "walki z niewiernymi" – zyskuje nie tylko Wśród Arabów-coraz więcej namiętnych zwolenników. Zdumiewający jest casus Indonezji, która była zislamizowana bardzo powierzchownie, a teraz przeżywa fazę "muzułmańskiego olśnienia". Podobnie jest W Wielu innych krajach, szczególnie arabskich; wyjątkami są może Tunezja, Oman i parę drobnych emiratów z Zatoki.

I Wreszcie – po piąte: na bejruckim Szczycie z pewnością będzie dyskutowana inicjatywa Abdullaha, faktycznego Władcy Arabii Saudyjskiej /król Fahd od dawna jest chory/, polegająca na idei kompromisu: "pokój za ziemię". Arabowie mieliby jednym głosem uznać Państwo Izrael, jeżeli ono wycofa się ze wszystkich ziem, zajętych po Wojnie W 1967 roku: z Zachodniego Brzegu, strefy Gazy i Wzgórz Golan. Projekt ten nie precyzuje, co powinni począć izraelscy osadnicy, którzy W liczbie paruset tysięcy mieszkają w Gazie i na Zachodnim Brzegu.

W zasadzie, piękna to i słuszna idea. Ale mniej więcej tak realna, jak namówienie Chińczyków, żeby Wynieśli się z Tybetu, Sinciangu i Mandżurii, albo Rosjan – żeby dali sobie spokój z tą Czeczenią, z Dagestanem, z Kaliningradem, Buriatią, Tuwą i innymi krainami, które nie są rdzennie rosyjskie.

Wojciech Giełżyński

1 komentarz

  • Link do komentarza SG SG niedziela, 23 październik 2016 18:00

    Najważniejszy punkt zapalany to Emiraty Arabskie. Oni są źródłem fanatyzmu religijnego, z którym trzeba walczyć. Muzułmanie potrafią być i są naszymi braćmi, przykładem są do dzisiaj żyjący na ziemiach Polski Tatarzy. Polecam artykuły naczelnego muftiego mniejszości tatarskiej w Polsce - Miśkiewicza.

Skomentuj

Upewnij się, że uzupełnisz wszystkie pola oznaczone gwiazdką (*). Możesz używać podstawowych znaczników html.



Wykonaj zadanie w okienku poniżej, żeby dodać komentarz

My na Facebooku

Subskrybuj nasz newsletter

Chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się w polskiej i nie tylko masonerii? Zapisz się na newsletter.

Najczęściej czytane

Wielki Wschód Polski 1910-18

13 Lis 2015 historia masonerii

Masońska symbolika dla laika

13 Lis 2015 Symbolika